poniedziałek, 29 grudnia 2014

Przemysław Gąsiorowicz, Myśli ze stłuczonej łepetyny

fot. Imaginarium Art

Biuro podróży

- Dzień dobry! Przeczytałem ogłoszenie w gazecie. Podobno jesteście pierwszą firmą na rynku, która oferuje usługi podróży nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie?
- Tak – zgadza się. Jesteśmy niczym złota rybka. Pan wypowiada dowolne życzenie, a my je realizujemy. Spełniamy marzenia. A zatem – słucham pana.
- Wie pan, słabo orientuję się w historii, ale mam nadzieję, że takie błogie czasy jednak kiedyś w przeszłości istniały, albo będą istniały w przyszłości. To już mi wszystko jedno, czy pojadę w tę, czy w tamtą stronę. A więc tak: interesuje mnie bilet w jedną stronę. Nie chcę wracać. Chcę radykalnie zmienić swoje życie. Żeby było daleko od rodziny. Zero kontaktu. Mam ich dość. Żadnych listów, maili, telefonów i takich tam. Żebym miał zapewnioną stałą pracę, darmowy nocleg i darmowe wyżywienie oraz darmowy dowóz do pracy i z powrotem.
Chcę mieć zapewnioną darmową opiekę lekarską – i to do końca życia.
Dalej – żebym czuł się bezpiecznie.
- Chce pan, żeby stale pana ktoś pilnował?
- Tak, dokładnie tak. Jakaś dobrze wyszkolona policja. Do tego chciałbym prowadzić zdrowy tryb życia, mieć smukłą sylwetkę, ale przede wszystkim do końca życia nie musieć już martwić się o byt, podejmować decyzji, brać odpowiedzialności za cokolwiek i najlepiej żebym w ogóle nie musiał myśleć. Chcę prowadzić życie zorganizowane, dzień mieć wypełniony, nie musieć zastanawiać się nad niczym, wykonywać polecenia, nie przejmować się i żeby wszelka odpowiedzialność za moje życie spadała na władzę. Rząd, króla, prezydenta – tu już mi wszystko jedno. Ja chcę mieć spokój! Władza niech się martwi moimi problemami.
- I naprawdę uważa pan, że wtedy będzie czuł się szczęśliwy?
- Tak – zdecydowanie tak.
- A wolność?...
- Jaka wolność?!
- No stan, w którym jest się wolnym, niezależnym, samodzielnie kieruje się swoim życiem, nie podlega nikomu… Wielu twierdzi, że to właśnie jest szczęście…
- Tak... wolność to piękne słowo. Problem w tym, że wtedy musiałbym wziąć całkowitą odpowiedzialność za wszystko, co wydarzy się w moim życiu. Sam byłbym winny wszystkim moim porażkom.
- Ale i sukcesom. Sukcesy również byłyby wyłącznie pańskie.
- Ale i porażki. A to mnie w ogóle nie interesuje. Chcę żeby myśleli, odpowiadali i decydowali za mnie inni. Chcę mieć spokój! Rozumie pan? Chcę wychodzić rano do pracy, wracać wieczorem do domu, jeść kolację, myć się, kłaść spać, a potem rano znów wychodzić do pracy. A po drodze nie przejmować się niczym. Chcę, żeby moim bytem przejmowali się inni. Lubię wykonywać zadania i być prowadzony za rękę. I nie chcę martwić się o pracę. Już nigdy więcej.
- No cóż… Nasz klient – nasz pan… Chyba znam jedno miejsce, które powinno pana zadowolić. Jest pan pewien, że chce pan bilet w jedną stronę?...
- Tak, zdecydowanie tak!.
- Proszę więc uiścić opłatę z góry, gdyż, jak się domyślam więcej się nie zobaczymy. Proszę tu podpisać. O, tak. A teraz zapraszam pana do tamtej kabiny. Tam – na lewo. A więc miłej podróży i… żegnam pana.
- Do widzenia!

Po chwili.

- Ojojoj… Głowa boli… Podróż w czasie nie należy do przyjemności… No, ale za to teraz powinno być już zdecydowanie lepiej. Zaraz, zaraz – gdzie ja jestem? „Halo! Proszę pana! Panie policjancie! Au! Czego mnie pan popychasz?!” No z kulturą to tu nie jest najlepiej… O – tam jest jakaś kolejka… A! Kocioł! Trafiłem na obiad! Świetnie, bo już zgłodniałem. „Proszę pana! Jakie dziś menu? Ej! Co pan tak chluszczesz tą zupą?! Palce mi poparzyłeś!” Cham. Mmmmm… Coś cieniutka ta zupka… No nic – najpierw rozejrzę się trochę, a wieczorem wystosuję pismo do władz, to może catering się nieco poprawi. „Przepraszam, proszę pana, gdzie ja jestem?” Czego oni tacy milczący?... Zaraz, zaraz… co my tu widzimy?... Ogrodzenie, baraki, ludzie w piżamach, brama z jakimś napisem nad wejściem… „Hej! Może pan mi powiesz, gdzie ja, do cholery, jestem?”
- W Auschwitz, durniu! I nie drzyj się tak, jak chcesz dożyć wieczora!...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz