piątek, 7 lutego 2014

Felieton: Incognito.

http://dannyboyy.org

Lublin. Od dworca ciągnie się intensywny zapach cebularzy. M. jak tylko przyjechał, to chciał skosztować lokalnego przysmaku. A. również wczoraj smakowały, ta smakowa i zapachowa mała rewolucja. Tanio, bo po złotówce. Tu w ogóle jest tanio. Tuż obok piekarni, grupa panów w dresach. Pierwszy z brzegu pyta, czy chcę coś do palenia. Nie chcę. Dalej, na płocie reklama fryzjera, a dokładniej fryzjerek. Strzyżenie erotyczne. Zastanawiam się, czy panie obsługujące w salonie na Lubartowskiej podobne są do pani na płachcie reklamy doczepionej do płotu. Zastanawiam się, czy można dotykać pani solarycznie pięknej o kruczoczarnych włosach i jędrnych piersiach.

Plac Litewski. Fontanna zamarznięta, ławki oblodzone, ślisko i pusto. Latem to główny punkt spotkań starszych pań i panów. Plotki, ploteczki a w poniedziałek omawianie kazań z pobliskich kościołów. A panowie to różnie. Ci po lewej w szachy cały dzień w skupieniu. Ci po prawej, taksówkarze w karty tną. Latem, w południe siadam na ławce. Dosiada się para sześćdziesięciolatków. Grzecznie pytają, czy nie będą przeszkadzać. Piszę tekst, nie przeszkadzają. Wołają Szymka. Nikt do nich nie podchodzi. Trwa to wołanie już z kwadrans. Nie wytrzymuję, pytam kim jest Szymek, co to postanowił nie przyjść. Pani grzecznie tłumaczy, że od trzech lat zawsze przychodził. Na okruszki. Zaprzyjaźniony gołąb Szymek. A dziś nie wiadomo czemu nie przyszedł. Może w Matki Boskiej Zielnej postanowił zmienić jadłospis. Podchodzi gość w moim wieku, pyta czy może skorzystać z komórki. Przychodzi już trzeci dzień z rzędu. To tak już trzy doby krąży wokół ławek, o telefony pyta? Odmawiam. Pyta o laptopa, którego również odmawiam. Ma czeski akcent. Czeski akcent? Na Placu Litewskim, na którym stoi pomnik Marszałka. Taki gest przyjaźni polsko-litewskiej.


W pobliskiej Żabce staruszka przede mną kupuje kilo ziemniaków i cebulę. Jak mówi – kupuje dzisiejszy obiad. Wyciąga z chustki monety. Dorzucam kilka groszy i zmykam, znikam w bramie na Niecałej. Dwóch pijaczków mocno wczorajszych uśmiecha się przyjaźnie. Odpowiadam uśmiechem. Biegnę na próbę do restauracji, gdzie co miesiąc robimy czytania współczesnych dramatów. Łyk pieprzówki na rozgrzanie, bo zimno. Kolejny dzień w Lublinie. Incognito.

3 komentarze:

  1. Wielki Pan Bartek Miernik! z Podkarpacia! z metropolii. Pozdrawiam. K G

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciarki przechodzą mnie na samą myśl o tym mieście.

    OdpowiedzUsuń