środa, 18 maja 2016

38. Wojewódzki Przegląd Teatrów Młodzieżowych Scena Młodych w Lublinie (13–15 kwietnia 2016)

Teatr NOTOCO z Kraśnika; fot. Grzegorz Żak

Teatr współczesny?

Kilkanaście lat temu rząd Francji przeznaczył ogromną sumę euro na dofinansowanie teatru dziecięcego i młodzieżowego. Poproszono dramatopisarzy, by napisali sztuki o współczesnych problemach współczesnym językiem oraz by tworzyli je wraz z reżyserami – podczas prób na scenie,  czyli dokładnie tak, jak obecnie najczęściej pracuje się w teatrach. Stworzono zatem detaliczny program grantowy dla teatrów repertuarowych na pracę z młodzieżą i stypendialny program dla reżyserów, dramaturgów, by część swojej aktywności skierowali właśnie ku młodzieży. Dzisiaj francuski teatr i dramaturgia dla młodzieży należą do najprężniejszych w Europie. Szczęśliwie mamy okazję zapoznawać się z nimi dzięki oficynie wydawniczej Drameducation z Poznania, drukującej współczesny dramat frankofoński.

Niestety po obejrzeniu dwudziestu sześciu prezentacji podczas tegorocznej Sceny Młodych doszedłem do przykrej konstatacji, że dzieli nas od Francji odległość tak duża, jak między paciorkami z neolitu, a kolią diamentów. Ogromna większość pisanych przez zespoły tekstów cierpi na dwie choroby: albo napisana jest przez instruktorów językiem w najlepszym razie bełkotliwym, albo zwyczajnie banalizuje postrzeganie rzeczywistości. Szczytem sadyzmu było ubranie licealistów z V LO w Lublinie w dziecięce stroje i kalesonki, a następnie kazanie im deklamować infantylne bajki. Przykłady można by mnożyć. Mocniejszy, ostry, młodzieżowy język pojawił się raz (sic!) w jednej tylko prezentacji z Kraśnika. Tłumaczyłem instruktorom, że odgrywanie przez gimnazjalistów scen z Powstania ‘44 roku w formie rekonstrukcji ociera się o banał. Nauczycielom pracującym z dziećmi najchętniej podsunąłbym współczesne bajki Maliny Prześlugi, Marty Guśniowskiej czy Roberta Jarosza, czyli uznanych już dramatopisarzy, których sztuki grywa się w teatrach w całej Polsce.

Młodzież i instruktorzy, ku mojemu zdziwieniu, zupełnie nie oglądają współczesnego teatru. Stąd ich propozycje repertuarowe i estetyczne zatrzymały się gdzieś w latach dziewięćdziesiątych. Ciężko ogląda się płody ich wspólnej pracy. Gdy zapytałem jedną z grup podczas omówienia, kto oglądał jakiś spektakl w ostatnim miesiącu, to okazało się, że ręce podniosły trzy osoby z dziesięciu. Byli w Osterwie. Z klasą. Tymczasem, by robić współczesny teatr, trzeba nim zwyczajnie... żyć. Czuć puls współczesności, próbować dotrzeć, zrozumieć, przeczytać, czym żyje współczesna sztuka. Ubierając w kalesony młodych ludzi, otrzecie się, drodzy państwo, o śmieszność! Zdarza się też, niestety, że instruktor przebierze młodzież w kostiumy z epoki, założy im maski i podsunie tak zwaną galanterię teatralną, niby-żyćko sceniczne, jak to miało miejsce w propozycji lubelskiego Teatru Satyry Zielona Mrówa. W takim anturażu poruszenie każdego utworu pisanego wierszem będzie się wydawać banalne i – jak to się mawia w środowisku teatralnym – „paszka, paszka, dowcipas goni dowcipas”.

Najbardziej w tym galimatiasie doceniłem szczerość i autentyczność w pracy z młodymi ludźmi. Niedoróbki warsztatu są w tym wieku czymś oczywistym, za to chęć wypowiedzenia się na dręczące, ważne problemy to coś, co stanowi siłę młodzieży występującej na scenie. Bunt jest w tym wieku ważny, bo jeśli się nie zbuntują i jeszcze w wieku szkolnym nie wezmą za rogi z rzeczywistością, to strach pomyśleć, jak będzie wyglądała ich dorosłość. Teatr doskonale w tym pomaga – scena wręcz prosi się o wyrazistość. Teatr NOTOCO z Centrum Kultury i Promocji w Kraśniku pokazał problem dziewczyn z ośrodków wychowawczych, Teatr AMATORZY z Bursy Szkolnej nr 5 w Lublinie poruszył temat inności i obcości w środowisku młodzieżowym, a dzieci z ABRA-KADABRA z Zespołu Szkół w Księżomierzy zmierzył się z uzależnieniem od internetu.

Warto też, oczywiście, pracować z młodzieżą nad dobrą literaturą. Świetnie, twórczo, dowcipnie i celnie uruchomiono teatralnie na przykład wiersze Wisławy Szymborskiej. Nie deklamowano, a właśnie teatralizowano sensy i wątki w przedstawieniu Teatru BEZ DIDASKALIÓW z Gimnazjum nr 9 w Lublinie. Zachwyciły mnie dzieci z Trawnik, nieźle poprowadzone przez Arkadiusza Jurka w spektaklu pt. Szafa, prezentujące małe arcydzieło o funkcjonalności zwykłej-niezwykłej szafy. I to w czarnym teatrze! Jakże rzadko w pracy z młodzieżą instruktor decyduje się na taką formę plastyczną, odchodząc od nieznośnego psychologizowania.

Perełek było więc kilka, choćby pulsujący młodzieńczym rytmem Teatr KONTAKT z Włodawy. I na koniec: jeśli macie, drodzy instruktorzy i nauczyciele, problem ze współczesnymi tekstami – a widać, że macie – wejdźcie na stronę: www.drameducation.eu i napiszcie tam maila do dyrekcji. Myślę, że wam pomogą i wyślą już przetłumaczone współczesne francuskie i belgijskie dramaty. A może nawet, jeśli dostrzegą w was zapał, to i zaproszą autora na premierę? Wszystko jest możliwe. Naprawdę – warto spróbować.

Dobrze, że Scena Młodych ma w Centrum Kultury swoje miejsce, że organizują ją  pasjonaci, oddani pracy z młodzieżą. Ciekaw jestem, w jakim kierunku będzie się ona zmieniać, bo właśnie prosząc o zmianę, piszę ten tekst. A o tym, że coroczne prezentacje są ważne, napisała mi po festiwalu Patrycja – jedna z uczestniczących w przeglądzie gimnazjalistek: „Chciałam podziękować za dzisiaj i za dzisiejszy miły komentarz, który był skierowany do mnie. Dało mi to dalszą i większą motywację do działania w aktorstwie”.

Tekst ukazał się w majowym numerze (5/2016) lubelskiego miesięcznika Proscenium.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz