piątek, 12 grudnia 2014

Felieton: Goły brzuch Wakara, czarny kwadrat Garbaczewskiego i dzisiejszy marsz

rys. Hanna Usarewicz-Sacher

Biję się kolejny już dzień, zachodzę w głowę jak pisać o świetnym skądinąd spektaklu pt. „Koncert życzeń”, cichym, niemym monodramie Danuty Stenki, prezentowanym na tegorocznej Boskiej Komedii. Bo wiele mi się w nim podobało. Ba! Podobał mi się najbardziej z dotychczas oglądanych festiwalowych prezentacji. Jednak, co przysiadam do recenzji, to zamiast smukłej budowy ciała aktorki, zastygłej w rogu sceny-mieszkania widzę... goły brzuch Jacka Wakara.

Publiczność stanęła (nie było krzeseł) dookoła sceny. Na podestach zbudowano przestrzeń mieszkania, małej, pozbawionej ścian, w pełni wyposażonej kawalerki. Jest tu pralka, prysznic, telewizor, kanapa, lodówka, no słowem całe AGD i najpotrzebniejsze meble. Schludnie, ale zimno, jak w wynajmowanym mieszkaniu, mało tu oznak, że ktoś mieszka. Mój warszawski znajomy tak właśnie czyścił swoje mieszkanie, gdy wyprowadzał się na działkę, by wynająć je obcokrajowcom. Myślałem sobie o tym wszystkim, interpretowałem ten świetny spektakl, układałem w głowie co napiszę, jednak przeszkadzał mi w tym... goły brzuch Jacka Wakara.

Jacek Wakar to, dla niewtajemniczonych spoza branży, dość konserwatywny recenzent teatralny, piszący tu i tam, pokazujący się w TVP Kultura, bajający o teatrze w Polskim Radiu. Ma brzuch mniej więcej mojego rozmiaru, kilka golonek dzieli nas od mistrza Macieja Nowaka. Wakar chodzi schludniej niż ja ubrany, jakaś marynarka, sweterek, moda lat dziewięćdziesiątych. Wypowiada się różnie, raczej zero-jedynkowo, nie szuka półcieni. By było jasne, dość go nawet lubię.Zatem, co też ten jego brzuch! Ano, w tych bardziej intymnych, melancholijnych momentach Danuta Stenka zastyga w bezruchu, wspomina, namyśla się jakieś na oko dziesięć centymetrów od gołego brzucha, wystającego spod marynarki, spod wypuszczonej niedbale koszuli. Co, wierzcie mi Państwo odciągało uwagę, powodowało uśmiech, jak zdążyłem zauważyć nie tylko na moich ustach. Goły brzuch Jacka Wakara jak ręka kelnera, skupiał uwagę.

                                                 *
Byłem na „Kronosie” w reżyserii Garbaczewskiego. Byłem też na rozmowie z nim, która odbyła się zaraz po spektaklu. Obecny na niej dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu, Pan Krzysztof Mieszkowski dwukrotnie zabrał głos. Najpierw porównał Garbaczewskiego do Grzegorzewskiego. I nie szło mu bynajmniej że obaj na literkę „G”. Obaj, wedle słów Pana dyrektora, to wizjonerzy, tworzący teatr obok głównego nurtu. Obaj w forpoczcie zmian estetycznych. Gdy nikt (ja również) nie zareagował na te rewelacje, w drugiej wypowiedzi rozhulany Pan Dyrektor porównał młodego reżysera do Kazimierza Malewicza. I też raczej nie szło o związki i inspiracje Garbaczewskiego rosyjskim konstruktywizmem. A o skalę talentu.
Reżysera podczas spotkania nie rozumiałem. Najczęściej po długich pauzach mówił „właśnie” i „przede wszystkim”. Treście niewiele, chociaż po tom właśnie przyszedł, by mi wytłumaczył, po kiego diaska był mu ten Gombrowicz. Zanosi się, że w styczniu będę miał okazję spotkać reżysera w Warszawie podczas prezentacji opolskiej „Iwony...” w IMCE. Może namówię go na spowiedź, na kwadransik i podzielę się z nim swoim własnym Kronosem? Może u Karolaka jaka kozetka się znajdzie? O czym jest ten kozetkowy spektakl nie napiszę, bo mistrza nie prześcignę, a i w pełni się z recenzentem Kocurem zgadzam. Kto z Państwa nie czytał – polecam: http://teatralny.pl/recenzje/wrazliwosc-sutkow,184.html

                                                  *
W komitecie honorowym „Marszu w obronie demokracji i wolności mediów” znajdują się trzej biskupi, co szeroko komentują media w tym tygodniu. Jednak dalej wpisane są równie ciekawe osobistości i autorytety, jak prof. Bogdan Chazan, Marek Jurek i Tomasz Terlikowski. Nie zaskakuje zestaw aktorów popierających dzisiejszy marsz: Jerzy Zelnik, Halina Łabonarska, Ewa Dałkowska, Anna Chodakowska oraz Przemysław Tejkowski. Ten ostatni to, dla niewtajemniczonych, aktor, reżyser i dyrektor efemerycznego Teatru Nowego z Rzeszowa, były szef Siemaszkowej, były członek zarządu TVP, pupil PISu. Ostatni post na facebooku jego teatru nosi datę 2 lipca. Czyżby inicjatywa prowadzenia komercyjnej sceny w podkarpackim centrum handlowym upadła? Jest na liście również Elżbieta Morawiec, kiedyś rzutka recenzentka teatralna, dzisiaj... krakowska ekscentryczka. Zapamiętajcie Państwo te nazwiska, już za rok kolejne wybory, warto pamiętać, kto ma zakusy, by reprezentować nasze środowisko, zmieniać oblicze ziemi. http://marsz13grudnia.pl/komitet_honorowy.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz