poniedziałek, 3 listopada 2014

Felieton: Na trasie Grudziądz – Warszawa


Rys. Hanna Usarewicz-Sacher


Jadę z Sandrą. Siedzę z tyłu w maleńkim peugeocie. Wyjechaliśmy z ronda w Grudziądzu i pędzimy autostradą. Sandra rozmawia z Michałem. Ona w różowej bluzie i błękitnych przetartych dżinsach, on z trójmiejskiego AWFu. Szukają wspólnych znajomych, byli w akademiku na tych samych imprezach grali w pokera. Już kolejna bramka, którą mijamy. A jadę z Kwidzyna. Odwiedzałem tam znajomych, którzy organizują festiwal ANIMO, kolejną edycję zrobili miesiąc temu. Podobno udaną. Wyprodukowali również spektakl. Zapraszali. Odwiedziłem również zaprzyjaźnioną szkołę średnią, zespół szkół w zasadzie. Druga klasa przygotowuje spektakl traktujący o uzależnieniach. Pokazali próbę, jeszcze wszystko w rozsypce, ale idą w dobrym kierunku.

Szybko te dni lecą, a już jedenasty mija, odkąd jestem w podróży. Odwiedzam teatry, oglądam spektakle, poruszam się po kraju Polskim Busem oraz z kierowcami, ogłaszającymi się w serwisie blablacar. Tak jest wygodnie i dość tanio. Poza tym, można porozmawiać, kogoś poznać. Kiedyś, wiele lat temu podróżowałem, gdy tylko mogłem, stopem. Objechałem Bałtyk, zajechałem na Nordkapp, odwiedzałem Bretanię, Normandię, wybrałem się aż nad Atlantyk i do Wenecji. Sporo było tych podróży. Dziś to się bardziej jakoś związało z kasa – trzeba dać te kilka złotych Sandrze, nie ma też już podróżników przy drogach, na stacjach benzynowych, podobno gonią ich z bramek przy autostradach. A co to komu szkodziło, że ludzie stali i zatrzymywali?

Potem, już na studiach, w sezonie teatralnym, jeździłem na spektakle Lupy, te słynne, do których pewnie błędnie Jacek Wakar porównuje „Wycinkę”. Nie oglądałem najnowszego dzieła, ale nie wyobrażam sobie, by mistrz nawiązywał do „Kalkwerku”, czy „Braci Karamazow”. No, a jeśli nawiązuje, to celem cytatu czy raczej, by zagrać mieszczańskiej widowni na nosie. Opowiadali mi o „Wycince” Gosia Sikorska-Miszczuk i Jacek Kozłowski wzbudzając we mnie ciekawość. Radość, radość, że obejrzę dzieło podczas Boskiej Komedii w Krakowie.

A co do tych podróży. Ktoś mnie ostatnio spytał, po co i dlaczego jeżdżę. Szczerze, to nie wyobrażam sobie móc zabierać głos we wszelakich podsumowaniach sezonu, czy roku, nie obejrzawszy czołowych tytułów na polskich scenach. A dzieje się sporo. Niebawem zamieszczę – już w tym tygodniu – zestaw recenzji spektakli, które obejrzałem w teatrach Wrocławia, Legnicy, Jeleniej Góry, Legnicy i Gdańska. W każdym z tych ośrodków spotkałem miłych, oddanych pracy ludzi. Aktorzy i pracownicy działu promocji w Legnicy cieszyli się, że ich spektakl dostał wszystkie niemal nagrody podczas festiwalu w Zabrzu. Z kolei jest power i chęć zmian i konkretne plany w Jeleniej, entuzjazm w Wałbrzychu, z projektu „Ogień w głowie”. W ogóle, teatry te żyją projektami, współpracami, koprodukcjami. Wałbrzyska scena w tym sezonie większość swoich premier właśnie koprodukuje. Legnicka jeździ w ramach projektu Teatr Polska z „Ożenkiem” nie tylko po swoim województwie, zagrają na przykład w Tczewie. Dyrekcja Teatru Wybrzeże nie boi się ryzykować i zaprosiła do współpracy Ewelinę Marciniak i Michała Buszewicza, produkując mocny, dosadny spektakl „Ciąg”. Tak obserwuję te działania i bardzo się z nich cieszę. Budują wiarę, traconą ostatnio przeze mnie, w model teatru repertuarowego.


Dojechaliśmy do Ciechocinka, ktoś ma się dosiąść. Restauracja Aquarius na obrzeżach. Pojutrze wracam do Lublina. I czekam na kolejny wyjazd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz