poniedziałek, 10 marca 2014

Robert Zawadzki, "Zapiski chwilowego emigranta" (część I).



Robert Zawadzki, „Quietly”, The Abbey Theatre w Dublinie, fot. Anthony Woods

Irlandzka Reduta.

Minął właśnie tydzień intensywnych prób wznowieniowych przed rozpoczynającą się 11 marca trasą spektaklu „Quietly”. Przyglądając się idei objazdu, który czeka nas lada moment, mapie oraz organizacji, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że uczestniczę w czymś na kształt słynnego teatru Reduta, Juliusza Osterwy i Mieczysława Limanowskiego, sprzed niemal wieku.

Zanim jednak przejdę do sedna pragnę przybliżyć kilka faktów. Premiera „Quietly” autorstwa Owena McCafferty w reżyserii Jimmy’ego Fay’a miała miejsce w połowie listopada 2012 roku, w The Abbey Theatre w Dublinie. Zagraliśmy wtedy trzydzieści dwa spektakle w cztery tygodnie, spotykając się z bardzo życzliwym odbiorem zarówno wśród publiczności jak i krytyków. Następnym etapem był festiwal w Edynburgu latem zeszłego roku, a wraz z nim cztery tygodnie grania w Traverse Theatre, uwieńczone zdobyciem Fringe First a także nagrody aktorskiej The Stage dla Patrick’a O’Kane’a. Z końcem ubiegłego roku Owen McCafferty odebrał za „Quietly” prestiżową Writers Guild Award w Londynie, natomiast dziennik Irish Times uznał dramat mianem najlepszej irlandzkiej sztuki minionego sezonu.

Wraz z nadejściem wiosny przyszedł czas na pierwsze duże tournée. Słowo to nie jest może najdoskonalszym określeniem, gdyż nasuwa bardziej skojarzenia z trasą koncertową niż objazdem teatralnym, ale jeśli spojrzeć na ilość miast i krajów, w których zagramy w ciągu najbliższych czterech miesięcy, oraz intensywność stawania przed publicznością, to w istocie jest to swoiste tournée.

Tak, jak wspomniałem na wstępie, zaczynamy 11 marca na deskach Civic Theatre w znajdującym się na obrzeżach Dublina, Tallaght. Kolejne przystanki to Drogheda, Roscommon, Castleblanney, Sligo, Letterkenny, Castlebar, Navan, Cavan, Belfast i Longford, po czym wracamy ponownie do Dublina, aby pod koniec kwietnia i na początku maja zagrać na macierzystej scenie w Abbey Theatre. To jednak zaledwie pierwsza część trasy – lokalna, irlandzka i północnoirlandzka. W połowie maja czeka nas konfrontacja z pierwszą nieanglojęzyczną widownią, podczas Ruhrfestspiele Reclighausen Festival w Niemczech, a uwieńczeniem objazdu będą trzydzieści dwa przedstawienia w londyńskim Soho Theatre gdzie zagościmy na cztery czerwcowe tygodnie. Łącznie siedemdziesiąt cztery spektakle, w czternastu miastach i trzech krajach. Przy czym ilość odwiedzonych miejsc, choć istotna, nie jest tu najważniejsza. Największe znaczenie mają misja i cel objazdu.

Tematyką „Quietly” są trudne relacje na linii religijno-narodowościowej w Irlandii Północnej. To ważna społeczna sztuka, mierząca się ze współczesnymi problemami mieszkańców tego regionu, przy czym jej konstrukcja i forma w jakiej została napisana jest na tyle uniwersalna, że tworzy doskonałą metaforę współczesnego świata. Staje się znakomitym zaczynem do rozmowy o naszych uprzedzeniach i granicy tolerancji. Z tego punktu widzenia docieranie ze spektaklem do niewielkich, naznaczonych historią irlandzkich miejscowości, których mieszkańcy na co dzień nie mają możliwości odwiedzenia teatru, ale także do miast takich jak Londyn czy Belfast będących newralgicznymi i decyzyjnymi punktami na mapie wspomnianego konfliktu, ma ogromną wartość społeczno-edukacyjną. Rozmowy, które następować będą po spektaklach wydają się być bezcenne i wpisują się znakomicie w misję każdego teatru, a tym bardziej jeśli jest nim teatr narodowy.

Pozwoliłem sobie na porównanie ze słynną Redutą z kilku istotnych powodów. Po pierwsze dlatego że, główną zasadą jej działalności, jak pisał Osterwa było „służenie wyłącznie twórczości polskiej. Dlaczego? Oto dlatego, że tą drogą dojdziemy do tych wielkich i bogatych pokładów polskiej literatury, o których społeczeństwo jeszcze nie wie. Tą drogą wykażemy kiedyś, jak olbrzymie wartości artystyczno-teatralne mamy w naszej literaturze.” Podobne cele od lat przyświecają The Abbey Theatre na gruncie irlandzkim. Wspieranie irlandzkiej dramaturgii jest jednym z podstawowych założeń jego działalności. To właśnie z tym teatrem związane są nazwiska takich autorów jak William Butler Yeats, George William Russel, George Bernard Shaw, Seán O’Casey, Tom Murphy czy wreszcie Mark O’Rowe oraz Owen McCafferty. Innym ważnym czynnikiem jest działalność objazdowa obu teatrów. Objazdy Reduty przeszły w Polsce do legendy, a ich skala do dziś robi wrażenie. Podobnie rzecz ma się z The Abbey Theatre. Na przełomie wieków irlandzki Teatr Narodowy, poprzez liczne podróże zagraniczne stał się silną, rozpoznawalną marką. Jego wizyty cieszą się dużym zainteresowaniem wśród widzów na wielu kontynentach, od Europy przez Amerykę Północną, Australię, aż po Japonię. Ciekawe jest również to, że odwiedzenie The Abbey stało się nieodłącznym punktem programu wielu turystów przyjeżdżających do Dublina, czego doświadczyłem osobiście na przestrzeni ostatnich dwóch lat mojej współpracy z The Abbey.

Wszystko to składa się na ważną i jakże uniwersalną społeczno-misyjną działalność teatru w ogóle, bez względu na to pod jaką szerokością geograficzną się znajduje. Pewne cele i założenie pozostają niezmienne i bardzo ważne jest, by były realizowane. Tym bardziej cieszą takie projekty jak choćby nasz rodzimy „Teatr Polska”, organizowany przez Instytut Teatralny i wzorowany na działalności Reduty. W ciągu pięciu edycji istnienia uczestniczyłem w nim kilka razy, objeżdżając wraz z różnymi teatrami dziesiątki polskich miast i miasteczek. Rozpoczynając dziś podobną działalność w Irlandii, tym bardziej doceniam sens i niekwestionowany pożytek z niej wynikający.

Jest jeszcze jeden punkt wspólny, którego się doszukałem. Symbolem Reduty była „koniczynka” (symbol nieskończoności i szczęścia), będąca również symbolem narodowym Irlandii. Nie chcę oczywiście posunąć się do kolejnego porównania Polski do zielonej wyspy, gdyż nie ma to najmniejszego sensu i budzi mieszane uczucia, ale w obliczu sytuacji w jakiej się obecnie znajduję zaistniała symbolika jest co najmniej intrygująca. Niech zatem koniczynka przynosi nam dalej szczęście i nieskończoną radość z tego pięknego spotkania, które jest nam dane przeżywać.

A w kolejnej odsłonie zamieszczę już relację z podróży.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz