niedziela, 20 lipca 2014

„Król Edyp”, reż. Jakub Krofta, Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy. Recenzuje Paulina Sygnatowicz.


Sofokles bez puenty


Najdoskonalszy kryminał wszech czasów” głosi marketingowa zapowiedź „Króla Edypa” Sofoklesa w Teatrze Dramatycznym. I nie ma w tym cienia przesady. Spektakl w reżyserii Jakuba Krofty to dobrze skonstruowany thriller, w którym na antyczne katharsis niestety nie mamy co liczyć.


Jakub Krofta ma wyjątkową umiejętność opowiadania historii i prostego konstruowania spektakli. Pokazał to reżyserując „Madame” w Teatrze na Woli i „Absolwenta” w Teatrze Dramatycznym. Potwierdza to „Królem Edypem”. Zapewne wpływ na to ma wieloletnie doświadczenie w tworzeniu przedstawień dla dzieci i młodzieży, które w wypadku Sofoklesa stało się obciążeniem. Spektakl w Dramatycznym nie wykracza bowiem poza dobrze sklecone streszczenie szkolnej lektury.
Krofta buduje swój spektakl niczym trzymający w napięciu thriller, w którym główny bohater krok po kroku odkrywa swoją mroczną przeszłość. Chociaż historię rozgrywa się we współczesnym entourage'u (Edyp nosi dobrze skrojony garnitur, towarzyszy mu dwóch ochroniarzy, a drzwi do pałacu do złudzenia przypominają te dzielące pomieszczenia Pałacu Kultury i Nauki), mogłaby się wydarzyć zawsze i wszędzie. Spora w tym zasługa nowego tłumaczenia Antoniego Libery, który uwspółcześnił tekst, nie rezygnując jednak z metrum i wierszowanej formy.
Reżyser burzy czwartą ścianę, nie udaje, że publiczności nie ma, wręcz przeciwnie – czyni ją jednym z bohaterów spektaklu, przypisując rolę tebańskich mieszkańców. W tej samej roli widzi zresztą Chór, który nie tylko komentuje sceniczne wydarzenia, ale nie schodząc przez cały spektakl ze sceny, staje się ich naocznym świadkiem. Tym samym Krofta daje nam do zrozumienia, że wszystkie państwowe kryzysy i osobiste tragedie na szczytach władzy nigdy nie rozgrywają się za zamkniętymi drzwiami, a przeciwnie, stają się sprawą państwową. I podsumowuje: każdy z nas, tak jak Edyp, w ciągu jednego dnia stracić może wszystko, niezależnie od tego, czy wierzy w boskie przepowiednie, fatum, czy też w to, że jest panem swojego losu.
Nie ma w tym przedstawieniu złych ról, ale nie ma także kreacji wybitnych. Edyp Sławomira Grzymkowskiego sprawia wrażenie roli niedokończonej. Aktor od początku gra człowieka niesłychanie pewnego siebie i dotrzymującego obietnic polityka. Osacza swoich rozmówców, skrada się niczym polująca zwierzyna dając jasno do rozumienia, kto jest panem sytuacji. Im bardziej czuje się pewnie, tym bardziej to on staje się osaczony przez drwiący z niego los. Tymczasem Grzymkowski nie rezygnuje z mocnego, władczego tonu głosu nawet w momencie największej tragedii, po odkryciu przerażającej prawdy (jak wiadomo: nieświadomie zabił ojca i poślubił matkę). W rezultacie aktor nie pokazuje tego, co w teatrze jest zawsze najciekawsze – momentu przemiany bohatera.
Znakomicie wypada za to Halina Skoczyńska w roli Jokasty. Niesłychanie ascetycznymi środkami wyrazu buduje portret kobiety, która przez całe życie nie umiała pogodzić się z faktem porzucenia własnego dziecka. Wystarczy spojrzeć, w jaki sposób gniecie w dłoni czarną rękawiczkę, gdy gest stoi w sprzeczności z posągową posturą i niemalże martwym wyrazem twarzy, aby zrozumieć cały tragizm tej postaci. Świetna jest także Magdalena Smalara, jako Służebna w przejmującym monologu relacjonująca śmierć Jokasty. To kolejna jej drugoplanowa rola w teatrze Tadeusza Słobodzianka (w tym sezonie zagrała między innymi Arisnoe w „Mizantorpie” i Panią Beuf w „Nosorożcu”), którą pokazuje jak wyrazistą jest aktorką, dysponującą przy tym ogromną ilością środków wyrazu.
Konkluzje, które płyną z tego spektaklu są zbyt oczywiste, aby mógł on stać się czymś więcej niż zgrabnie opowiedzianą historią sprzed wieków. Ale czy w myśl tego, o czym uczyliśmy się w szkole, każde wystawienie Sofoklesa musi się kończyć oczyszczeniem? Są przecież widzowie, którym, aby teatralny wieczór nie był stracony, wystarczy, gdy starożytny dramat zamieni się we wciągającą, kryminalną opowieść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz