wtorek, 16 września 2014

Felieton: Teatr Polska - Włodawa

rys. Hanna Usarewicz-Sacher

Niedzielny poranek. Do Włodawy mam wyjechać rano, wcześniej pójść do radia – powtarzam zmywając sen z oczu. W porannej audycji rozmowa o moich wakacyjnych podróżach po małych miasteczkach, festiwalach filmowych, oraz o tych ostatnich wyjazdach, bo sezon teatralny właśnie ruszył. Wyjazdów w sierpniu i wrześniu już sporo, a w planach jeszcze więcej. Od kilku dni sprawdzam repertuary teatrów, planuję warsztaty, spotkania. Opowiadam też o tym, że wraz z lubelskim Teatrem Osterwy jedziemy do Włodawy. Już za godzinę właściwie.

Teatr Polska to jeden z ważniejszych, mądrzejszych i bardziej potrzebnych projektów Instytutu Teatralnego. Wspierany funduszami MKiDN pomaga grać przedstawienia w miastach, miasteczkach i wsiach, w których nie ma stałego, repertuarowego teatru. Jeździmy do miejscowości gdzieś tam hen, zapomnianych, w których teatr często kojarzy się widzom z teatrem telewizji. Włodawski Dom Kultury dotychczas nie brał udziału w projekcie. We Włodawie nigdy dotychczas nie byłem. Słyszałem, że piękna, że miasto trzech kultur (w najbliższy weekend odbędzie się tam Festiwal Trzech Kultur właśnie), że odrestaurowana synagoga, że muzeum. Wiedziałem też, że malowniczo położona miejscowość leży na granicy, nad Bugiem.

Dojeżdżamy. Wychodzi dyrektor domu kultury i oprowadza po obiekcie. Zaczął pracę od stycznia, i wyremontował już pół sporej kubatury budynku, założył w piwnicy galerię, w której otworzył dziś wernisaż zdjęć Tadeusza Rolke. Za maleńki budżet wyremontował salę, w której za kilka godzin poprowadzę warsztaty. Położył dębową podłogę, wstawił fortepian, zaskakujące miejsce wybrał dla zegara... w hydrancie. W wielu miejscach budynku znajduję elementy byłego kina, w którym obecnie mieści się ośrodek. Jakieś taśmy, stół do montażu filmów, nawet na drzwiach do toalety doklejono szpule. Widać, że pracował tu doświadczony plastyk. Widać też spory zapał i dumę, gdy dyrektor Butryn oprowadza nas po ośrodku: że się udało, że sporo jeszcze pracy, że wykarczował chaszcze mimo oporów jakiejś pani, że odnowił, że jeszcze na dach zebrać pieniądze, bo przecieka. Czuć tu prawdziwego gospodarza.

Na warsztatach przed spektaklem trochę się poruszaliśmy, trochę było ćwiczeń na pracę w grupie, na wyczucie przestrzeni, potem dyskusja o tym, czym była transformacja ustrojowa w Polsce. Padają hasła: Solidarność, bezrobocie, przystanek na wsi postawiono, szkołę wyremontowano, pijak Juliusz Cezar chla na skwerku, a wójt przechadza się i gawędzi z mieszkańcami. Bierzemy kartony kleje, farby, gazety i na podjeździe przed ośrodkiem kultury budujemy pomnik polskiej transformacji, pomnik przemian. W środku pomięte gazety, szare codzienne i kolorowe tygodniki. Stos zmiętych słów, zdań. Z zewnątrz jaskrawo kolorowe maziaje. Młodzież ma spory fun z tego zadania. Na podjeździe zostawiamy kilka kolorowych plam farby.

Rok temu, wraz z Unią Teatr Niemożliwy, objechałem kilkanaście ośrodków kultury. Unia pokazywała „Drugi pokój” Herberta, a ja prowadziłem warsztaty pokoleniowe i rozmowę z aktorami po pokazie. Nieczęsto szef, dyrektor, kierownik tak dbał o obiekt jak tu, we Włodawie. Może w Stanowie, Potęgowie i Staszowie. W dziesięciu innych ośrodkach nikt do nas nie wyszedł, często musieliśmy się dopraszać o wiele rzeczy. Podczas jednej z rozmów z publicznością jakaś pani wzięła ode mnie mikrofon i powiedziała do nas-przyjezdnych tonem wyrzutu: „Zapomnieliście o nas. Teatr zapomniał, kultura tu już nie dojeżdża. A my na was czekamy.” Pamiętam długą ciszę, nim zacząłem się z kolegami pokrętnie tłumaczyć. Coś w tym jest. Wciąż uważamy, że teatralna nasza publiczność, wykształcona klasa średnia mieszka w dużych miastach. I że to dla niej robimy teatr. A reszta niech sobie do tego miasta dojedzie. Tymczasem ludzie nie mają jak, czym i kiedy dojechać.

We Włodawie na spektaklu „Był sobie Polak, Polak, Polak i diabeł” zapełniona prawie cała sala, trzysta osób. Ze sceny padają wulgaryzmy, ostre, bolesne, dosadne wypowiedzi o Polsce, no jak to u Demirskiego. Nikt nie wychodzi, na widowni pełne skupienie. Po pokazie ktoś komentuje, że tak to wygląda ta nasza rzeczywistość. Ludzie są wyraźnie poruszeni monologami postaci. Poruszeni obrazami, czym dzielą się na spotkaniu po przedstawieniu.

Wyjeżdżamy z Włodawy. W najbliższy weekend Chełm.

2 komentarze:

  1. Z chęcią poszedłbym na ten spektakl Demirskiego, słyszałem same pozytywne opinie.

    OdpowiedzUsuń
  2. wtorek i środa w Imce, ponadto w Stalowej, Krasnymstawie, Hrubieszowie i Pulawach jesienią:-)

    OdpowiedzUsuń