środa, 31 grudnia 2014

Podsumowanie 2014 roku w polskim teatrze

                         Marta Ścisłowicz jako Karolina Towiańska w "Towiańczykach", fot. Magda Hueckel

Trochę, przyznaję, to trwało, nim się po Świętach zebrałem i stosowne podsumowanie napisałem. Z przyjemnością je Państwu przedstawiam. Obejrzałem w mijającym roku naprawdę sporo świetnych przedstawień. Kilkanaście poza głównym nurtem, zatem będzie też o tym co robi się poza większymi ośrodkami, albo w tychże ośrodkach, ale poza zainteresowaniem kuratorów wielkich festiwali i poza szlakami kolegów krytyków. Dobra to zresztą chwila, by podzielić się tym, co sądzę o jeżdżeniu kolegów i koleżanek recenzentów po ośmiu na krzyż teatrach w kraju. Źle sądzę. Po obejrzeniu trzydziestu spektakli silą się na sumowania sezonu czy roku. Kochani – pojeździjcie po innych miastach, miasteczkach, wsiach – tam też są teatry, grupy aktorskie, nie tylko w Bydgoszczy, Wrocławiu i Opolu. Tego Wam życzę na ten 2015.

Najlepsi aktorzy:
Roman Gancarczyk – zdecydowanie i bezdyskusyjnie. Adam Mickiewicz w „Towiańczykach” to perfekcyjny, gołosłowny kabotyn. A reżyser w „Drugiej kobiecie”, prowadzący w sypialni rozmowę telefoniczną ze swoją ukochana aktorką przy żonie, to popis gry. Dwie jakże odmienne kreacje tego wyśmienitego i moim zdaniem nie dość cenionego aktora Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Zawsze jakoś w cieniu innych, od wielu sezonów dobry ale nie dość, bez tej wiodącej, głównej roli. Myślę, że ten rok pan Roman może zaliczyć do jak najbardziej udanych.

Piotr B. Dąbrowski (Teatr Polski w Poznaniu) – i tu podobnie jak Gancarczyk, czekałem na tę jedną rolę, bo że dobry to aktor to wiadomo od dawna. Zenon Ziembiewicz w „Granicy” w reż. Szymona Kaczmarka to właśnie ta rola, w której Dąbrowski wykorzystuje każdą możliwość, by niuansować postać. Widać, że wiele tu było w próbach propozycji aktora, że skrupulatnie śledził rozwój postaci, pracował nad nim. A co najważniejsze – nie ma przesady, brawury. To nie wyrachowany bubek, nie zimny jak lód Ziembiewicz. Dąbrowski broni bohatera z całych sił, próbuje pokazywać motywacje i przyczyny dla jakich postać z powieści Nałkowskiej miota się między dwiema kobietami, usprawiedliwia powód, dla którego wybiera karierę.

Przemysław Stippa – „Zbójcy” w Teatrze Narodowym to w ogóle wyśmienite przedstawienie, a rola Przemka wspaniała. Czar, lekkość i urok zła, które roztacza. Nie gra jednoznacznie złej postaci, inaczej: odejmuje jej zła uśmiechem, gestem, pozą, ciepłym tembrem głosu. Wreszcie rola, na jaką czekałem.

Tomasz Nosinski (Teatr Nowy w Poznaniu) – wspaniały jako Guślarz-Jocker w popkulturowych „Dziadach”. To on zaczyna tą pokręcona amerykańską zabawę, on jest siłą sprawczą, tricksterem wieczoru.

Wojciech Rogowski (Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie) – za „Plac Waszyngtona”. Ten aktor to fenomen o aparycji herszta bandy z mickiewiczowskiego wiersza. Może zagrać i niespełnionego naukowca w „Love Forever” i despotycznego Austina Slopera w „Placu Waszyngtona”. Scena w której torturuje córkę wykrzykując nazwy europejskich stolic i waląc laską w podłogę, warta jest wszystkie pieniądze.

Najlepsze aktorki:
Beata Niedziela (Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie) – obejrzałem jednego dnia „Plac Waszyngtona”, w którym gra Catherine – ofiarę swego ojca, zakochaną pierwszą miłością w fotografie Morrisie Townsendzie. Catherine z zahukanej dziewczyny w finale staje się do bólu wyrachowaną kobietą. Po półgodzinie obejrzałem „Kali babki”, gdzie Niedziela kreuje główną postać Janusza – podrywacza, protoplasty postaci Tulipana ze słynnego serialu. Ale mało że wygląda jak tandetny lowelas z lat osiemdziesiątych, mało że śpiewa w rytmach disco, to z lekkością przeistacza się w postaci kobiece. Koncert gry tej aktorki.

Danuta Stenka (TR Warszawa) - w „Drugiej kobiecie” kreuje postać starzejącej się aktorki, którą męczą powracające kadry z przeszłości. A w „Koncercie życzeń” to już absolutnie klasa mistrzowska. http://miernikteatru.blogspot.com/2014/12/koncert-zyczen-rez-yana-ross-teatr.html

Halina Skoczyńska w „Rzeczy o banalności miłości”, w sumie dość słabym tekście wyreżyserowanym przez Wawrzyńca Kostrzewskiego w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Reżyser słusznie zawierzył doświadczonej artystce, która zagrała postać Hannah Arendt. W scenie z młodym rzekomym studentem jest wielka, jest wspaniała. Tak, wiem, że aktorką jest wybitną. Tu dostała możliwość pokazania wyjątkowej roli.

Marta Ścisłowicz – klasa sama w sobie w „Towiańczykach”. Karolina Towiańska to kolejna rola po Carycy Katarzynie, znów u Rubina i znów nago. Lekko i dowcipnie jako muza romantyków na pluszowym koniu wbitym łbem w ścianę, rodem z Podkowińskiego. Gra półprywatnie, istnieje między postaciami.

Mirosława Żak (Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu) – trzy jakże różne postaci we wspaniałym i skrzącym się od celnego dowcipu stand upie z Wałbrzycha, pt. „Jezus, Gombrowicz, Osiecka”. Kolejne role pokazujące, jakie ogromne możliwości posiada ta aktorka.

Julia Kijowska (Teatr Ateneum w Warszawie) – jej Blanche niekiedy popada w śmieszność, niekiedy z premedytacją kłamie, ale gdy pęka to zupełnie spodziewanie. Kijowska krok po kroku prowadzi postać ku zagładzie. Z chirurgiczna precyzją. Wielka kreacja w „Tramwaju zwanym pożądanie”!

Anna Konieczna – Prosiak w „Disco Pigs”. Długo kazała czekać, wiele miesięcy, na kolejną świetną rolę. Po „Nieskończonej historii” w Teatrze Nowym w Zabrzu jest rola w niskobudżetowej śląskiej produkcji. Konieczna potrzebuje reżyserki-partnerki, pokoleniowo jej bliskiej, która wydobędzie z niej to, co najlepsze. I tak chyba się zadziało w tym przypadku,w pracy z Karoliną Maciejaszek.

Judy Turan w „Kryjówce” – jest zgarbioną, wychodzącą z mgły, spomiędzy włóczki Ireną Solską. Wielka praca, ogrom wysiłku.

Małgorzata Łodej-Stachowiak (Teatr Nowy w Poznaniu) – jako Martha w „Kto się boi Virginii Woolf” w Teatrze Fredry w Gnieźnie. Jest i ostra i ironiczna i złośliwa i bezradna. Każdy stan, każde zadanie zagra perfekcyjnie. Dla niej warto wybrać się na to przedstawienie.

Anna Dudziak w „Trojankach” i ten moment, w którym trzyma figurę syna, tuląc ją. A jednocześnie widzimy, że jest w ciąży, że za chwilę przyjdzie na świat jej kolejne dziecko. Rozpacz przy skorupach potłuczonej figury, jej cicha rozpacz. Dziwi, że Dudziak pozostaje bez etatu, bo zdolna to dziewczyna po wrocławskich lalkach, mieszkająca w Lublinie.

Małgorzata Patryn – Szarik w „Pancernych” – uznanym i cenionym dyplomie z Białegostoku. Bardzo, bardzo zdolna młoda aktorka, co dziwne do dziś pozostająca bez etatu. A spektakl dyplomowy zaszedł w tym roku wysoko, bo aż do finału konkursu ministerialnego, a Patryn wylądowała w spisie Jacka Sieradzkiego. Całkiem zresztą zasłużenie. Zagra niemal wszystko, ma niebywałą zdolność transformacji scenicznej, ma też charyzmę, czym skupia uwagę na scenie. Wielki talent!

Najlepsza scenografia:
Mirek Kaczmarek, „Towiańczycy” – salon romantyków w Paryżu pełen wbitych w ściany noży i tasaków. Od pierwszych minut wiemy z jakimi frustratami przyjdzie nam obcować. Świetne!

Katarzyna Borkowska, „Ciąg” w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku – odrealniona przestrzeń, zbudowana specjalnie na potrzeby tego spektaklu. Siedzimy na kanapach. Dookoła sztuczny dym, w kieliszkach czerwona galaretka, imitująca alkohol, przy ścianie przechadza się nerwowo biały królik. Wszystko to pracuje, by pokazać jak wspaniały, boski, bajkowy jest alkohol. Tworzy atmosferę luzu, chilloutu. Do czasu zapalenia jarzeniówek...

Natasa Stefunkova-Janikova, „Boska komedia” w Teatrze Wierszalin w Supraślu – za diabelskie koło i za to, że przy użyciu tak niewielu w sumie drewnianych elementów stworzono sceny dantejskie.

Zuzanna Srebrna, „Kryjówka” w lubelskim nettheatre – za miejsce, pomysł, nici, meble w mieszkaniu, dzięki którym czuję się, jakbym wszedł komuś do domu, do „mieszkania po Żydach”. Tu każdy element mówi, jest znaczący, działa na wyobraźnię, pracuje na tematy w przedstawieniu.

Najlepszy dramaturg, dramatopisarz:
Michał Pabian, „Utopia” w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu – zebranie i opowiedzenie losów kilku Wałbrzyszan. Wykonana mrówcza praca, zebranie historii miejsc, których już nie ma i czasów, które minęły. Możemy wysłuchać, jak zmieniało się miasto, dzielnica, okolica. Wyróżnienie też za pracę przy „Kazimierzu i Karolinie” Ödön von Horváth, przedstawieniu zrealizowanym w Lubuskim Teatrze w Zielonej Górze.

Michał Buszewicz, „Ciąg” w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku – za jeszcze inny obraz alkoholizmu niż ten utarty w kulturze przez Koterskiego i Smarzowskiego. Alkoholizm nęcący, kuszący, usprawiedliwiający, zaprzeczający.

Piotr Rowicki, „Oblężenie” – z medialnej historii wyciąga to co najistotniejsze. Zupełnie inaczej, nieoczekiwanie o pedofilii zakonnika.

Szymon Bogacz, „Karskiego Historia Nieprawdziwa” lub wcześniejszy tytuł: „Zupa rybna w Odessie”. O Karskim w typowy dla Bogacza sposób: bez stawiania pomników i z wieloma znakami zapytania. Językowo porywający. Warto tu też wspomnieć pracę przy „Nie czekajcie” w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu – przedstawieniu traktującym o dobrze znanym autorowi temacie – o emigracji. Bogacz przystosował do polskich realiów sztukę „Kebab” autorstwa Gianiny Cărbunariu.

Najlepsza reżyseria:
Michał Zadara, „Zbójcy” w Teatrze Narodowym w Warszawie. Doskonały przykład jak klasycznym tekstem opowiadać o współczesności.

Ewelina Marciniak, „Ciąg” w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku – świetna praca, konsekwentne prowadzenie aktorów, mocno do mocnej puenty.

Paweł Passini, „Kryjówka” – za rodzinne opowieści żydowskie, za nieznany epizod z życia Solskiej.

Anna Augustynowicz, „Męczennicy” w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu – za wpisanie dramatu młodego człowieka w rodzime realia. Za umiejętne naświetlenie konfliktu społeczeństwo laickie kontra religijność. I za pokazanie, że dzisiejsza szkoła nie ma możliwości, by dyskutować na merytoryczne argumenty z opętanym religią nastolatkiem.

Najciekawsza chwila, moment w przedstawieniu:
Piosenka śpiewana przez Dagny Ciporę w rzeszowskiej „Balladynie”. Wdzięczna Goplana przemienia się w Shirley Temple i kończy pierwszą część przedstawienia, dając komentarz do zdarzeń, których przed chwilą byliśmy świadkami. Nade wszystko piękna barwa głosu aktorki. Cipora wiedziała o czym śpiewa i po co wyszła na proscenium.

Najlepszy spektakl:
If at all” Kibbutz Contemporary Dance Company – obejrzałem na festiwalu Zawirowania w Warszawie. Wprawdzie oglądałem to przedstawienie już  po raz drugi i wiem, ze premierę miało w zeszłym roku i wiem też że z Izraela, a tutaj podsumowanie polskich przedstawień, ale... Ale dawka emocji, ilość impulsów skłaniających do retrospekcji, suma pytań, z którymi zostawił mnie reżyser Rami Baeer jest nie do przecenienia. W tym roku naprawdę nie oglądałem lepszego przedstawienia.

A prócz tego dwa polskie:
Zbójcy” w reż. Michała Zadary,
Kryjówka” w reż. Pawła Passiniego.

Ciekawe osoby, interesujące miejsca i wydarzenia:
Michał Stankiewicz i dwa wyreżyserowane przez niego białostockie spektakle: „Śmierć wrogom ojczyzny” i zrealizowany z Czeczenami „Import-eksport”. Praca, której podjął się w tym mieście jest, podobnie jak praca Teatru TrzyRzecze, nie do przecenienia. Stankiewicz skupia się na Czeczenach, ich losie w ośrodku dla uchodźców, oraz na zdarciu z Białegostoku etykietki „faszystok”.

Sławomir Batyra i jego Teatr Rewolucyjny robiony na warszawskim squacie Syrena. Ich spektakl, na podstawie wczesnego utworu Bertolta Brechta, charakteryzuje lewicowa wrażliwość. Wraz ze swoimi aktorami-amatorami gra podczas manifestacji pod stołecznymi urzędami. Wypowiadają się w ważkich sprawach. To teatr naprawdę obywatelski! I prawdziwie zaangażowany społecznie.

Jan Nowak i jego praca nad tłumaczeniami frankofońskich dramatów. Oraz zaproszenie do Polski Emila Lansmana, belgijskiego wydawcy, najważniejszej postaci francuskojęzycznej dramaturgii na świecie. Nowak stworzył w Poznaniu prestiżowy festiwal francuskiej dramaturgii.

Scena robocza w Poznaniu i jej pomysłodawca Adam Ziajski. Dzięki konkursowi, który organizuje młode talenty mają okazję zrealizować i zaprezentować przedstawienie. Wprawdzie jedynie na 10 tys, ale jak na miejsce w którym spełniają się marzenia to sporo. Można tu obejrzeć to, czego dyrektorzy repertuarowych scen z pewnością nie pokażą, argumentując, że spektakl to niszowy i nie zwróci się.

Włodawski Dom Kultury i jego dyrektor Mikołaj Butryn. To najciekawszy ośrodek kultury, jaki odwiedziłem w ostatnich dwóch latach, a gościłem w ponad dwudziestu takich instytucjach. Akurat teatr nie jest najmocniejszą stroną tego ośrodka, niemniej to właśnie gdzieś na wschodzie, na najdalszym krańcu Polski kilka osób realizuje różne, ważne dla miasta programy, współpracuje z innymi ośrodkami, a nade wszystko tej grupie zapaleńców wciąż się chce zmieniać najbliższe otoczenie na lepsze. Zapał, energia i pasja.

Najlepsze festiwale:
Bezsprzecznie Boska Komedia w Krakowie, która z roku na rok jest coraz lepszym przeglądem tego, co mamy najważniejsze w teatrze. Prócz interesującego, zajmującego programu, festiwal skupia zagranicznych gości, kuratorów festiwali, międzynarodowych przeglądów teatralnych.

Kontrapunkt w Szczecinie – gdybym mieszkał w tym portowym mieście, to raz do roku miałbym jako taki obraz tego, co najbardziej medialne w polskim teatrze.

Klamra w Toruniu – to wciąż najważniejszy festiwal studencki, pokazujący najistotniejsze przedstawienia tworzone na teatralnym offie.

mteatr w Koszalinie – obecnie najważniejszy konkurs młodej reżyserii. Miasto, które wyrasta na ośrodek młodych twórców, bo posiada już przecież prestiżowy festiwal młodych reżyserów filmowych. Ten teatralny przegląd to pomysł Piotra Ratajczaka. Czwarta edycja dobrze wpisała się w tkankę miejską, zyskała coraz większy oddźwięk w kraju.

Lalka też człowiek – świetny festiwal, od lat mający swoje stałe miejsce na teatralnej mapie stolicy. Skupia najciekawsze produkcje w światowym lalkarstwie dla... dorosłych.

off:
Wieczór Impro Teatru AB OVO z Warszawy – czyli zimową porą w Muzeum Etnograficznym. Rację mieli chłopcy z „Klancyka”, którzy w ostatnim wywiadzie w „Gazecie Wyborczej” opowiadali, że w Warszawie istnieje już kilka grup impro na niezłym poziomie. Charyzmatyczne AB OVO to najlepszy przykład. Lekkość i poczucie humoru na najwyższym poziomie. Improwizowane żarty w punkt! Rzućcie okiem na repertuar i koniecznie się wybierzcie.

Żenady:
Tomasz Konina i jego sposób na oszczędności w opolskim teatrze. W grudniu dyrektor wysłał pisma do związków zawodowych, by przeprowadzić tak zwane konsultacje związkowe. Powiadomił, że ma zamiar kilku wybitnym aktorom opolskiej sceny zmienić umowy z etatowych na pół etatu. Taki prezent na Święta, w środku sezonu. To już kolejna wpadka dyrektora, który nie wpadł na pomysł, że może samemu zapoczątkować akcję przechodzenia na połówkę etatu. To wpadka dyrektora, którego nie uwierał fragment etatu, na którym przez lata zatrudniał Maję Kleczewską (od kilku lat nie zrobiła w Opolu żadnego przedstawienia). Wiele jest powodów, dla których Konina powinien zostać już dawno odwołany ze stanowiska. Wystarczy spojrzeć na koszty przedstawień, na pozycje repertuarowe, na nonszalancję przy obsadzaniu ról, przy wydawaniu publicznych środków. http://m.opole.gazeta.pl/opole/1,106515,17178032,Teatr__Kochanowskiego__chce_oszczedzac_na_aktorach_.html

Sylwester Biraga – nominowany tu za wszystko. Za tak zwane reżyserie, tak zwane scenografie i tak zwane dyrektorowanie w na szczęście prywatnym Teatrze Druga Strefa. Niestety dotowanym na konkretne projekty, choćby przez dzielnicę Mokotów. Chcecie obejrzeć żenady – wybierzcie się na ulicę Magazynową w Warszawie. Stosunek do pracowników godny dziewiętnastowiecznego kapitalisty, natomiast stosunek do aktorów jakiego nie uświadczycie w żadnej państwowej placówce.

Odwołanie spektaklu „Był sobie Polak, Polak, Polak i diabeł...” przez dyrektorkę Hrubieszowskiego Domu Kultury, która początkowo tłumaczyła to słabą frekwencją. Gdy zaś wnikliwy dziennikarz zadzwonił, okazało się, że powodem są naciski środowisk konserwatywnych, związanych z Kościołem.

Odwołanie "Golgoty Picnic" i wszystko co się wokół tego działo. Co nie miało wiele wspólnego ze sztuką, a sporo z wyrzucaniem emocji i obrażaniem przeciwnika. Winy dostrzegam po obu stronach tego sporu.

Równanie blogerów modowych i lifestylowych do poważnych recenzentów i krytyków na stronie internetowej i profilu fb Teatru Polskiego w Warszawie. Zamieszczanie obok siebie notek panien w „blackdresses” obok poważnych, wnikliwych recenzji. Ktoś, kto to wymyślił godzien jest Nobla. A może powodem tego koktajlu w recenzjach i notach stał się fakt niewielu pochlebnych tekstów ze strony branżowych mediów?

Próby robienia niskobudżetowych przedstawień ze zwykłych performatywnych czytań współczesnych sztuk. We wrześniu obejrzałem rzucającą się po scenie aktorkę, ślizgająca się po kanapie i trzęsącą się w jakiejś apopleksji z egzemplarzem w ręku. Ludzie! A działo się to podczas konkursu dramatopisarskiego. Sam organizuję dwa czytania miesięcznie i staram się, by była to prezentacja tekstu, dramatu, opowiadania, idei, a nie pokaz rozbuchanego ego reżysera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz