środa, 15 października 2014

Felieton: Dzwonił do mnie Tomasz Karolak

Rys. Hanna Usarewicz-Sacher



Trzykrotnie. Ale po kolei. Jak Państwo wiecie, opublikowałem tydzień temu felieton, do którego przygotowywałem się przez kilka dni: zbierałem materiały, robiłem kwerendę. Zamieściłem go na blogu a rano, następnego dnia odkryłem na swoim prywatnym profilu na fejsie sprostowanie od dyrektora IMKI. Zostało wstawione przez jego pracownicę, zajmującą się PR, zresztą moją znajomą z dawnych, pięknych i młodych lat. Odpowiedziałem zdawkowo również na fb. Dzień później, z samego rana odkryłem kolejny wpis, tym razem już mocniejszy w sformułowaniach, zapowiadający zawiadomienie moich pryncypałów, odkrywający, że przecież pracuję w teatrze repertuarowym, a jakże to pracownik państwowego (marszałkowskiego gwoli ścisłości) teatru może krytykować prywatną instytucję?! „Komentarz i opinie w tej sprawie wysłaliśmy m.in. do Dyrektora Teatru im. J. Osterwy.” napisał mi Tomek Karolak. Dodam, że wysłano je również do lubelskiego magistratu. Pomyślałem: kneblowanie złego, oportunistycznego dziennikarza, z którym się nie zgadzamy? Przyznam: zmroziło mnie. Z początku nie wierzyłem, że to naprawdę w IMCE zrobili. No nic, trudno, mleko się wylało. Moja sytuacja zawodowa dzięki temu pewnie mocno się zmieni, ale będę informował – sprawa jest w toku. W każdym razie urzędnicy zareagowali.

W międzyczasie napisałem do Karolaka wiadomość na fb, podając swój numer komórki, z propozycją, byśmy spotkali się i porozmawiali przy dyktafonie. Chciałem zrobić niejako appendix do jego rozmowy z Urbaniakiem. Bo przecież, jeśli przeczytacie poprzedni felieton, to zbudowany jest on z PYTAŃ, których zabrakło mi w rozmowie z „Wyborczej”: Urbaniaka z Karolakiem. Pragnąłem jedynie zadać te niewygodne dla dyrektora pytania, poruszyć niewygodne kwestie, których Majk nie zadał, z sobie tylko znanych względów. Taka dziennikarska rozmowa, wynikająca, jak mawia jeden polityk z „szorstkiej przyjaźni”.

Szczerze mówiąc, to nie widzę i nie widziałem w moim pisaniu o IMCE konfliktu interesów. Swoją drogą to chyba czas i miejsce, by szybko rozliczyć się z takim trącącym myszką myśleniem, że skoro pracujesz w jakiejś instytucji, to na blogu/portalu/w prasie nie możesz opisywać innych, masz przymykać oczy na nieprawidłowości. Spójrzmy oto na dyrektora jednego z teatrów i redaktora periodyka teatralnego (Krzysztof Mieszkowski), czy na szefa portalu teatralnego, wysyłającego recenzentkę, by oceniła spektakl, w którym sam gra (Wiesław Kowalski) i tak dalej i tak dalej. Nie miał, jak pamiętacie skrupułów Maciej Nowak, do niedawna szef Instytutu Teatralnego, by zgodzić się pisać recenzje i felietony dla „Przekroju”. Piszę tu o tym, ale, by była jasność, w ogólemi to  nie przeszkadza. Raczej uśmiecham się na myśl o popisach aktorskich recenzenta, śmieję czytając kolejne numery „Notatnika Teatralnego”. Uwierzcie – nie przeszkadza mi to. Dlaczego? Bo staram się wierzyć w ludzką uczciwość. Wciąż jeszcze. Tak, tak.

Staram się również wierzyć Tomkowi Karolakowi. Godzinę rozmawialiśmy przez telefon. Przekonywał i wyjaśniał mi skrupulatnie kolejne sprawy, kolejne historie, nawet te, których nie opisałem na blogu. Ale piszę tę kończącą temat IMKI odpowiedź głównie po to, by sprostować jedna rzecz. Karolak w komentarzu pod moim felietonem pisze: „nigdy nie ukrywałem w wywiadach, że były opóźnienia w płatnościach”. I może to właśnie jest powodem, że wciąż za tym teatrem ciągnie się nieprzyjemny smrodek. Bo to chyba przykład, gdy artysta, mimo chęci i wartościowego pomysłu na teatr, nie jest w stanie finansowo go udźwignąć, nawet mimo zaangażowania własnych środków z produkcji telewizyjnych. 

Wiem, że w IMCE obecnie jest lepiej, że wreszcie stała się wypłacalna, opłaca stare długi, ot, choćby po trzech latach zapłaciła fotografce. Życzę Tomkowi naprawdę jak najlepiej. Bo repertuarowo to zdecydowanie najlepszy prywatny teatr w kraju, mogący śmiało stawać na podium w kategorii najlepszych w Warszawie. Za dobrą monetę biorę, że zareagował tak ekspresyjnie, tak mocno, na takim wkurzeniu na mój felietonik. Cieszę się, że tak zareagował, bo ten mój tekst spowodował, że zakopał topór wojenny z dramatopisarzem, że sprostował wiele informacji. Dziękuję, że napisał ponownie do urzędu marszałkowskiego i moich pryncypałów, wyjaśniając sytuację i tłumacząc powody mojej decyzji o napisaniu o IMCE. Życzę mu, by się udawało. Już poczynione są pierwsze kroki: jest manager zarządzający finansami, teatr wszedł w koprodukcje z dwiema świetnymi scenami dramatycznymi w kraju, powstają głośne przedstawienia. Bo jak słusznie napisał dyrektor IMKI w komentarzu na moim blogu: „Jeszcze raz okazało się bowiem, że burza oczyszcza atmosferę i uwalnia nas od napięć, które są w powietrzu, a od których nie potrafiliśmy się uwolnić, bo nie rozmawialiśmy ze sobą. Teraz to się udało. Dzięki temu wiele spraw wyjaśniliśmy, wyprostowaliśmy. I nawet jeśli w niektórych kwestiach pozostaliśmy przy swoich opiniach, zaczęliśmy się bardziej rozumieć i szanować.” Również śmiało mogę się pod tym podpisać, życząc mu powodzenia w dalszej pracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz