piątek, 5 września 2014

"If at all", Kibbutz Contemporary Dance Company, choreogr. Rami Be’er. Recenzuje Regina Lissowska.

fot. zawirowania.pl

Recepty uniwersalne

O uniwersalności tańca mówi się wiele, wciąż jednak trudno o formę sztuki bardziej elitarną i hermetyczną, niż taniec współczesny. Kibbutz Contemporary Dance Company należy do wyjątków, w których ten paradoks nabiera sensu. Ich spektakle wyróżnia niezwykła siła emocjonalnego oddziaływania, z łatwością łamiąca bariery intelektualnego dystansu. Jednocześnie, każdy z nich przypomina precyzyjnie skomponowany obraz, pełen symbolicznych kodów i nawiązań.
W czerwcu tego roku KCDC wystąpił ze spektaklem If at all na warszawskich „Zawirowaniach” oraz na festiwalu „Rozbark in Motion” w Bytomiu. Przyglądając się entuzjastycznym reakcjom widowni, po raz kolejny zastanawiałam się nad fenomenem izraelskiego zespołu. Być może jest to szczególna otwartość na ruch, która zresztą cechuje prace wielu choreografów z Izraela? Pomysłowość Ramiego Be’era w konstruowaniu ruchowego języka zdaje się nie mieć ograniczeń. Nie waha się czerpać z różnych stylów i technik, a nawet najprostszy, naturalny gest bywa podstawą spektakularnej choreograficznej sekwencji. Rozwija szeroki wachlarz kompozycyjnych środków, grając w równej mierze formą, zakresem i kształtem, jak i różnorodnością rytmów, dynamiki, czy artykulacji ruchu. Nadaje to jego pracom nieprzewidywalność, która trzyma widza w napięciu, nie pozwalając choćby na chwilę odwrócić wzroku.

W If at all to napięcie buduje się już od pierwszej sceny. Tancerka (Shani Cohen) stojąca samotnie w smudze światła, z opuszczoną głową, raz za razem obraca się i opada nisko w głębokim wypadzie, rozpościerając szeroko ramiona. Powtarza ruch w ciszy, powoli i z namysłem, przełamanym tylko chwilami energicznym odrzuceniem włosów. Wahanie w jej ruchu jest wyczuwalne niemal fizycznie. Oddala się, to znów powraca do światła, jakby wyznaczając swoje terytorium, zanim wbiegający na scenę zespół wciągnie ją w wir energii. Ta początkowa sekwencja powraca później wielokrotnie w spektaklu, w scenach grupowych i solo, powtarzana jak rytuał przez innych tancerzy.

Może jednak receptą na sukces jest po prostu doskonałe wykonanie? Techniczne umiejętności tancerzy stawiają KCDC w światowej czołówce. To dzięki nim ruch nabiera plastyczności, a minimalny nawet gest zyskuje siłę wyrazu. Choreografia pełna jest zresztą artykulacyjnych niuansów, które nadają poszczególnym tancerzom indywidualne rysy, nie zacierając przy tym ich widocznej na pierwszy rzut oka „przynależności” do grupy. Absolutnej precyzji i kontroli nad ciałem wymagają też momenty synchronizacji i desynchronizacji w scenach grupowych. W tych, zdawałoby się, czysto technicznych zabiegach wyraża się jedna z głównych myśli spektaklu - dialektyka zbiorowości i indywidualności w jej obrębie.

A może sekret tkwi w kompozycji? W kolejnych scenach kameralne duety i tria przeplatają się z energicznymi scenami zespołowymi. W całym spektaklu wielokrotnie powraca motyw kręgu, symbolicznie przywołujący wspólnotę, plemienność, przełamywaną indywidualizmem solowych partii. Taniec jest równie zróżnicowany, jak ekspresyjny, oparty na silnych dynamicznych kontrastach.

Mimo to, If at all wydaje się jednym z bardziej jednorodnych estetycznie spektakli Kibbutzu. Całość spaja wiszący nad sceną księżyc – żółta kula na tle ciemnego horyzontu, jedyny element scenografii. Wprowadza on pewną linearność, jedność miejsca w ciągu niepowiązanych fabularnie obrazów. Światło chwilami wydobywa z mroku pojedyncze sylwetki tancerzy, to znów oświetla całą grupę. Zmienia się przy tym: początkowo chłodne i jaskrawe, z czasem nabiera coraz cieplejszej barwy. Podobna zmiana zachodzi w kostiumach, które tancerze stopniowo zmieniają podczas spektaklu: od czarnych i zróżnicowanych krojem, po coraz jaśniejsze, w pastelowych piaskowych odcieniach, zunifikowane dla obu płci. Estetyczną kompozycję dopełnia muzyczny kolaż (między innymi Volcano Choire, H. Gudnadottir, Nine Inch Nails, Massive Attack, Murcof, Olafur Arnalds, M. Richter, J. Johansson, L. Einaud, Ophir Leibovitch), w którym słyszymy operowy śpiew, dzwonki, bębny, szmery i hałasy, pianino, skrzypce i melancholijną wiolonczelę, grzmoty, oraz dziecinny głosik powtarzający niezliczoną ilość razy: „our last lost chance”. Efekt hipnotyzuje – character tańca jest na przemian wyrazisty i łagodny, energia zdaje się w nieustannie wznosić i opadać, a całość przesyca tajemnicza, oniryczna aura.

If at all to spektakl zawieszony między abstrakcją a ekspresją. Pozostawia widzom swobodę interpretacji, zaprasza ich do włączenia się poprzez własne skojarzenia, wspomnienia, myśli i uczucia. Operuje przede wszystkim estetyką i nastrojem. Narracja jest raczej szczątkowa, a koncept niezbyt rozbudowany. Przesłanie spektaklu wydaje się wręcz nieco naiwne: ludzie są z natury stworzeni do życia we wspólnocie i tylko dzięki niej ludzkość przetrwa. Jeśli przetrwa w ogóle.

Ale dla KCDC taniec nigdy nie jest oderwany od rzeczywistości. Dialektyka indywidualności i wspólnoty jest głęboko wcielona w życie Kibbutzu i opisywanie spektaklu bez tego kontekstu wydaje się po prostu jego wypaczeniem. Nie sposób też wykluczyć całego kulturowego otoczenia, w jakim spektakl rodzi się i funkcjonuje – nawet jeśli sam taniec współczesny dawno już uwolnił się od geograficznych podziałów. Rami Be’er stworzył ponad pięćdziesiąt prac, mniej lub bardziej bezpośrednio wyrażających jego spojrzenie na kwestie społeczne. Jest w Izraelu uważany za choreografa politycznego, choć zachodnia krytyka zdaje się zwracać uwagę głównie na jego kunszt choreograficzny.

W If at all opowiada o życiu jako cyklu rozpiętym między narodzinami a śmiercią, i innych cyklach, które w sobie zawiera. Mówi o ciągłym napięciu między dążeniami jednostki i zbiorowości. Celebrowane w spektaklu życie we wspólnocie przedstawia również jako ciąg wzlotów i upadków, przemijających momentów radości, rozczarowań, konfliktów i pojednań. Jest to idealizm bliski duchowi Kibbutzu, lecz przesłanie spektaklu zdaje się dziś wyjątkowo aktualne, zwłaszcza w świetle zaostrzającego się w Izraelu konfliktu (występy w Polsce zbiegły się w czasie z początkiem jego eskalacji).

Może więc ostatecznie o fenomenie KCDC decyduje odwaga mówienia o prawdach prostych i uniwersalnych, bez obaw o truizm? KCDC mówi o nich z głębokim przekonaniem, językiem przystępnym dla każdego, odwołującym się do obrazów, emocji i uczuć. To postawa, którą na europejskiej, pełnej krytycznego dystansu scenie tańca spotyka się niezwykle rzadko.
Regina Lissowska – wykładowczyni w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Praktyk i teoretyk tańca wspołczesnego. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz