niedziela, 23 listopada 2014

Felieton: "W prosektorium najprzyjemniej jest nad ranem..."

Rys. Hanna Usarewicz-Sacher


Droga Ewo,

wspominałem Ci, że pokochałem Lublin, a do Teatru im. Juliusza Osterwy to już w ogóle... zapałałem miłością... gorejącą jak biblijny krzew (w tym mieście cytat z Biblii pożądany). Zauważyłem niestety, że miłość to nieodwzajemniona. Tak, płaczę, szlocham po nocach, rwę włosy z głowy. Ale chyba będziemy musieli się rozstać. Ja i teatr. Dokładnie 15 stycznia. Wprawdzie aktorzy wołają: „zostań Bartku, zostań!”. Tak, tak, słyszę to, a z garderoby męskiej nawet wyraźniej. Ulica Peowiaków zamieniła się w potok łez, bo szefowa promocji (tak, tak TA słynna szefowa, o której wspominałem Ci w poprzednim liście) pochlipuje w kącie, krawcowe ryczą, a strażak to już w ogóle beczy jak bóbr, no ale życie jest nieubłagane. Decyzje gdzieś tam u góry zapadły. Odwracam wzrok, by nie widzieć, w którym dokładnie gabinecie.

 
Pochwalę Ci się, że wspólnymi siłami – moimi, młodych redaktorów i Natalii Gizy (taka miła Pani w okularkach, ciężko się z nią było na początku dogadać, ale teraz to już ją kocham prawdziwie) – udało się złożyć kolejny numer gazety. Masz ją właśnie w rękach. Ostatni to numer wydawany przez Osterwę. Szukam właśnie nowego przyczółka dla naszej twórczości. Gdy latem rozmawialiśmy, cieszyłem się pracą w tym miejscu, reżyserowałem akurat spektakl podsumowujący projekt „Lato w teatrze”, hiphopowy, muzyczny, zakręcony, pełen energii. Pięknie nam to wtedy poszło w lipcu. A! Bo jeszcze Ci się nie chwaliłem, że od września jeżdżę po mniejszych ośrodkach województwa, prowadząc warsztaty i spotkania po spektaklu „Był sobie Polak, Polak, Polak i diabeł”. Udało mi się zorganizować pokazy w pięciu ośrodkach. Jak dobrze pamiętasz, dzwoniłem w czerwcu po domach kultury, by się udało. Nie miałem wówczas czasu na ploty, przepraszam. Robiłem wszystko, by „Lato w teatrze” i „Teatr Polska” po raz pierwszy odbyły się w Osterwie.

 
Czas na swoiste résumé. Jak wiesz, raz w miesiącu reżyseruję czytanie w ramach cyklu „Barowe sztuki” oraz przygotowuję czytanie współczesnej polskiej bajki dla dzieci. Do „Poczytajek” zapraszam uczniów Szkoły Muzycznej I stopnia im. Tadeusza Szeligowskiego, którzy grają nam muzykę klasyczną pod opieką pedagogów w niedzielne południa. Organizuję, przy okazji każdej premiery, cykl spotkań „Gotuj się na teatr”. Moderowałem podczas premier studenckich rozmowy widzów z aktorami i reżyserami. Bardzo je polubiłem, bo cenię sobie kontakt z widownią.

 
Kochana Ewo, założyliśmy blog naszej gazety. Na www.prosceniumosterwa.wordpress.com informował Cię będę o zmianach wydawcy. Szukam sponsora, który sfinansuje druk 1100 egzemplarzy teatralnej gazety. Myślę oczywiście nad zmianą formuły na lubelską gazetę teatralną, zogniskowaną wokół najważniejszych wydarzeń odbywających się w naszym mieście. Pełen jestem nadziei, będę dawał znać, pisz co u Ciebie.
Twój B.


 
To nie jest zwyczajny felieton. To treść „wstępniaka” mojego autorstwa, zdjętego w czwartek przez dyrektora artystycznego Teatru im. Juliusza Osterwy, Artura Tyszkiewicza z łam ostatniego numeru gazety teatralnej „Proscenium”. Zastosowałem formę listu do znajomej, satyrycznie opisując sytuację, która obecnie wydarza się w teatrze. Artykuł związany jest formą stricte z resztą numeru. Stoi obok wywiadu z postacią sztuki (nie z aktorem), na kolejnej stronie jest tekst autorstwa żaby, a dalej kącik porad miłosnych postaci komedii do Woody Allena. Lekko i dowcipnie. Artykulik mój nikogo nie dotyka, w niczym nie mija się też z prawdą.

 
Jak dwa poprzednie numery, wysłałem Panu Dyrektorowi Tyszkiewiczowi złożony pdf najnowszego „Proscenium”, tuż przed posłaniem do druku. Otrzymałem odpowiedź, że Pan Dyrektor zdejmuje mój tekst. Że nie ma związków między treścią reszty tekstów a wstępniakiem. Jednak warto tu wspomnieć, że wstępniak do pierwszego numeru nie był w ogóle związany z resztą tekstów dotyczących „Kupca weneckiego”. Tego Pan Dyrektor jednak celowo nie zauważa, lub nie pamięta. Pisałem wtedy tekst autotematyczny o składzie redakcji. Pan Dyrektor zasugerował mi drogą mailową, że widzowie nie zrozumieją treści mojego artykułu. Poprosiłem Pana Tyszkiewicza, by zaznaczył te fragmenty, w których staje się on zbyt branżowy, a postaram się je przeredagować na bardziej klarowne. Odparł, że nie będzie niczego zaznaczał, tekst usuwa, czym kończy naszą rozmowę. Poinformował następnie graficzkę, aby tak złożyła raz jeszcze pierwszą stronę, by pozostało wrażenie jakby nic z niej nie wyleciało.

 
Dlaczego tak skrupulatnie opisuję te działania? Ano dlatego, że nie dano mi pożegnać się z czytelnikami, że po raz pierwszy mnie ocenzurowano, co więcej w piśmie, które sam założyłem, którego koncepcję zbudowałem, zgromadziłem młodych redaktorów. W lutym tego roku zorganizowałem w Lublinie warsztaty dziennikarskie, wybrałem grupę zdolnych, świetnie piszących młodych ludzi, można powiedzieć, że zaraziłem ich teatrem. Opisywali wszystkie wydarzenia, prowadzili ze mną premierę studencką, spotkania, wstęp do projekcji filmu. Zacząłem moderować wiele wydarzeń, odbywających się w Teatrze Osterwy. Zacząłem bywać w lubelskich mediach, opowiadać o tym, co robimy, czym się zajmuję. Pracownicy teatru czekali na te wydarzenia, aktorzy przychodzili z prób, by gotować wraz z widzami, zgromadziliśmy stałą ekipę studentów chętnych do pomocy. O Osterwie zaczynało być w kraju głośno. Dzięki mojej pracy, o czym zresztą piszę w tym ocenzurowanym wstępniaku, teatr zaczął jeździć w projekcie „Teatr Polska”, wziął udział w „Lecie w teatrze”. Dyrektor naczelny, Pan Krzysztof Torończyk i jego zastępca Pan Ryszard Fijałkowski nie pokazali się na żadnej z organizowanych przeze mnie imprez, zaś dyrektor artystyczny, Artur Tyszkiewicz obecny był tylko na jednym wykładzie połączonym z gotowaniem, pomógł też podczas jednego popołudnia przygotować pokaz warsztatowy „Lata w teatrze”. Wstępniak ten wraz z komentarzem zamieszczam, jak zaznaczyłem, by móc pożegnać się z czytelnikami „Procenium”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz