czwartek, 29 maja 2014

9 Festiwal R@Port: „Caryca Katarzyna”, reż. Wiktor Rubin, Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Opisuje Kalina Filip.

Michał Walczak/mat. teatru

Nad sceną, na sztankietach wiszą stroje z XVIII wieku. Aktorzy zaś grają w bieliźnie z epoki. Gubiąc strój postaci tracą poprawny język, błyskotliwość myśli, wyuczony sposób zachowania. Jakby posiadanie stroju wyznaczało normy zachowania, określało język. Aktorzy mówią niejednokrotnie do widza ze sceny wprost, językiem wulgarnym, grubiańskim, nieraz chamskim.

Historia Carycy Katarzyny II przedstawiona przez Jolantę Janiczak skupia się na wątku obyczajowym. To fantazja na temat wydarzeń historycznych. Caryca (Marta Ścisłowicz) ukazana została jako silna, władcza i bezwzględna kobieta. Przedstawiony został proces, w którym kształtował się jej charakter. Kobieta traktowana od samego początku przedmiotowo, jako maszynka do rodzenia dzieci, z czasem zatraca swoją wrażliwość. Elżbieta Romanowa (Joanna Kasperek) szuka żony dla Piotra III i matki dla potomka. Katarzyna jest jedną z kandydatek. W pierwszych scenach spektaklu zostaje „reklamowana” jak kawał mięsa, produkt. Reklama ma skusić Elżbietę Romanową, by wybrała Katarzynę na matkę swojego potomka. Nestorka stara się zrobić wszystko, by zachować ciągłość rodu, nie bacząc na konsekwencje, czy sposób osiągnięcia celu. Niestety Piotr III (Wojciech Niemczyk) ma nieco inne upodobania seksualne niż jego żona, co staje się przyczyną rozczarowań i narastającej frustracji.

Spektakl jest naładowany emocjami, agresywną seksualnością, nieomal do granic możliwości. Niemoc, rozczarowanie, gorycz, szaleństwo i uwikłanie, zagubienie bohaterów emanują ze sceny. Padają również ważne pytania, co to jest naród, kim są Polacy, co oznacza bycie Polakiem. Bardzo mocno wybrzmiewa za sceny krytyka postaw współczesnych Polaków, współczesnej Polski. Zarzuty wypływają z ust Stanisława Augusta Poniatowskiego (Tomasz Nosinski). Poniatowski przechadza się po proscenium wyrzucając kolejne buty z worka trzymanego w ręce, kilkakrotnie rzuca but do konkretnego widza. Wygłasza monolog kierowany do Katarzyny, w którym krytykuje Polaków za ich stereotypowe myślenie, za ustawiczne babranie się w historii, za brak mobilizacji do podejmowania radykalnych decyzji, za zgodę na bycie „chłopcem do bicia”. W postawie Poniatowskiego znajduje odbicie postawa współczesnego Antynarodowca, Antypolska. Stanisław nie potrafił podejmować samodzielnych decyzji, robił to, co rozkazała Katarzyna. Nie interesowało go nic, poza Carycą, którą w spektaklu uwiódł śpiewając piosenkę Ałły Pugaczowej pt. „Milion purpurowych róż”, obiecując Katarzynie romantyczną miłość pełną uniesień.

Postać Carycy Katarzyny stworzona przez Martę Ścisłowicz, to silna, niezależna, władcza i apodyktyczna kobieta. Stara się podporządkować sobie wszystkich i wszystko. Bohaterka jest przede wszystkim samotna. To kobieta, której ciało staje się polem walki politycznej, własnością państwową, do której wszyscy mają dostęp. Kobiecość rozumiana jest tu jako władza nad pożądaniem mężczyzn. Katarzyna miała wielu mężczyzn, którzy ją tresowali, poniżali, byli kolejnymi kandydatami na ojca następcy tronu. W konsekwencji kochankiem Imperatorowej staje się cała Rosja, jeden wielogłowy, bezimienny kochanek. Potwierdzają to słowa Carycy: „Zerżnę Związki Radzieckie, związki zawodowe, związki partnerskie, związki intymne. Ja pierwszą ustawą ustanawiam, że każdy obywatel i obywatelka łącznie z prawem głosu ma prawo wręcz obowiązek zerżnąć mnie na stołku, póki stołek ma cztery nogi a ja cztery łapy. Każdy obywatel jest zmuszony być wolnym. (…) Wyślę komisję, żeby mnie na bieżąco informowała czy się proces posuwa. A jak się nie posuwa to ja ich własną, nieprzymuszoną rączką posunę.”

To również spektakl o kobiecości. Katarzyna stara się znaleźć wyjście ze swojej kobiecości, nie może jej zaakceptować, nikt jej nie powiedział jak się z nią obchodzić („Kto mnie nauczy rozkoszy?”). Stara się zagłuszyć uwierającą tęsknotę za sobą, za istotą własnej tożsamości, rzucając się w ramiona kolejnych mężczyzn. Kobieta stająca się marką zostaje pozbawiona kobiecości na rzecz promowania produktu, bycia modelką, matką, czy Imperatorową. To niewątpliwie spektakl o kosztach, poniesionych w drodze do celu i o przekroczeniu roli społecznej. W jednej ze scen Caryca wychodzi do publiczności z teatrzykiem na szyi. Jest to kurtyna, za którą znajdują się dwa otwory, w które widz, do którego podchodzi aktorka, wkłada ręce w celu dotknięcia jej nagich piersi. To jedna z niewielu scen w których Katarzyna jest bezsilna, zdesperowana, rozżalona. Zdaje się mówić: cóż, taką mnie wytresowaliście. Nie ma odwrotu, nie mogę być inna. Sami mnie wykreowaliście, stworzyliście potwora. Nie pozostało mi nic, prócz ciała, cóż innego mogę wam dać. „Jestem publiczna, toaleta publiczna.” Rola Carycy jest bardzo wymagająca, dynamiczna, intensywna. Aktorka znajduje się cały czas na scenie, musi utrzymać tępo i temperaturę przekazywanych emocji. Jednak to świadomie, konsekwentnie kreowana i rozwijana rola.


Gorzka historia, autorstwa Jolanty Janiczak, o potężnej, samotnej, wykorzystanej Imperatorowej została stworzona na kanwie wydarzeń historycznych. To fantazja na temat Carycy Katarzyny II, a nie wierne odtworzenie wydarzeń historycznych. Spektakl jest miejscami dość zabawny. Jednak dosłowność, nie pozostawiająca miejsca na wyobraźnię i brak możliwości jasnego odczytania intencji użycia pewnych środków, sprawia, że opowiadana historia traci na znaczeniu. Wątki plączą się i zacierają, istotne kwestie schodzą na dalszy plan. Spektakl „Caryca Katarzyna” w reżyserii Wiktora Rubina to zdecydowany przerost formy nad treścią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz