piątek, 14 lutego 2014

„Kamienie w kieszeniach” Marie Jones, reż. Łukasz Witt-Michałowski, Scena Prapremier InVitro. Opisuje Kalina Filip.

fot. Maciej Rukasz

Sprawdźcie przed wyjściem kostiumy.”
Małą irlandzką wioską wstrząsnął przyjazd ekipy filmowej z Hollywood. Prawie wszyscy mieszkańcy dostali angaż jako statyści. „Kamienie w kieszeniach” to zabawna opowieść o kulisach przemysłu filmowego, opowiadana z zaplecza, zza toi toia.

„Cisza na planie!” Mateusz Damięcki gra statystę, rozhisteryzowaną asystentkę producenta, ostatniego żyjącego statystę z filmu „Spokojny człowiek”, nastoletniego ćpuna oraz geja – asystenta gwiazdy Hollywood – Caroline. Bartosz Kasprzykowski natomiast wciela się w postać statysty, producenta, Caroline (Hollywoodzkiej Gwiazdy) i reżysera posiadających manierę amerykańskiego akcentu oraz ojca nastoletniego ćpuna. Aktorzy zmieniają postaci płynnie, co tworzy dynamikę spektaklu.

„Tu się roi od hollywoodzkich Gwiazd!”. Nie brakuje interakcji aktor-widz. Na początku spektaklu Kasprzykowski chodząc między rzędami pyta: „Dostaliście bezy cytrynowe przy wejściu?”. Od tej chwili widz zostaje zaangażowany w wydarzenia na scenie, staje się statystą. W niektórych scenach aktorzy niemal dotykają widzów, Kasprzykowski (jako statysta) prosi o podanie odpowiedzi na pytanie „Dokąd jedzie ta fura?” zwracając się do konkretnej osoby.

Autorem scenografii był Marek Braun. Na scenie stały trzy toi toie. Aktorzy wykorzystali ich części jako rekwizyty: pisuar stał się tubą, odświeżacz powietrza krótkofalówką. Znaczenie poszczególnym przedmiotom nadawały postaci. Toi toie były przesuwane, przewracane, układane w różny sposób. Raz przypominały wnętrze przyczepy w której mieszka Gwiazda, innym razem wnętrze baru.

W momencie, kiedy zdajemy sobie sprawę, o czym tak naprawdę jest ten spektakl, przestajemy się śmiać. To tragiczna i dramatyczna opowieść o ludziach, o świecie w którym żyją. Skonfrontowano dziecięce marzenia z rzeczywistością. Jeden z bohaterów, popełnia samobójstwo, po tym jak nie został zatrudniony jako statysta. Dowiadujemy się, że w wieku siedmiu lat chciał mieć najlepsze stado krów w całym hrabstwie. Niestety, konfrontacja marzeń z rzeczywistością bywa okrutna. W wieku siedemnastu lat nie stał się sławnym hodowcą bydła, lecz największym ćpunem w wiosce.

Kolejnym tematem był problem pracy wkraczającej we wszystkie dziedziny życia. Jesteś zatrudniony, od siódmej do szesnastej i masz być w stu procentach produktywny, prywatne sprawy zostaw przed wejściem. Nie możesz dostać urlopu, by iść na pogrzeb, ponieważ masz ważny projekt, finalizujesz kontrakt. Śmierć, pogrzeb przyjaciela, łzy to wszystko po godzinach, teraz kręcimy finałową scenę filmu – wielkie, radosne wesele. Wstań, uśmiechaj się i tańcz. Cóż znaczy twoja strata wobec sceny wartej miliony dolarów?

Został również poruszony problem zobojętnienia na cierpienie, którego jesteśmy świadkami. W jednej ze scen w filmie, statyści stoją i milczą przyglądając się eksmisji rodziny. Jeden z nich (Damięcki) buntuje się, krzycząc „Wywalają całą rodzinę na bruk, a my nie mówimy ani słowa?! Może byśmy coś powiedzieli?! Wreszcie byli sobą! Może na przykład: Wy skurwysyny!” Scenariusz filmu nie zostaje jednak zmieniony.


„Czy on nie może brać tabletek, jak wszyscy normalni ludzie?” Po raz kolejny widzimy, że to my jesteśmy dla systemu, a nie system dla nas. Kultura masowa, mass media, korporacje, etaty, Gwiazdy filmowe, narkotyki, a gdzie jest miejsce dla człowieka? Pamiętajcie, „jemy tylko podczas ujęcia”, „sprawdźcie przed wyjściem kostiumy”, trzymajcie się scenariusza i… „cisza na planie!”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz