poniedziałek, 31 sierpnia 2015

„Diwa”, reż. Grzegorz Kempinsky, Teatr Żelazny. Recenzuje Małgorzata Bryl.




Doświadczenie kontra żywioł


Teatr Żelazny z Katowic Piotrowic wystawił przed wakacjami polską prapremierę chorwackiego dramatu Diwa autorstwa Marijany Noli. W jednoaktówce w reżyserii Grzegorza Kempinskiego zagrały Małgorzata Bogdańska i Edyta Herbuś.

Opublikowana w 2005 roku Diwa zapewne szybko nie trafiłaby na polską scenę, gdyby jej nie opublikowano w wydanej kilka lat temu przez Uniwersytet Śląski w Katowicach antologii dramatów chorwackich Kroatywni. Dramat chorwacki po 1990 roku. Wybór tekstów. Nola, należąca do młodszego pokolenia dramaturgów, przybyła także na majową premierę w Teatrze Żelaznym, mieszczącym się na stacji kolejowej w Piotrowicach.

Dramat zawiera problemy, które można odnieść do polskiej rzeczywistości. Choć Polskę i Chorwację różnią klimaty i widoki to łączą nas podobne doświadczenia i problemy, z jakimi nadal zmagamy się po okresie transformacji. Rozmowy dwóch bohaterek Diwy o poświęceniu życia dla kariery czy trudnościach młodych ludzi w odnalezieniu się na rynku pracy bardzo łatwo odnieść do naszego polskiego tu i teraz. Pytania rozgoryczonych córek: „gdzie byłaś, gdy byłam dzieckiem?” i odpowiedzi strapionych matek: „robiłam karierę” pojawiają się pewnie także w wielu polskich domach. Z dramatu Noli wybijają się również problemy współczesnej sztuki – zderzenie tradycji z nadchodzącymi nowymi trendami. Młodzi aktorzy debiutują, a doświadczeni twórcy żachają się w garderobach, że dziś już prawdziwego aktorstwa nie ma – to przecież też znamy nader dobrze z naszego polskiego podwórka. Jeśli dołożymy do tego inne problemy tego dramatu, jak przemijanie, poświęcenie i miłość, chorwacka Diwa staje się absolutnie uniwersalnym dramatem i jeśli nie zrozumiałym pod każdą szerokością geograficzną, to na pewno pod polską.

Helena i Lana. Matka i córka. Helena – wielka diwa teatralna z najważniejszymi rolami kobiecymi w dorobku. Lana – początkująca aktorka bez fajerwerków w życiorysie i kilkoma rolami serialowymi w CV. Spotykają się w garderobie tuż przed rozdaniem Chorwackich Nagród Teatralnych, do których obie są nominowane, i... zaczynają rozmawiać. Nie jest to jednak luźna pogawędka przed trzecim dzwonkiem, a raczej rozmowa życia, po której obie wyjdą odmienione. Wzajemna wrogość bohaterek sprawia, że nawet wnikliwy widz dość długo nie zdaje sobie sprawy, że stoją przed nim matka i córka. Kobiety wyglądają raczej na skonfliktowane aktorki jednego teatru, rywalizujące o rolę Niny Zariecznej. Z czasem jednak – z drobnych aluzji, uwag i wtrąceń – konstruujemy złożone powiązania między Heleną a Laną i zaczynamy rozumieć, że tu nie chodzi tylko o urażone ambicje przy lekturze Czechowa. Otwierają się przed nami kolejne epizody życia matki i córki, wywlekane w nerwowej atmosferze między szukaniem elementów garderoby a nakładaniem kolejnej warstwy pudru. A kiedy już mamy nadzieję, że bohaterkom uda się zażegnać konflikt i kryzys, wyrastają kolejne przeszkody. Przy czym największym problemem staje się werdykt jury Chorwackiej Nagrody Teatralnej, po którym już nigdy nic nie będzie takie samo jak przedtem.

Grzegorz Kempinsky zdecydował się umieścić aktorki w ascetycznej przestrzeni pozbawionej scenografii. Właściwie jedynymi elementami na scenie są dwa krzesła. Postaci dookreślają kostiumy. Małgorzata Bogdańska w roli Heleny wystąpiła w powłóczystej, strojnej w koronki czarnej sukni do kostek. Zupełnie inaczej i z większym luzem została ubrana Lana Edyty Herbuś: ekstrawaganckie połączenie szpilek, postrzępionych dżinsów i T-shirtu, na który niedbale narzuciła żakiet. Zresztą to Helena jest tą, która do przesady dba o swój wygląd, bo z przerażeniem stwierdza upływ lat. Z kolei Lana zdaje się być zahukana przez dominującą matkę i pogrążona w szeregu kompleksów. Na niewiele zdaje się więc przyspieszony instruktaż dbania o siebie, jakiego matka udziela córce.

Edyta Herbuś nie miała trudnego zadania aktorskiego, choć oczywiście w żadnym razie nie była to dla niej łatwa rola. Szczególnie, biorąc pod uwagę debiut teatralny. Dramat Noli jest tak skonstruowany, że szala emocji i psychologicznych napięć przechyla się zdecydowanie w stronę matki – to postać zawłaszczająca uwagę, ekstrawertyczna i nerwowa. Zakompleksiona i raczej introwertyczna Lana wybrzmi emocjami i napięciami tylko na tle lub może w kontraście z dobrze zagraną rolą Heleny. A Małgorzata Bogdańska zagrała tę postać rewelacyjnie. Z niezwykłą mocą, intensywnie nawet podczas milczenia, skupiała uwagę także podczas monologów Lany. Herbuś może mówić o dużym szczęściu, że podczas teatralnego debiutu miała przy sobie taką partnerkę, można powiedzieć partnerkę-profesorkę.

Nieobycie, ale żywiołowość i szczere poświęcenie Edyty Herbuś kontra doświadczenie i mistrzowsko prowadzone nawet najgwałtowniejsze wybuchy emocji Bogdańskiej stworzyły przedstawienie wciągające i prawdziwe. Tym większe brawa dla Kempinskiego za świetny dobór obsady, a dla Noli za misternie utkany utwór, który jest wyzwaniem dla aktorów.


Małgorzata Bryl – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Pełniła obowiązki sekretarza redakcji kwartalnika teatralnego „nietak!t” i współtworzyła serwis teatralny.pl. Obecnie pracuje jako dziennikarka serwisu informacyjnego GazetaCodzienna.pl - Śląsk Cieszyński on-line. Jej pasją jest teatr, o którym często pisze na łamach czasopism kulturalnych. Współpracowała z: „Dziennikiem Teatralnym”, „Performerem”, „Didaskaliami”, „Ultramaryną” i „Reflektorem”.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz