czwartek, 5 czerwca 2014

„Błękitna planeta” reż. Erling Jóhannesson, Teatr Miniatura w Gdańsku. Recenzuje Kalina Filip.

fot. Piotr Pędziszewski

Jaskinia z w której śpią motyle

Spektakl „Błękitna planeta” jest adaptacją książki islandzkiego pisarza Andriego Snæra Magnasona pt. „Historia błękitnej planety”. To opowieść o planecie zamieszkiwanej wyłącznie przez dzieci. Przez Brimira (Jakub Ehrlich), Huldę (Edyta Janusz-Ehrlich), Loę (Wioleta Karpowicz), Bjarkiego (Wojciech Stachura), Magni (Jakub Zalewski) oraz Elvę (Magdalena Żulińska) żyjących ze sobą w zgodzie, opiekujących się sobą nawzajem. Każde z dzieci ma określony zakres obowiązków, brak między nimi rywalizacji, każde z nich jest dobre w innej dziedzinie. Błękitna planeta stanowi świat pełen harmonii, przyjaźni, życia w zgodzie z naturą. To świat pełen wolności, dziecięcej wyobraźni i marzeń. Sytuacja zmienia się, kiedy pewnego dnia na planecie pojawia się dorosły, Cezary Nakręcony (Piotr Kłudka), handlujący kosmicznymi odkurzaczami. Mali bohaterowie zaczynają wpadać w tarapaty, spełniają swoje zachcianki pozbywając się cząstki młodości.

Elementów scenografii jest tu niewiele. Jej stałą częścią jest wyznaczone na scenie koło, w którym znajduje się piasek. Wszystkie elementy dekoracji: potwory, motyle, pojazd Cezarego Nakręconego wykonane są z przedmiotów pochodzących z recyklingu (płyt CD, kolorowych filtrów, z dętek, metalowych, niepotrzebnych części, blaszanych beczek). Aktorzy sami animują potwory, wodę, motyle, pajęczynę, czy gałęzie, przez które przedziera się zagubiona w lesie dwójka dzieci. Prosta, można powiedzieć wręcz ascetyczna scenografia pozostawia ogromną przestrzeń dla wyobraźni widza, sprawiając, że oglądający wierzy w świat, którego stał się częścią.

Publiczność, którą tworzą w większości dzieci, żywo reaguje podczas spektaklu. W scenie, w której bohaterowie pokazują, przybyłemu dorosłemu jaskinię gdzie śpią motyle, na widowni rozlega się szeptane, pełne zachwytu i dziwienia „Wow..”. Ja również byłam przekonana, że przebywam w jaskini. Scena wyglądała następująco: całkowite wygaszenie świateł, na stelażu z drewnianych patyczków rozwieszono, wycięte z kolorowych filtrów, motyle, punktowe oświetlenie, jakby z latarki, padało na owady. Efekt był niesamowity, kolorowe refleksy z motylich skrzydeł rozświetliły scenę i widownię. W kolejnej ze scen, w której za sprawą pyłku z motylich skrzydeł spełnia się marzenie bohaterów o lataniu, dzieci na widowni wpadają w osłupienie, siedzą, patrząc z otwartymi buziami, wierząc że aktor naprawdę lata.

W opowieści o dziecięcych marzeniach, które się spełniają (o lataniu, o niemyciu się, o niekończącym się dniu) poruszonych zostało wiele trudnych problemów. Podniesiono kwestię szacunku do siebie nawzajem i do świata natury. Wojna, agresja, rywalizacja, egoizm, kłamstwo to pojęcia, które przecież zaczynają funkcjonować w dziecięcym słowniku za sprawą dorosłych. W jednej ze scen hiena zadaje pytanie zagubionym w lesie bohaterom: „Czyż nie jesteście najgroźniejszymi potworami?” Świat natury jest uporządkowany, harmonijny, w przeciwieństwie do chaotycznego, pełnego bezsensownej śmierci i cierpienia świata ludzkiego.


Zachwycająca, zabawna, pozostawiająca ogromną przestrzeń na wyobraźnię widza, ale przede wszystkim niezwykle poważna historia opowiada o współczesnym świecie, o tym kim się staliśmy, jakimi dorosłymi i o tym dokąd zmierzamy jako cywilizacja. To opowieść o człowieczeństwie. Spektakl przeznaczony jest dla widzów od siedmiu lat. Polecam go również dorosłym, bowiem każdy ma w sobie cząstkę dziecka, a „każde dziecko ma w sercu studnię pełną młodości”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz