poniedziałek, 8 grudnia 2014

Przemysław Gąsiorowicz, Myśli ze stłuczonej łepetyny

fot. Imaginarium Art

Moc jest w winie!

Otóż postanowiłem dorobić nieco do pensji teatralnej i rozkręcić działalność gospodarczą! Zamierzam działać w branży winiarskiej. Ukończyłem już w tym celu odpowiedni kurs i zostałem somelierem. Znaczy się – kiperem. A to z kolei się znaczy, że znam się na winach. Wiem, wiem – nie jestem oryginalny i nie jestem jedyny. Jako aktor, który chce zacząć „robić w winie” na rynku polskim mam już silną konkurencję...
Ale... nie do końca. Dlatego, że ja zamierzam promować i sprzedawać wyłącznie polskie marki!
Na początek polecam więc – wino sieradzkie. Nazwa: „Chatteau de patyk”, rocznik – zeszły wtorek. Wywodzi się z przepięknej krainy geograficznej – z województwa łódzkiego. Województwo to posiada największą ilość wytwórni tanich win w Polsce. Widać trzeba tam tęgo pić, żeby jakoś żyć... Potoczne nazwy tego wina to jabol, prytol, ćmaga, bełt, siara, gleborzut, czachotrzask, mózgojeb, gałgan, berbeluch, nalewator, mózgotrzep, czachotrzep, mamrota, szlam, korbol, siarkofrut lub kwasidło. Napis na etykiecie brzmi: „Po wypiciu wina ptaszek, jak sprężyna!”. Nie będę wypowiadał się co do walorów smakowych, tudzież odżywczych tego specjału. Miejscowi wypowiadają się o nim tak: „Yechakchaeye... yyy... eee... i chuj...”.
Kolejnym hitem regionu jest wino „Uśmiech kombajnisty”. Napis na etykiecie – „Trzeciego nikt jeszcze nie wypił”. Kolor: buro-sino-zielony. Smak: stare landrynki. Wyczuwalny delikatny posmak osadu ze zbiorników. Wino to nie wymaga długiego leżakowania. Wystarczy transport z wytwórni. Rocznik można poznać po zapachu. Należy wcześniej jedynie przestudiować plan dostaw nawozów sztucznych w Centrali Rolniczej z ubiegłych dziesięciu lat. Produkt pożądany głównie przez jaroszy, gdyż z procesu produkcyjnego wycofano fazę mielenia gryzoni. Skład: skiśnięte owoce, gałęzie, ziemia, obierki. Producenci zarzekają się, że w składzie nie ma siarki. Obecnie używa się znacznie lepszej chemii. Wino „Uśmiech kombajnisty” jest w prostej linii następcą win „Podnieta traktorzysty” oraz „Łzy sołtysa”. Obaj poprzednicy mają dokładnie ten sam kolor, zapach i smak. Różnią się wyłącznie napisami na etykiecie, które brzmią: „Pijany żyje dwa razy krócej, ale widzi dwa razy więcej” oraz „Choćby wino było z gówna, nic mu w smaku nie dorówna”.
Ciekawostką jest wino „Kiler strzelający smakiem”. Jest ono dwukolorowe: czerwone, jak się pije i zielone, jak się rzyga. Dodatkowo jego data produkcji wyprzedza o trzy dni datę zakupu. Starannie dobrane porcje vidoluxu, szybexu i autovidolu sprawiają, że napój ten jest znany, jako „wzmacniacz widzenia”. Idealny do jazdy nocą i do zabaw w chowanego po ciemku. Swego rodzaju najtańszy na rynku noktowizor. Produkt nie zamarzający do –40 st.C. Usuwa kamień nazębny. W świątecznej edycji limitowanej wypuszczono partię tego wina zawierającą w swym składzie dodatkowo zwłoki stróża nocnego, który niechcący wpadł do zbiornika.
Opinię napoju miłosnego ma wino „Czar teściowej”. Każdy, kto go spróbuje, pokocha, a następnie posiądzie cieleśnie osobę siedzącą z lewej strony. Dlatego też najczęściej wino to podaje się na weselach i ludowych zabawach tanecznych. Należy wtedy pamiętać, aby nie siadać gdzie popadnie, a zwłaszcza na skraju ławy, koło komórki z kozą.
Pozostałe wina z gatunku „afrodyzjak”, to „Bycza moc”, „Belzebub” i „Sperma szatana”.
Na zakończenie przytoczę jeszcze napis z etykiety „Belzebuba”:
„Do sklepu na dole
rzucili jabole.
Nie wyjdę stamtąd,
aż się na(piiiiiii)!
Teraz Polska!!!”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz