niedziela, 2 marca 2014

Felieton: Kaśka z Opola i Marcin z Warszawy.

http://dannyboyy.org


Marcin to warszawski polityk. Jak go znam, to zapewne będzie startował w najbliższych wyborach samorządowych. Jest też prezesem stołecznego klubu koszykarskiego. Chłodnym okiem potrafi ocenić sytuację polityczną w stołecznym ratuszu, zganić samowole budowlane, przekręty Bufetowej. Potrafi też, najczęściej celnie podsumować bieżące wydarzenia społeczne i polityczne. W zeszłym tygodniu skomentował mój felieton dotyczący Ukrainy. Uznał, że napisany został z dozą naiwności. Ale pochwalił, że ładnie napisany.

A pisałem o tym, że bunt na Majdanie zaczął się od środowisk twórczych, że to artyści i dziennikarze rozpoczęli protesty, świadomie sprzeciwiając się polityce Janukowycza. Pisałem o zrywie wolnościowym, o rewolucji, o krwi na rękach prezydenta, już na szczęście byłego oraz o Putinie. Być może naiwnie. Bo najpewniej jest tak, jak uważa Marcin, zgadzając się z analizą całej ukraińskiej sytuacji, (pióra Rostislawa Wygranienko http://www.wprost.pl/ar/437311/Kilka-uwag-na-temat-sytuacji-politycznej-na-Ukrainie/?pg=0), że protestem na Ukrainie sterują oligarchowie, nie ma podziału na proeuropejski Zachód i postsowiecki Wschód. Tu nacjonalizm, a tam sentymentalne powroty do radzieckich wspomnień wielkiego przemysłu i bogacących się fortun oligarchów. Tu lwowskie kawiarnie, a tam czarne kopalnie Donbasu. Być może naiwnie wierzę, że Kliczko nie ma za sobą ukrytego z workiem pieniędzy bogacza. Bo jak to możliwe, że zaszedł tak wysoko bez zastrzyku gotówki? Marcin całkowicie zgodził się z tezami wnikliwej analizy z „Wprost”. Mnie ona zastanawia, zaciekawia, rozumiem, ale zgodzić się nie chcę. Być może to naiwność, może polityczna niedojrzałość.

Kaśkę kojarzyłem sprzed kilku lat z festiwalu Opolskie Konfrontacje Teatralne. Pisała i redagowała wówczas teksty do gazetki festiwalowej. Robiła wywiady z artystami, była zajęta, nie rozmawialiśmy ze sobą, nie znaleźliśmy na to czasu, niezbyt się znaliśmy. Wtedy wielbicielka repertuarowych pozycji z Teatru Kochanowskiego, przesiadywała na próbach generalnych, poznawała aktorów, aż w końcu sama zaczęła reżyserować. Chociaż na studia reżyserskie już się nie dostała.

W towarzystwie Kaśki spędziłem czwartkowy wieczór w Opolu. Przyjechała na chwilę z Holandii, gdzie pracuje przy pakowaniu kwiatów, drugi już rok. Zarabia, a prócz tego pracuje pośród tulipanów nad scenariuszem spektaklu o Baczyńskim. Gdy opowiada o sztukach, o scenariuszu zapalają jej się oczy, pojawia się ta pasja, którą znam z rozmów z ludźmi teatru. Późno w nocy rozmawialiśmy też o Ukrainie. Puszczaliśmy w kuchni hymn Majdanu, trochę się posprzeczaliśmy. Próbowałem jej, tak, jakby to robił Marcin, wytłumaczyć, że przecież to jest polityka, walki stronnictw, Rosja i Putin, kurek z gazem, ropa, Zagłębie Donieckie, rosyjski Krym. Kaśka słuchała i powtarzała, że to nie polityka, bo skoro giną ludzie to to zwykłe mordowanie jest. Skoro snajperzy celują do kobiet z opaskami sanitariuszek to jak to nazwać? Wydawała mi się w tej kuchni za stołem jeszcze bardziej naiwna niż ja.


Ale w tym sprzeciwie, prostolinijnym, gorliwym bardzo, Kaśka jest autentyczna. Podobnie jak ludzie na Majdanie, jak tysiące Polaków, którzy solidaryzowali i solidaryzują się z Ukraińcami, z ich walką o wolny kraj. Następnego dnia, w południe, pod pomnikiem przy opolskim deptaku zorganizowała akcję performatywną: przy dźwiękach pieśni z Majdanu, wraz z czwórką znajomych, szła wolno, w szeregu, niosąc ukraińską flagę. W Opolu, gdzie mieszka spora grupa Ukraińców oraz potomków Polaków z Kresów, które ma flagę miejską w tych samych kolorach co Ukraina. To pewnie przypadek, taka ukraińska flaga, tyle że z odwróconymi kolorami: niebieskim i żółtym. Na dźwięk karabinu maszynowego aktorzy padali na bruk. Parę sekund na nim leżeli, wstawali i powtarzali akcję. Parę godzin wcześniej, nad ranem była tym strasznie podniecona, zajarana, jak mawia mlodzież. Kaśka zaimponowała mi autentycznością, wiarą w ludzi i w proste gesty. Marcin imponuje mi przenikliwością i chłodną oceną zdarzeń. Stoję gdzieś pomiędzy nimi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz