niedziela, 6 września 2015

Przemysław Gąsiorowicz, Myśli ze stłuczonej łepetyny

fot. http://www.imaginariumart.com.pl/

Męski wieczór

Weekend. Wieczór. Puste mieszkanie. Cisza. Spokój. Jestem sam. Nareszcie sam. No to, co? Papieroska? No, to papieroska. Siadam sobie wygodnie w fotelu, wyciągam nogi, rozpakowuję nową paczkę, wyciągam szluga, zapalam i z rozkoszą się zaciągam. Mmmm… O, taaak… Pyszny… Taki niezdrowy… Taki powodujący raka… I choroby serca… Mmmm… Sam minister zdrowia mnie ostrzega. Mmmm… No, to jak sam minister zdrowia, no to… No to jeszcze jednego trzeba zapalić! Z rozkoszą zapadam się w fotel, odprężam i zapalam drugiego… Mmmm, cudownie… Wciągam dym w płuca… Ależ te substancje smoliste muszą mi teraz szkodzić!... Ten minister to musi mieć tęgi łeb. Taaak… Jak taki mądry człowiek mi radzi, to musi coś w tym być… No to ja sobie jeszcze trzeciego zapalę! Cudownie… Uwielbiam samotne wieczory!
Otwieram Internet. Wyświetla mi się jakiś kanał o zdrowym żywieniu. O zdrowym żywieniu? No to ja sobie paczkę chipsów otworzę. O, tak. Albo dwie od razu. Taaak, pyszny, niezdrowy benzoesanik sodu… Mmm, pycha… Mój kochany emulgatorek kwasowości… E-305, E-199 i inne takie tam. Cudo! Ależ to musi szkodzić mi na wątrobę! Miodzio!
Babka na kanale coś mówi o wegetarianizmie. A, to ja sobie stek zapodam! A, co?! Krwisty, soczysty, koniecznie na głębokim tłuszczu! Mniam! Mam nadzieję, że to zwierzątko bardzo cierpiało, jak je do ubojni wieźli. A ja sobie je teraz jeszcze przysmażę na wolnym ogniu… Yeah! Jak cudownie skwierczy!... Dużo tłuszczu! I soczyste mięsko! Ze zwierzątka! Smażone! Późnym wieczorem! Eeech, życie potrafi być piękne! Mam nadzieję, że obrońcy praw zwierząt są teraz naprawdę wściekli. A ja sobie w tym cierpiącym zwierzątku zanurzę teraz ząbki!... I mam nadzieję, że moja wątroba właśnie teraz bardzo się męczy… I jeszcze sobie solidnie posolę! Bo taka sól, jak wiemy, zatyka żyły, grozi miażdżycą, wysokim cholesterolem, cokolwiek to jest, i bardzo szkodzi sercu. Oooo, taaak… Duuużo soooli, taaak… Duuużo…
O! A tu mi w Internetach wyskoczył jakiś facet, co o walce z alkoholizmem mówi. No tak! Byłbym zapomniał! Przecież mięsko trzeba popić! Oczywiście, że wódeczka musi być! Zaraz, zaraz, co my tu mamy… Nie no, nie będziemy pić tej wysoko destylowanej, tej burżujskiej, tej za ponad trzydzieści zeta. Nalejemy sobie tej chamskiej, śmierdzącej… z czerwoną kartką… za jedyne 16 złotych… A co?! Raz się żyje! Mmmm – ależ ona cudownie śmierdzi! No to chlup, w ten głupi dziób! Pierdykniem, bo odwykniem! Chluśniem, bo uśniem! Wypijem, bo zgnijem! Czy jak tam jeszcze… Ohyda!... Mam nadzieję, że to źle wpłynie na mój wzrok. Trzeba to szybko czymś przepić. To może herbatka! Taka solidna siekiera! Mocna i cierpka, jak turecka! Bo to o tej porze ponoć bardzo niezdrowe i zasnąć po tym nie można. I koniecznie dużo trzeba posłodzić! Tak ze trzy łyżki. Stołowe! Bo jak wiadomo cukier, to biała śmierć! I szkodzi na wszystko! Mmmm – nie ma to jak mocna, przesłodzona herbata po dwudziestej drugiej wieczorem! A właśnie! Dwudziesta druga! Cisza nocna! No to my sobie teraz, dajmy na to… Stonesów na cały regulator! Tak, żeby ściany trzeszczały! Tak jest! Mam nadzieję, że mi od tego bębenki porozrywa! A jak! Jedno mamy życie! I jeszcze piwko na to wszystko sobie zapodamy, a co! Takie prostackie, dziewięcioprocentowe, za złoty dziewięćdziesiąt dziewięć! Ono też szkodzi na coś tam!
Ponoć kostnice, wyjąwszy tych tragicznie zmarłych, pełne są dwóch kategorii trupów: jedni palili, pili, obżerali się, a sport oglądali tylko w telewizji i zmarli na zawały, wylewy i raka. Drudzy uprawiali jogging, nie pili, nie palili, zdrowo się odżywiali i… poumierali dokładnie na to samo.
Jak tak patrzę na ten zawalony, zasyfiony stół, pełen worków z chipsami, fajek, tłustego mięsa, butelek piwa i wódki, to tak sobie myślę, że solidne siaty zakupów by z tego wyszły, jakby to wszystko do reklamówek popakować. I właśnie o tym sobie wtedy marzę, kochane feministki, żeby zobaczyć was obładowane tymi ciężkimi siatami zakupów i zobaczyć jak w ósmym miesiącu ciąży targacie te ciężary na szóste piętro, bo winda zepsuta. A potem pokornie stawiacie na stole, przed waszymi facetami sześciopaki z piwem i potulnie, w milczeniu wycofujecie się do kuchni! He, he!
Nie ma to jak męski wieczór sam ze sobą, czyli w świetnym towarzystwie!
No! My tu gadu, gadu, a w Internecie co to nam wyskoczyło? No proszę! Ksiądz! Ksiądz, który mówi o… masturbacji i onanizmie!...
Że to ponoć bardzo niezdrowe!... Suuuper!...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz