poniedziałek, 21 kwietnia 2014

„Kupiec wenecki” reż. Paweł Łysak, Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie. Opisuje Kalina Filip.

fot. Mateusz Wajda

Funt mięsa z ciała.

Wenecja. Kanały, gondole, tajemnicze uliczki, zabytki, artyści, zapach morza, barwność strojów, maski, targi, straganiki, kupcy, przyjaciele, kochankowie. Poznajemy historię dwóch kupców będących w konflikcie: jeden z nich jest Żydem a drugi Chrześcijaninem. Na pierwszy rzut oka historia wydaje się banalna i powszechnie znana. Jednak kiedy Antonio (Chrześcijanin), szanowany kupiec, przychodzi po pożyczkę do Szajloka (Żyda), poniżanego i obrażanego, historia zaczyna się komplikować. Akcja nabiera tempa, bieg wypadków wymyka się spod kontroli bohaterów.

Spektakl w reżyserii Pawła Łysaka to tragikomedia, pełna symbolicznych znaczeń. Sceny zabawne, przepełnione humorem, jak na przykład odsłony w których występują Porcya (Marta Ledwoń), Neryssa (Halszka Lehman) i Stefano (Przemysław Gąsiorowicz), przeplatają się z chwilami pełnymi dramatyzmu. W spektaklu są trzy dramatyczne sceny, które zapierają dech. Pierwszą z nich jest moment w którym Jessyka (Marta Sroka), córka Szajloka, ucieka z domu z Chrześcijaninem. Zabiera biżuterię i na odchodne podpala dom ojca, w tle słychać smutną, żydowską melodię.
Kolejną, chyba najbardziej przejmującą sceną, jest monolog Szajloka (Janusz Łagodziński). Szajlok wyjaśnia dlaczego chce za wszelką cenę dochodzić swoich praw, sprawiedliwości. Padają słowa: „Czy Żyd nie ma oczu? Czy Żyd nie ma rąk? Czy kiedy nas skaleczycie, nie krwawimy? Czy więc Żyd nie ma prawa do zemsty?!”. Padają też mocne słowa oskarżenia pod adresem Chrześcijan „Całe zło jakie mam w sobie, mam od was”. W trakcie wypowiadania kwestii, aktor wychodzi do publiczności, niekiedy mówi wprost do konkretnego widza.

Sceną trzymającą w napięciu, w której dramatyzm i negatywne emocje wręcz kipią, są wydarzenia w sądzie. Szajlok dochodzi swoich praw. Antonio (Jerzy Rogalski) nie spłacił długu na czas, według umowy zawartej między kupcami Żyd ma prawo wykroić funt mięsa z ciała Antonia. Wszyscy Chrześcijanie ubrani są w czarne peleryny, na głowach mają czarne meloniki, krogulcze nosy, a w rękach czarne parasole. Szajlok ubrany jest w tradycyjny, czarny strój żydowski. Przyjaciele Antonia starają się za wszelką cenę zaszczuć Żyda, zmusić by zrezygnował z zemsty. Ten jest jednak nieugięty. Do czasu. Porcyja w przebraniu mężczyzny, wynajduje kruczek prawny: Szajlok może wykroić funt mięsa z ciała Antonia, lecz nie może przelać przy tym ani kropli krwi, gdyż grozi mu za to śmierć. Żyd rezygnuje z żądań. Sprawiedliwość zostaje wymierzona, tym razem jemu. Niestety, konsekwencje dla Szajloka są tragiczne. Traci majątek, tożsamość i wiarę, zostaje zmuszony do przejścia na chrześcijaństwo.

Szajlok upokorzony i osamotniony znika w kulisie. Nie wiemy jakie są jego dalsze losy, z tyłu głowy jednak mamy wydarzenia Holokaustu, w czasie których Żydzi „znikali”. Bohater po scenie sądu nie pojawia się więcej na scenie. Zaszczucie Szajloka, nienawiść płynąca ze strony Chrześcijan przypomina wydarzenia zapisane na czarnych kartach niechlubnej historii, jak na przykład pogrom w Jedwabnem, pogrom kielecki czy warszawski.

Spektakl jest wręcz naszpikowany krytyką chrześcijan. Szerzącej się bezmyślności oraz hipokryzji, religia sobie a człowiek sobie. Porcja odprawia na scenie parachrześcijańskie rytuały inspirowane Santerią. Santeria to politeistyczna religia wywodząca się od karaibskich niewolników. Na scenie widzimy figurkę Matki Boskiej w kwietnych girlandach, otoczoną zapachem kadzidełek, cygaretek i rozmaitych ziół. Obrzędom towarzyszy orientalna muzyka.

„Kupiec wenecki” w reżyserii Łysaka posiada dynamiczne tempo i rytm. Można odnieść wrażenie biegania wąskimi weneckimi uliczkami, by nadążyć za akcją, by zobaczyć, odczuć podglądnąć rozwój wydarzeń. Wenecki klimat wspaniale podkreślają barwne, zróżnicowane kostiumy i scenografia Justyny Łagowskiej.

Mimo sporej dawki humoru spektakl nie niesie nadziei. To opowieść o rozpadającym się świecie, w którym wszystko, nawet uczucia, przeliczane jest na pieniądze. Ostoją konserwatywnych wartości jest Szajlok, który niestety przegrywa w starciu z konsumpcyjną cywilizacją zachodu. Zostaje wręcz przez nią pożarty. Żyjąc w świecie, w którym byt człowieka i jego wartość konstytuuje pieniądz, jest się samotnym i zagubionym, nieszczęśliwym. Przecież wszystko można kupić, nawet miłość. Czego dowodzą słowa Bassania (Wojtek Rusin) o tym, że kupi miłość Porcyji.


Niewątpliwie, spektakl nabiera szerszych płaszczyzn znaczeniowych, ze względu na wystawienie w Lublinie – w mieście, w którym przed wojną połowę mieszkańców stanowili Żydzi. Dziś jest ich w Lublinie niewielu. Mimo zniszczeń wojennych, w przestrzeni miejskiej zachowało się wiele pamiątek, śladów dawnych mieszkańców. Dziś, niestety, pamięć o żydowskiej mniejszości wyrażana jest głównie w malowanych na murach Gwiazdach Dawida na szubienicy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz