wtorek, 29 lipca 2014

„Disco Pigs”, reż. Karolina Maciejaszek, Teatru Rawa, pokaz na Słodko-Gorzkim Festiwalu Teatralnym „Sąsiedzi” w Lublinie. Recenzuje Marta Szczepaniak.

fot. Maciej Rukasz

Scena dla wyobraźni – pusta przestrzeń, na podłodze leży kwadratowa jasna mata, na niej ustawione są dwa głośniki. To cała scenografia spektaklu „Disco Pigs” Teatru Rawa. Tyle wystarczy, taka przestrzeń jest idealna dla dwójki nastolatków, którzy na przekór rzeczywistości tworzą własny świat.

Świniak i Prosiak właśnie obchodzą siedemnaste urodziny. Całe dzieciństwo spędzili razem, urodzili się tego samego dnia, w tym samym szpitalu, o tej samej porze (a dokładnie sekunda po sekundzie), nie są jednak rodzeństwem. Odkąd się znają, a znają się od zawsze, buntowali się przeciwko wszystkiemu, co wokół nich – rodzinie, małej miejskiej społeczności, zasadom i normom społecznym. Stworzyli więc własny świat i własne zasady, gdzie liczy się tylko ona i on i wspólna zabawa.

Spektakl, który w przeważającej części to opowieść o buncie i zabawie, jest doskonale wyważony rytmicznie. Anna Konieczna i Grzegorz Sowa stworzyli zgrany duet, co jest podstawą w realizacji tej sztuki. Zadanie wydaje się tym bardziej trudne, ponieważ aktorzy właściwie nie mają scenografii i rekwizytów, a uwaga widzów skupia się wyłącznie na dwójce bohaterów. Świniak i Prosiak są nierozłączni, znają się doskonale, mają swoje zabawowe rytuały, jak choćby wspólnie opracowany taniec disco. Mają również wypracowane w najmniejszym szczególe reakcje na napotkanych ludzi i zaskakujące ich (a może wykreowane przez nich) sytuacje. Dzięki doskonale zbudowanej relacji pomiędzy nimi, bardzo szybko zaczynamy postrzegać ich jako parę stojącą w opozycji do reszty społeczeństwa.

Taka relacja jest widoczna od samego początku spektaklu, jednak razem z rozwojem akcji zauważamy coraz więcej drobnych zmian w bohaterach. Za pomocą kilku wydarzeń z ich życia, kilku przygód, pokazany został proces dorastania. Świniak i Prosiak stają się dorośli mimo że wcale tego nie chcą. Za wszelką cenę próbują się buntować, jednak coraz częściej robią to dla zasady (narzuconej przez siebie), a coraz rzadziej z autentycznej potrzeby. Kiedy spotykają studentów, słyszymy od nich: „- Kim oni są? – Oni chcą być swoimi ojcami i matkami, to jasne. – A kim my chcemy być, Świniaku? – My chcemy, żeby zostawili nas w spokoju, zgadza się?” Tylko zostawienie w spokoju w pewnym momencie już nie wystarcza, podobnie jak sama zabawa. Ten proces dorastania widoczny jest przede wszystkim w zachowaniu Prosiaka. Dziewczyna coraz częściej zaczyna snuć marzenia o byciu kimś, o byciu ważną i docenianą. Kiedy siedemnastolatkowie trafiają do Pałacu Disco, jawiącego się wcześniej jako największe pragnienie, okazuje się, że nie jest on szczytem marzeń. Prosiak uświadamia sobie, że zaczyna szukać wśród ludzi akceptacji i sympatii.

Wraz z rozwojem akcji zmienia się również relacja pomiędzy Prosiakiem i Świniakiem. Kumple od zawsze, w momencie dorastania muszą zmierzyć się z nową sytuacją, która przy takiej zażyłości wydaje się nieunikniona. Przyjaźń zmienia się w związek kochanków. Świniak, sam zaskoczony tym faktem, opowiada o pierwszym zbliżeniu pomiędzy nimi. Subtelna relacja wyraźnie wybija się spośród pozostałych scen dzięki zastosowaniu bardzo prostych środków teatralnych. Aktorzy siedzą w głębi sceny zwróceni w stronę widowni, a Świniak powoli i ostrożnie opowiada o tym, co wydarzyło się pomiędzy nim a Prosiakiem. Proste odwrócenie akcentów sprawiło, że wobec przeważających w całym spektaklu głośnych i dynamicznych scen, ten moment staje się jednym z najważniejszych w przedstawieniu. Świniak i Prosiak już nigdy nie będą tylko kumplami, wraz z wiekiem zmieniają się potrzebny. Ten banalny wniosek nie jest jednak oczywisty dla obojga. Kiedy Prosiak ma już dość buntowniczego życia, a potrzeba miłości wygrywa z zabawą – ucieka. Świniak zostaje, jakby zupełnie nie rozumiał, że w kolorowym świecie, który stworzyli z Prosiakiem nie ma miejsca dla prawdziwej, a więc dojrzałej miłości.

W sztuce Endy Walsha Świniak próbuje zatrzymać Prosiaka, w spektaklu chłopak stoi nieruchomo, kiedy dziewczyna ucieka. Czy twórcy chcieli w ten sposób dać jasny sygnał, że szalona, młodzieńcza miłość nie ma szansy na przetrwanie w prawdziwym życiu? „Disco pigs” w realizacji Karoliny Maciejaszek nie jest tylko historią o nic nie wnoszącym buncie nastolatków, którzy przeklinają, rozbijają się po mieście, wdają się w bójki. Bunt bohaterów to głośne i wyraźne przeciwstawienie się temu jak skonstruowany jest współczesny świat. To próba samodzielnego odnalezienia tego, co w życiu jest naprawdę istotne. I chociaż te młodzieńcze poszukiwania w dużej mierze są nieudolne, to stają się także cenną szkołą życia dla obojga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz