poniedziałek, 29 czerwca 2015

Przemysław Gąsiorowicz, Myśli ze stłuczonej łepetyny

fot. http://www.imaginariumart.com.pl/


Szczeble kariery

Zaraz, zaraz, jak to było?... Najpierw... Zaczęło się chyba od tego, o ile sobie przypominam, że w liceum poszedłem na osiemnastkę kolegi z klasy... No i tam pierwszy raz ostro popiłem... i urwał mi się film... i kiedy się ocknąłem... A! już mam – kiedy się ocknąłem, tośmy właśnie wybierali nowego prezesa rady osiedlowej. To jakiś porządny chłop musiał być, bo mi, pamiętam, wymienił okna w mieszkaniu na nowe, remont generalny zrobił, termostaty założył. I wszystko za pieniądze spółdzielni! A, nie, no tak – to mnie zdaje się chyba wtedy wybrali... No, i na jednym z pierwszych posiedzeń zarządu, po którymś tam kielonku znowu głowa spadła mi na stół i jak otworzyłem oczy, tośmy właśnie rozpoczynali posiedzenie rady gminy. Zapytałem kolegę o datę, to się okazało, że to już trzecią kadencję jestem tym radnym... Pamiętam, że tam wszyscy często klaskali, bo co chwila ktoś mówił coś, no to jak wszyscy, to ja też klaskałem. No i jak w którymś momencie znowu się ocknąłem, to siedziałem już na takiej duuużej sali, na jakimś zakręcie. Bo te ławki to jakieś takie zakrzywione były w taki wielki łuk... No i ktoś tam z oddali mówił: „Panie Marszałku, Wysoka Izbo” i wszyscy znów klaskali... no to ja też klaskałem, bo już umiałem z wcześniejszych lat. Jak wszyscy to i ja. I jakiś facet przyszedł w czarnym garniturze z flaszką i czarną teczką i mówił, że jakieś ma kwity na kogoś i kiedy znów odzyskałem świadomość, to ten facet, co mówił „Panie Marszałku, Wysoka Izbo”, to stał teraz blisko, tuż przede mną, plecami do mnie i jak mówił „Panie Marszałku...”, to odwracał się w moją stronę... a ja siedziałem tak trochę wyżej niż inni i miałem w ręce takiego długiego kija i stukałem nim w podłogę... W sumie nie wiem po co... I co chwila jacyś faceci się koło mnie kręcili i wszyscy czegoś ode mnie chcieli i jedni mieli teczki z kwitami, inni teczki z pieniędzmi, ale wszyscy zawsze mieli flaszkę... I kiedy znowu, z niemałym trudem udało mi się otworzyć oczy, to siedziałem już w mniejszej sali, takiej prostokątnej, przy takim długim prostokątnym stole i tam też siedzieli inni faceci i oni mówili do mnie „panie ministrze” i chcieli ode mnie pieniędzy... Ale dziwna rzecz, bo jak znowu mi głowa opadła i po chwili ją podniosłem, to stali przede mną żołnierze... i też chcieli pieniędzy... I ja na chwilę zamknąłem oczy i jedno otworzyłem, to przede mną już nie było żołnierzy, tylko policjanci... i oni wszyscy, tak jak żołnierze, mieli po flaszce i chcieli pieniędzy... No to zamknąłem to oko, otworzyłem drugie i wtedy już stali rolnicy z flaszkami i chcieli pieniędzy... Potem chcieli ode mnie jakiegoś skarbu... Później coś, że gospodarki ode mnie chcieli, no ale ja nigdy na wsi nie mieszkałem, to gospodarki nie mam... No i następnie stali sportowcy – ta sama historia, że mieli po flaszce i chcieli pieniędzy, a na koniec byli aktorzy i filmowcy. I oni to samo – po flaszce i pieniędzy wołali...
I mi po raz enty już ta głowa spadła na stół i jak ją jakoś tam ledwo, ledwo wreszcie podniosłem, to znowu siedziałem na sali z ławkami w taki półokrąg, tylko, że ta sala to już była taka mega wielka i tam ludzie mieli słuchawki na uszach i mówili w zagranicznych językach... Ale na szczęście też klaskali, to jakoś się tam odnalazłem... Chociaż nie bardzo wiedziałem o co chodzi... A facetów w czarnych garniturach, z teczkami i flaszkami to już tyle zaczęło się kręcić, że przestałem w ogóle to ogarniać...
No i teraz leżę sobie na jakimś metalowym łóżku, w jakiejś białej sali, w jedwabnej piżamce, przy nosie mam jakąś przezroczystą rurkę, a przy moim łóżku siedzi jakaś ładna dziewczyna, która mówi do mnie „dziadku”... A jak ją zapytałem, co się właściwie stało odkąd wszedłem do mieszkania mojego kumpla, w którym miała odbyć się ta jego osiemnastka, to ona opowiada mi o mnie takie rzeczy, że chyba to dobrze, że niczego nie pamiętam... 

1 komentarz: