sobota, 15 lutego 2014

Felieton: Dla Tomasza Koniny mam plan D.


http://dannyboyy.org

Ubolewa Tomasz Konina, dyrektor Teatru im. Kochanowskiego w Opolu i Opolskich Konfrontacji Teatralnych, że flagowy okręt opolskiego teatru (39. edycja OKT) się nie odbędzie. Komisja ministerialna nie sypnęła w tym roku Koninie groszem. Podobnie nie sypnęła rok temu na stołeczny festiwal mimów. Ubolewał rok temu dyrektor warszawskiego festiwalu, teraz boleje dyrektor opolskiego. A zamiast ubolewać, powinni zastanowić się, czemu komisja merytoryczna poskąpiła dotacji na festiwal. Chętnie pomogę Koninie uporać się z odpowiedzią na to pytanie. Uprzednio jednak dołączę do dyrektorskiego bólu, spróbuję łzę uronić, zgiąć się w pół w szlochu, boć jakaż to strata niepomierna, że nie przyjedzie w kwietniu do Opola gromadka ulubieńców dyrektora. Ale nim o dyrektorskich ulubieńcach, to zróbmy krótki przegląd lokalnej prasy.

W artykule sprzed kilku dni, z opolskiej Gazety Wyborczej czytamy, że Konina przygotowany ma plan B – a nuż minister kasę wysupła podczas odwołań i rzuci Opolu, ale jest i plan C. „Planu C, czyli „co będzie jeśli się nikt nie dołoży”, nie biorę na razie pod uwagę, bo to by oznaczało że konfrontacji nie będzie – mówi Tomasz Konina.” Rzutka dziennikarka Anita Dmitruczuk, która pisała tegoroczny tekst o Koninowych boleściach, napisała ponad rok temu podobny. Tyle, że nie szło o szantażowanie ministra, a marszałka. Pisała Dmitruczuk: „Dyrektor Teatru im. Kochanowskiego co jakiś czas stosuje tę samą sztuczkę: stwarza atmosferę zagrożenia, potem stawia marszałka pod ścianą i czeka: da więcej pieniędzy czy nie da? Tym razem jednak może się przeliczyć.” Szło Drodzy Państwo dokładnie o 500 tysięcy złotych, czyli sumę o jaką pomniejszono dotację na 2013 rok. Konina zamiast umówić się z marszałkiem na kawę, pójść do wydziału kultury, sięgnął po szantaż. Stwierdził mianowicie, że skoro taka mała dotacja, to on nie osiem premier da w sezonie a dwie. Rachuję sobie i wychodzi mi że opolski teatr za pół miliona tworzy sześć premier. Tanio, myślę, potrafią oszczędzać. Tylko na co w takim razie poszła w 2013 roku sześciomilionowa dotacja? Na reżysera na etacie? (Maja Kleczewska) Pyta Dmitruczuk: „Po co spec od promocji? I wreszcie spec – o ironio – od pozyskiwania sponsorów?” i dodaje: „postawa Koniny nikogo dziwić nie może, bo nowością żadną już nie jest. Kiedy wpadł na skądinąd fajny pomysł, by Agnieszka Holland wyreżyserowała w Opolu spektakl, to skończyło się to tym, że marszałek musiał w trybie awaryjnym dorzucić pieniędzy, żeby hucznie zapowiedziane wydarzenie mogło się odbyć i żeby Opole uniknęło blamażu. A od co najmniej dwóch lat Konina podkreśla, że pieniędzy ma tak mało, że zastanawia się, czy Konfrontacje Teatralne – flagowy festiwal „Kochanowskiego” – w ogóle się odbędą. Za każdym razem jest to samo: wytwarzanie atmosfery zagrożenia i stawianie marszałka pod ścianą, by dał więcej pieniędzy. Tym razem jednak Konina może się przeliczyć.” („Teatr rozdziera szaty nad 500 tys. zł. Warto?" Anita Dmitruczuk, Gazeta Wyborcza – Opole, 04.12.2012.)

Konina, gdy przypatrzeć się temu, jak funkcjonuje opolski teatr dostałby noty grubo poniżej średniej. Opolski teatr stał się w ostatnich latach firmą, w której kasę zarabia grupka znajomych dyrektora. Pojawiają się wciąż te same reżyserskie nazwiska: Świątek (która to już szansa dana reżyserowi, co to ma zasadnicze problemy z prowadzeniem aktora na scenie), Garbaczewski (tu nawet nie ma co wspominać o prowadzeniu aktora), czy Kleczewska (zapewne w przyszłości ciepła dyrektorska posada, na razie bezpieczna posada etatowego reżysera).

Próżno szukać werdyktu zeszłorocznego festiwalu na stronie internetowej teatru. Sięgam więc do prasy, by werdykt sobie przypomnieć. Pamiętam zeszłoroczne oburzenie moich kolegów parających się teatralną krytyką, gdy w prasie ukazał się ów werdykt. Otóż Grand Prix zeszłorocznych Opolskich Konfrontacji Teatralnych „Klasyka Polska 2013” przyznano "Iwonie, księżniczce Burgunda" z... Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu. No właśnie. Ale może opolskie festiwale już tak mają, że ich sternicy wstawiają miejscowe spektakle do konkursu festiwalowego. Podobnie, jak dyrektor Konina, postępuje przecież dyrektor Kobyłka – sternik miejscowego teatru lalek. Spójrzmy, do jakiej patologicznej sytuacji to prowadzi. Konina – dyrektor festiwalu, a jednocześnie dyrektor teatru zaprasza do udziału w jury Jacka Poniedziałka, znanego aktora. Wstawia spektakl z Kochanowskiego do konkursu OKT, pośród czterech innych, zaproszonych na festiwal przedstawień. Wynagrodzenie dla jurora Poniedziałka idzie z puli środków przyznanych na organizację festiwalu. Festiwal organizuje, przypominam Teatr im. Kochanowskiego. Biuro promocji teatru, tuż po ogłoszonym werdykcie, wysyła następujący komunikat do mediów: „Iwona, księżniczka Burgunda", w reż. Krzysztofa Garbaczewskiego z opolskiego Teatru została obsypana nagrodami na 38. Opolskich Konfrontacjach Teatralnych! Spektakl zdobył GRAND PRIX tegorocznej edycji festiwalu, w tym dla Krzysztofa Garbaczewskiego za reżyserię i scenografię i dla Marcina Cecko za dramaturgię i opracowanie muzyczne. Ponadto nagrodę za rolę Królowej Małgorzaty otrzymała Grażyna Misiorowska, a za rolę Księcia Filipa nagrodzony został Paweł Smagała”. Zatem nagroda powędrowała do miejscowego teatru, do organizatora OKT. Chcecie appendix? Proszę bardzo: juror Poniedziałek zaproszony został do... reżyserowania w tym sezonie „Szklanej menażerii” Tennessee Williams w Teatrze im. Kochanowskiego rzecz jasna. Dodajmy, że wynagrodzenie za reżyserię dla aktora Poniedziałka popłynie tym razem już bezpośrednio z budżetu teatru.

W „Kochanowskim” planowane są międzynarodowe projekty, na przykład polsko-turecki, którego opolska część zostanie rozszerzona o adaptację dzieł Prousta. Zgadnijcie Państwo w czyjej reżyserii ta adaptacja? Reżyserię Tomasz Konina zadecydował się powierzyć „najlepszemu reżyserowi, najlepszego spektaklu zeszłorocznych Konfrontacji”, czyli reżyserowi „Iwony”, Krzysztofowi Garbaczewskiemu. I tak koło się samo zamyka. Opolski teatr ma też zaproszenia na wyjazdy z „Iwoną, księżniczką Burgunda” na Białoruś do Mińska.

Sporo dochodzi do mnie gorzkich, smutnych głosów z Opola, z miasta, którego dyrekcję Bartosza Zaczykiewicza wspomina cała teatralna Polska. To przecież kiedyś właśnie do Opola jeździliśmy na świetne spektakle Marka Fiedora. A dziś? Dziś kipi tam w aktorskich garderobach. Mówi się o zamykaniu i przejmowaniu związków zawodowych przez osobę bliską dyrektorowi, o straszeniu aktorów. Piszą mi osoby z opolskiego środowiska teatralnego, że mają już dość, że dyrektor zupełnie nie ma pomysłu na Konfrontacje i że najchętniej pozbyłby się festiwalu tak, jak wyciął znacznie przecież tańsze dni dramaturgii współczesnej ODRAMA. Dziwią decyzje Koniny, dotyczące zwolnień aktorskich, dokooptowywanie aktorów gościnnych, organizowanie jakichś castingów. W repertuarze „Kochanowskiego” mamy obecnie osiem spektakli w reżyserii dyrektora , a szykuje się dziewiąty: Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa”. Przeglądając listę realizatorów ciekawi pozycja: współpraca dramaturgiczna: Katarzyna Dudek (na co dzień kierownik literacki i rzecznik prasowy teatru), bo przecież adaptacji dokonał już Glyn Robbins. O wiele jednak bardziej zaskakuje konsultacja teologiczna Rafała Mościckiego, na co dzień specjalisty ds. sponsoringu i edukacji. Cóż to za wybitne zdolności teologiczne posiada Pan Rafał? Czepiam się, a tak po prawdzie to zazdroszczę wszechstronnych zdolności pracownikom „Kochanowskiego”.
Zespół tego teatru, słynący niegdyś z jakości i jedności zaczął pękać. Osoba z teatru mówi mi, że stworzyła się grupka prodyrektorskich aktorów i aktorek, przy których trzeba w garderobach i na korytarzach ściszać głos, by nie powiedzieć czegoś niepopularnego. Teatr ma istotnie problemy finansowe, które odbijają się na jakości pracy aktorów i pracowników technicznych. Na 36 grudniowych pozycji w repertuarze, 32 są w reżyserii dyrektora. Farsy, bajka i spektakl muzyczny. Pracownik teatru: „to jest ciągnięcie kasy w żywe oczy. Dyrektor, „reżyseruje” po 2, 3 sztuki w sezonie po stawkach nie ulgowych, a wyższych krajowych. Przesuwa zaplanowane premiery z obsadą na tablicy ogłoszeń i wyznaczoną datą o pół roku, a sam jedzie robić operę do Poznania. Zostawia zespół bez dodatków.”

Wracając do OKT, czyli festiwalu tworzonego za pięćset tysięcy złotych. Wydarzenie „nie dostało dofinansowania z ministerstwa kultury. Teatr w Opolu wnioskował o trzysta. Dyrektor placówki złożył już odwołanie i liczy na jego pozytywne rozpatrzenie przez resort. Będzie też rozmawiać o wsparciu imprezy przez urząd marszałkowski. - Gdyby odmówiły ministerstwo i urząd trzeba byłoby odwołać konfrontacje – powiedział Konina.”. (PAP) Jakie to wybitne dzieła pragnie zaprosić Konina na tegoroczny festiwal? „oprócz „Wesela” czy „Nie-Boskiej komedii” chcieliśmy wystawić współczesną wersję „Balladyny”. Dodam, w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego. By nie było wątpliwości co to typów dyrektorskich, Konina mętnie i ogólnie próbuje motywować swoje wybory: „by przestać udawać, że polska klasyka nie inspiruje współczesnych twórców. Polska klasyka literatury nie jest zabytkiem, tylko fantastycznym materiałem dla teatru”.


Tomaszowi Koninie kończy się powoli kadencja. Dotychczasowa formuła OKT nie zdała egzaminu. Może czas, by miasto Opole zastosowało plan D i pozbyło się... Konfrontacji i Koniny. Może czas skrócić tę mającą potrwać jeszcze półtora roku farsę? Teatry dramatyczne i lalkowe szykują przedstawienia do konkursu Klasyka Polska. Już zaczynają powstawać premiery klasycznych polskich sztuk, lada miesiąc nastąpi ich wysyp. Może warto, by festiwalem zajął się ktoś, kto rozumie klasykę, kto z nią dialoguje. Czas, by zajął się nią reżyser lub teatrolog, w każdym razie dyrektor nowego festiwalu, który ją zwyczajnie lubi. Nie chcę wskazywać palcem, ale jest w kraju miasto, którego dyrektorzy obu teatrów mogliby śmiało udźwignąć ciężar organizacji ogromnego, bo zasilanego ponad milionowym budżetem, festiwalu polskiej klasyki. Po co zostawiać organizację komuś, kto się ani na tym nie zna, ani tego nie rozumie. A i formułę konkursu czas odświeżyć.

5 komentarzy:

  1. jakie to miasto? Łódź? Wrocław? Poznań?

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba jednak łatwiej być recenzentem niż dyrektorem teatru. Zgadza się pan ze mną?

    OdpowiedzUsuń
  3. To dwa różne zawody. Grunt to oba wypełniać rzetelnie. Jak pisał mój autorytet: warto być przyzwoitym. Jakie miasto? Niech zostanie tak, jak napisałem w tekście. Na razie niech tak zostanie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Co Pan rozumie pod pojęciem rzetelność? O przyzwoitość nie muszę już pytać po wnikliwej lekturze tekstu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładność i precyzyjność faktograficzna. A w felietonie dodatkowo, przynależna do tego gatunku literackiego, subiektywność ocen.

      Usuń