poniedziałek, 13 października 2014

"We want to become Architecture", Ergonomika, 19. Konfrontacje Teatralne w Lublinie, opisuje Paulina Niedziałek

fot. Maciek Rukasz / Centrum Kultury w Lublinie

I'm not to become architecture.

Ponad czterdziestoletnia kobieta tarza się po chodniku. Przechodnie nie wiedzą, o co jej właściwie chodzi. Do kobiety dołącza się kolejna miłośniczka wycierania bruku. Potem kolejna. W końcu i nam-widzom artyści każą przechodzić przez coś w rodzaju bryły geometrycznej. Ale może zacznę od początku.

Jest ciepły, słoneczny dzień. Punktem zbiórki, który zarazem staje się początkiem nietypowego spaceru, staje się Brama Krakowska. O dziwo, festiwalowe wydarzenie nie przyciąga wielu gapiów, jedynie kilka osób, nie wliczając wolontariuszy. Nagle coś zaczyna się dziać! Kobieta rozpoczyna widowisko monologiem. Opowiada, co kolejno będzie się odbywać. Ku mojemu zdziwieniu kładzie się na bruk. Postać pragnie przedstawić nam przestrzeń architektoniczną za pomocą swojego ciała. Może to i ciekawy pomysł, ale nie znajduje on uznania wśród przechodniów. Kobieta prowadzi te kilka osób, które jest zainteresowane. Idziemy. Nagle kobieta krzyczy „Kristina are you ready?!”, na co wywołana odpowiada „Yes”. I... Kristina zaczyna staczać się ze schodów, zaś druga aktorka w dość zaskakujący sposób przechodzi pod nimi. Idziemy dalej.

Kobiety starają się precyzyjnie pokazać walory architektoniczne starych, obdartych kamienic. Po angielsku po kolei komentują, co właśnie robią, starając się pokazać zależność między człowiekiem i architekturą. Każą nam przejść przez swoistą bryłę architektoniczną.


W końcu wchodzimy na rabatkę. Nieopodal stoi kilkoro młodych ludzi. Wszyscy zbiegają się w jeden krąg, krzyczą i podbiegają do ściany. W tle słychać dziwną muzykę, tworzoną przez naturalne instrumenty, typu zardzewiała blacha. Ale nic... spacer toczy się dalej. Jestem trochę zdumiona, bo dzięki niemu mogę poznać lubelskie Stare Miasto jakiego jeszcze nie znałam. Grupa wprowadza nas w jego najbardziej ukryte części. Podoba mi się, nigdy wcześniej tam nie byłam, z czasem staję się bardziej oczarowana magią miejsc niż przedstawieniem. Pomału zbilżamy się jednak do Zamku. Na sam koniec grupa przedstawia nam zależność miedzy sobą a przestrzenią. Robi to za pomocą bieganiny i krzyków. Nagle wszyscy rozbiegają się, nie bardzo wiem co się dzieje. Przechodzimy przez uliczkę patrzymy w bok, a tam zza muru dostrzegamy dłonie, które machają nam na pożegnanie. Tak, to już koniec. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz