wtorek, 17 listopada 2015

Przemysław Gąsiorowicz, Myśli ze stłuczonej łepetyny

fot. http://www.imaginariumart.com.pl/


Dobry sąsiad

Długo nie byłem dobrym sąsiadem. Nie mogę też powiedzieć, żebym był złym sąsiadem. Po prostu mieszkałem sobie w moim nowym mieszkaniu i nie angażowałem się zbytnio w sprawy wspólnoty. Wychodziłem rano do pracy, żeby pracować i wracałem po południu do siebie, żeby mieszkać. Zamykałem za sobą drzwi i zatapiałem się w świętym spokoju. Wychodziłem z założenia, że przeprowadziłem się tu, żeby mieszkać, a nie, żeby się angażować. Wielu sąsiadów miało mi to za złe. Wielu to przeszkadzało. Tak to już jest, że nawet, jeśli jesteś neutralny, do niczego się nie mieszasz i niczego nie chcesz, to i tak zawsze znajdzie się ktoś, komu przeszkadzasz…

Po pewnym czasie zaczęły krążyć o mnie po osiedlu niepochlebne opinie. Że ja to pewnie jakiś mruk jestem, gbur jakiś. Że pewnie nie jedno mam na sumieniu, skoro się tak nie integruję. Może złodziej? Oszust? Może zboczeniec? Może wampir jakiś? Jakiś tajniak, co wielu ludziom karierę i życie złamał? Ludzie potrafią być bardzo kreatywni w wymyślaniu. Ale, ta najprostsza myśl, że jestem człowiekiem, który kocha święty spokój, do głowy im nie przyszła.

Postanowiłem, więc raz z tym skończyć. Podjąłem decyzję, że odtąd będę bardzo sympatycznym, miłym i komunikatywnym sąsiadem! I zacząłem niemal od razu. Na klatce schodowej spotkałem sąsiada z góry. Sędziego z zawodu.
- Oooo, wiiitam, kochanego sąsiada! Jak tam nocka? Jak majsterkowanie? Pan to masz zdrowie! Żeby tak całymi nocami walić tym młotkiem w te dechy! Aż mi się tynk z sufitu sypie he, he. A jak tam córki? Zdrowe? Którą pan wczoraj tłukł? Bo tylko jedna się całą noc darła, a po głosie nie poznałem, która. W ogóle gratuluję panu pociech. Zdrowe dziewczyny muszą być, jak koń! Żeby tak noc, w noc takie lańsko dostawać, wytrzymywać to, a rano iść do szkoły, jak gdyby nigdy nic, to dopiero trzeba mieć krzepę! Ho, ho, ho!
Sędzia nic nie odpowiedział, szybko mnie wyminął i wyszedł z klatki na podwórze.
Innym razem w osiedlowym spożywczym spotkałem sąsiada chirurga.
- Dzień dobry panu! Co tak raniutko do sklepu? O szóstej rano, to się człowiek przewraca na drugi bok, a nie… he, he. Aaaa, rozumiem! Łapki się trzęsą, trzeba je uspokoić. A słyszałem, słyszałem, że pan jest geniuszem chirurgii. Ale jeden warunek – jest pan precyzyjny tylko wtedy, jak pan sobie walnie jednego przed operacją. Inaczej kicha. Tak mówią.
W tym momencie ekspedientka z jakiegoś powodu parsknęła śmiechem. Ale nie mam pojęcia, dlaczego. A chirurg zrobił się czerwony. Ale też nie znam powodu.
- Może w takim razie zajdzie pan przed pracą do mnie? – kontynuowałem. - Znajdzie się u mnie w barku jakiś Jaś Wędrowniczek. To się razem rozgrzejemy i pojedzie pan sobie spokojnie do pracy. Co? Co pan będzie tutaj przepłacał?
W tym momencie sąsiad wybiegł ze sklepu.
- Halo! Panie sąsiedzie! A pańska flaszka?! I zapomniał pan reszty!
Kiedy indziej znowu siedząc na ławce, na przeciwległym końcu placu zabaw, zauważyłem jedną z sąsiadek, nauczycielkę języka polskiego, przebiegającą z klatki do klatki. Krzyknąłem w jej kierunku przez całe podwórko:
- Dzień dobry, sąsiadko! Gdzie pani tak pędzi? O Matko Boska, to już ta godzina?! A no tak – to już pora. Pani mąż właśnie pojechał do pracy, pani ma jeszcze chwilkę, zanim pójdzie do szkoły i śpieszy się pani do tego sąsiada spod dziesiątki. No to miłej zabawy, sąsiadko!
A raz przyszedł do mnie ksiądz po kolędzie. Pomodliliśmy się, wypiliśmy po kawie i zacząłem odprowadzać dobrodzieja do drzwi.
- Proszę księdza, tu jest koperta, o, proszę… O! A tutaj taki drobiazg. Mały zestaw Lego Star Wars – w miarę skromnych możliwości finansowych – dla syna. Pomyślałem, że się ucieszy. To dla młodszego. A dla starszego mam długopis Parker do szkoły… Proszę księdza… Proszę księdza! Gdzie ksiądz idzie? Nie trafiłem z prezentami? Poszedł… Hm… Pewnie już takie mają… No nic – może w przyszłym roku coś lepszego uda mi się wymyślić…
Z biegiem czasu szło mi coraz lepiej.
- Witam sąsiaduchnę! Jakie gustowne, nowe siniaki pod okiem i na ramieniu! Proszę powiedzieć mężowi, żeby następnym razem włożył mydło do skarpety i tym panią tłukł. Ponoć to nie zostawia śladów. Ja nie próbowałem, ale w „Miasteczku Twin Peaks” w jednym odcinku tak było. To niech państwo wypróbują. Ale z tymi siniolami to bardzo pani do twarzy.
- Dzień doberek, sąsiadowi! Gratuluję awansu i nowego stanowiska w Urzędzie Miasta! I gratuluję nowego auta! W całości kupiony z łapówek, czy coś pan dołożył ze swoich oszczędności? Domyślam się, że takiego merola, to nie kupi się z pensji urzędniczej. Nawet, jeśli jest to pensja zastępcy prezydenta miasta. No, miło się z panem gawędzi, ale muszę już lecieć. Aha! I niech pan pozdrowi ode mnie brata. No, pańskiego brata. Tego, co go pan wyślizgał ze stołka i sam zajął jego miejsce. Do widzenia!
- Ach, witam sąsiadeczkę moją zza ściany! Śliczny ten pani piesek! Dobrze jest mieć przy sobie na co dzień takiego mordercę z czerwonymi oczami i trzema tonami uścisku w szczęce, no nie? I niech się pani nie przejmuje kupkami pieska! Bardzo lubię w nie wdeptywać. Miłego dnia!
- Ach, jakże mi miło widzieć państwa w pełnym zdrowiu! Zazdroszczę sił witalnych! Żeby tak noc w noc!... Eech! Aż mi się ściany trzęsą, jak państwa słucham! Hi, hi!
- Sąsiedzie!!! Sąsiedzie!!! Tutaj, tutaj! Krzyczę do pana z balkonu bloku naprzeciwko! Mam do pana pytanie! Za ile kupił pan tę lunetę? No tę, co ma pan ją w oknie, ogląda przez nią sąsiadki, jak się rozbierają i onanizuje się przy tym! Pewnie droga, co? Jako emerytowany żołnierz ma pan pewnie wysoką emeryturę, to badziewia raczej sobie pan nie kupił! Pytam, bo synowi chciałem taką sprawić na urodziny! W końcu chłopak dorasta, interesuje się koleżankami, he, he!...

Ciekawa rzecz. Odkąd zacząłem być miły dla sąsiadów i otwarty na nich, w moim życiu zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Sąsiedzi przestali odpowiadać na moje „dzień dobry!”, na parkingu nigdy nie mogłem znaleźć wolnego miejsca i co jakiś czas, na wycieraczce pod moimi drzwiami znajduję psią kupę… O co chodzi?! Milczeć – źle; odzywać się – jeszcze gorzej. Być gburem – niedobrze; być miłym – też niedobrze!

Eeech… Ludziom nie dogodzisz…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz