wtorek, 20 maja 2014

Chór Kobiet, Projekt II: „Magnificat”, reż. Marta Górnicka. Recenzuje Paulina Sygnatowicz.

fot. Krzysztof Krzysztofiak

GŁOS KOBIET
W drugiej odsłonie projektu Chóru Kobiet, zatytułowanego „Magnificat”, realizowanego przez Instytut Teatralny, Marta Górnicka razem ze swoimi aktorkami mierzy się z rolą kobiet w społeczeństwie katolickim i robi to w jakże skromnej, ale przez to niesłychanie nośnej formie.
Pomysł jest prosty: zbieramy grupę kobiet w różnym wieku, różnych zawodów, które wcale nie muszą mieć ani scenicznego ani muzycznego doświadczenia, zapraszamy je bowiem na warsztaty wokalno-aktorskie i tworzymy z nich chór, który będzie wyśpiewywać, melorecytować, czy recytować fragmenty gazet, powieści, dramatów, przytaczać zasłyszane w telewizji czy radiu cytaty. Inscenizacja pozornie także nie jest skomplikowana: ustawione w rzędach kobiety będą wykonywać te same gesty, poruszać się w tą samą stronę i równocześnie, w ten sam sposób powtarzać te same teksty. Ot zadania, które studenci aktorstwa powtarzają do znudzenia na zajęciach ze świadomości ciała. A jednak Marta Górnicka zauważyła w tej metodzie ogromny potencjał do stworzenia unikalnego projektu, w którym chce reaktywować formę kobiecego chóru znanego z antycznych dramatów, przypomnieć zapomniane teksty dramatyczne i pieśni, ale przede wszystkim stworzyć nowy głos kobiet w kulturze.
W drugiej odsłonie projektu Chóru Kobiet zatytułowanego „Magnificat” reżyserka skupia się na postaci Matki Boskiej oraz roli kobiet w Kościele i społeczeństwie katolickim. Powtarzane słowa i gesty hipnotyzują. Spektakl na początku wciąga jedynie swoją formą, aby po chwili odsłonić to co najistotniejsze – znaczenia zawartych w nim tekstów – fragmentów z gazet, wypowiedzi kościelnych hierarchów, które zasłyszane w mediach nie mają takiej nośności, umykają w zalewie informacji, które jeżeli nas zastanawiają, to tylko na krótką chwilę. Górnicka wydobywa ich esencję i sprawia, że zostają w pamięci, zadziwiają, zaskakują, niekiedy bawią, szokują i denerwują. Okazuje się, że kobiety w kościele najlepiej sprawdzają się na plebani, ponieważ doskonale potrafią prasować obrusy. Że rolą kobiety w katolickim społeczeństwie jest strzeżenie domowego ogniska i wychowywanie dzieci i że owszem, dla zdrowia psychicznego, dobrze jest, żeby kobieta popracowała dwie godziny dziennie i znalazła chwilę na plotki. Że ponad siedemdziesiąt procent polskiego społeczeństwa ma ślub kościelny i tyle samo zdecydowało się ochrzcić swoje dziecko, podczas, gdy prawie trzydzieści procent wierzy w reinkarnację. Że w Polsce nawet ateiści są praktykującymi katolikami (bo jakby się nad tym zastanowić, kto świadomie rezygnuje z przeżegnania się na ślubie przyjaciół, czy poświęcenia jajek w kościele na Wielkanoc?) Że Matka Boska, choćby tylko ta na obrazie, to kobieta, jak każda inna i jej też należą się wystrzałowe ciuchy (choćby płaszcz cały ze złota).

Kolaż tego typu tekstów, mniej lub bardziej poważnych (wśród nich znalazły się także przepisy kulinarne Nigelli Lawson, bowiem każda z nas, drogie panie, może być boginią we własnej kuchni), przestaje brzmieć jak nudna publicystyka dzięki prostej, ale jakże trafnej formie. Dwadzieścia aktorek musiało włożyć tytaniczną pracę w tak niesamowicie synchroniczne zgranie najdrobniejszych nawet ruchów i perfekcyjną dykcję każdego wypowiadanego słowa. Na próżno tu doszukiwać się spektakularnych gestów, czy fajerwerków w scenografii, aktorki nawet nie mają identycznych, specjalnie zaprojektowanych kostiumów. W prostocie bowiem leży siła tego przekazu. Ogromne wrażenie robi siła ich skupienia. Aktorki stają się jednym organizmem, zachowując jednocześnie swoją indywidualność. Okazuje się więc, że to w grupie leży siła. I tylko wtedy, kiedy kobiety będą mówiły jednym głosem, zostaną usłyszane.

Paulina Sygnatowicz – dziennikarka, blogerka. Przez kilka lat pracowała w redakcjach kulturalnych „Życia Warszawy” i „Polska The Times”.

3 komentarze:

  1. jej, no ile można ten Chór...

    OdpowiedzUsuń
  2. o dobrych spektaklach można długo i dużo.

    OdpowiedzUsuń
  3. odgrzewane kotlety po raz 4 nie smakują już tak dobrze :)

    OdpowiedzUsuń