sobota, 1 lutego 2014

„Bolesław Śmiały” reż. Bartosz Zaczykiewicz / Andrzej Seweryn, Teatr Polski w Warszawie. Opisuje Kalina Filip.

fot. Marta Ankiersztejn

Wstyd nas spoli!”

Dawno nie widziałam tak złego spektaklu. Niestety, współpraca Bartosza Zaczykiewicza z Andrzejem Sewerynem i stołecznym Teatrem Polskim nie powiodła się. Miałam wrażenie, że oglądam spektakl bardzo słabego teatru amatorskiego, okropnie wyreżyserowany, a właściwie prawie wcale niewyreżyserowany. Poprzednia premiera, „Odprawa posłów greckich”, nie wprawiła mnie w zachwyt, ale w porównaniu z tym spektaklem była zdecydowanie lepsza.

W roli Króla Bolesława Śmiałego wystąpił Piotr Cyrwus. Bardzo wątpliwy wybór, zwłaszcza, że jest to aktor grający przez większość kariery role drugo-, trzecioplanowe. Czyli śmiało można było sądzić, że ów aktor nie podoła roli, na której budowany jest spektakl. Od pierwszego aktu wiadomo, kiedy aktor skończy wypowiadać kwestię, by "spontanicznie" mu przerywając, odezwała się partnerująca mu postać. Trudno było podążać za dramatem Wyspiańskiego, gdyż w kwestiach Króla Piotr Cyrwus mylił się. Mylił się okrutnie, chociaż... tekst posiadał rymy.

Spektakl trwa 130 minut, a po pół godzinie miałam ochotę wyjść. Zostałam z czystej ciekawości, zadawałam sobie pytania: co jeszcze się wydarzy, czym mnie zaskoczą aktorzy, jakie jeszcze środki zostaną użyte? Z każdą kolejną minutą otwierałam szerzej oczy ze zdziwienia.

Bolesław Śmiały” to nie płynnie opowiedziana historia, a raczej sekwencja dialogów i scen. Między postaciami nie ma komunikacji, relacji. Wykorzystano wszelkie możliwe efekty, aby zainteresować widza i nieco odwrócić uwagę od fatalnej gry aktorskiej. Świeczki, nagość, rozpędzone dymiarki, aktorzy rzucający w Króla grudkami ziemi, deszcz padający na Bolesława w ostatnim monologu oraz ogromna belka wisząca nad aktorami, imitująca w jednej ze scen stół, podest. W kolejnej scenie belka wisi krzywo, mając zgnieść postaci na scenie?

Ruch sceniczny zaciekawia, aktorzy sporo biegają, często stają w rzędzie. Najciekawsze rzeczy dzieją się jednak na drugim, trzecim planie, w głębi sceny. Aktorzy, nie można powiedzieć, że tańczą, raczej odtwarzają taneczne figury. Kroczą ze świecami wokół wielkiego betonowego obelisku w głębi sceny. Warto zaznaczyć, że to wszystko dzieje się podczas monologów Piotra Cyrwusa.

Na stronie internetowej Teatru Polskiego, w opisie spektaklu czytamy: „Tragiczny w skutkach konflikt króla Bolesława Śmiałego i biskupa Stanisława, a kształtowanie się państwowości polskiej w pierwszych wiekach chrystianizacji. Historia Polaków zmitologizowana przez wizjonera polskiego teatru – Stanisława Wyspiańskiego.” Wątek tworzenia się państwowości polskiej został sprowadzony do podboju przez Bolesława Śmiałego Rusi. Zwłaszcza do zdobywania tamtejszych kobiet. W spektaklu Król jawi się jako zdradzający, rozbuhany ogier, jeżdżący na Wschód tylko w jednym celu. W opozycji do niego została nakreślona sylwetka biskupa Stanisława, postać niemal pomnikowa. Może Król okazywał zainteresowanie wieloma kobietami, jednakże jego wkład w kształtowanie się państwa polskiego był nieoceniony. Bardzo żałuję, że spektakl nie został osadzony wokół problemu rozdziału państwa i kościoła. Dzięki temu tekst Wyspiańskiego zyskałby na aktualności.

5 komentarzy:

  1. a już liczyłam na to, że Rysiek z Klanu pociągnie:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezus Maria, kto Pani pozwolił pisać recenzję? To podobno profesjonalny blog a nie trzecia klasa gimnazjum...
    ŻENUJĄCY poziom, żadnej wiedzy, żadnego przygotowania, jedyne co pozostaje to chora ambicja do bycia recenzentką - nie... długo nią pani nie zostanie... Panie Bartłomieju litości... to kompromitacja... TD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podzielam, jak dziewczynka, która nie ma żadnego doświadczenia może pisać...i oceniać co gorsza. Zgroza.

      Usuń
  3. Nie potrafię ocenić wiarygodności recenzji ani spektaklu, jako takiego, bom go nie widziała, ale poniżej zamieszczam dość kontrastową opinię znanego polskiego aktora. (a więc raczej profesjonanlą)
    Skałka na Karasia
    Kilka uwag i refleksji, które nasunęły mi się po wczorajszej premierze w Teatrze Polskim im .A. Szyfmana w Warszawie. (30.01.2014r.)
    Trzeba być niezwykłe chrobrym, mężnym, dzielnym, albo zostać olśnionym przez Ducha Świętego, lub mieć w zespole kogoś takiego - kto bez charakteryzacji, a nawet bez znajomości tekstu – przypominał by głównego bohatera dramatu - by odważyć się, tu i teraz, na wystawienie w teatrze, sztuki „Bolesław Śmiały” Stanisława Wyspiańskiego.
    „Labirynt zwany teatr
    Którego przeznaczeniem
    Jak dawniej tak i teraz
    Było i jest służyć niejako
    Za zwierciadło naturze.
    Pokazywać:
    Cnocie - własne jej rysy
    Złości - żywy jej obraz
    A światu i duchowi wieku
    Postać ich i piętno”
    Tak pisał Wyspiański o teatrze. Tego wymagał od teatru. Bo takie - „było i jest jego przeznaczenie”.
    Bardzo lubię i z ogromną przyjemnością chodzę do Teatru Polskiego w Warszawie, szczególnie teraz gdy dyrektorem tej sceny jest Andrzeja Seweryna. Mówią tu ładnie i wyraźnie. Pewnie rozumieją co mówią, bo jak wiadomo, dykcja jest funkcją mózgu. Tego należało by życzyć wszystkim pozostałym stołecznym teatrom i instytucjom teatropodobnym.
    Bartosz Zaczykiewicz jest człowiekiem inteligentnym, miłym i dobrym teatralnym majstrem. Zawdzięczam mu wiele cudownych chwil spędzonych na scenie. Nie będę opowiadał jaki stworzył spektakl, bo on sam wie to najlepiej.
    Iza Toroniewicz zawsze potrafi sporządzić aktorom sprzyjającą przestrzeń teatralną. Rozsypany na środku sceny piach, koresponduje mi jakoś ze znakomitym spektaklem telewizyjnym „Do piachu” Tadeusza Różewicza, w reż. K. Kuca, gdzie zmagający się dzisiejszego wieczoru z rolą tytułowego bohatera Piotr Cyrwus, stworzył niezapomnianą kreację, ale może mnie tylko się tak wydaje. Zboczenie zawodowe. Piotrowi, też nie śmiał bym dawać żadnych aktorskich uwag. My zawodowi kierowcy zawsze wiemy, kiedy przekroczyliśmy przepisy i gdzie przyhamować, żeby nie podpaść radarowcom.
    Dziękuję całemu zespołowi, to nie był dla mnie stracony wieczór. Sam sporo się nauczyłem. Zawsze lepiej jest się uczyć na cudzych błędach, jak mówi stare porzekadło.
    Współczuję Paniom. Wyglądają jak „siostry syjamskie”. Nie zaszkodziło by gdyby miały różniące się chociaż kolorystycznie sukieneczki, czy fatałaszki.
    Muszę wyróżnić Pana Krystiana Modzelewskiego, kreującego postać Biskupa. Wcale nie krzyczał, a robił wrażenie, dobra próba aktorska. Pan Dominik Łoś, jako Sieciech, zrobił co należało. Też bardzo dziękuję i gratuluję i czekam na jeszcze.
    Na zakończenie, niech mi będzie wolno…
    Na początku spektaklu pojawia się Pan Andrzej Seweryn.
    Zapala papierosa, albo cygaro.
    Przemawia do nas - / jak zawsze pięknie /- i znika.
    W pewnym momencie z pod sceny wydobywają się kłęby dymu.
    Co jakiś czas efekt ten się powtarza.
    Na koniec znowu pojawia się Pan Dyrektor.
    Przemawia do nas, ale już bez cygara.
    Czy to co ja myślę jest prawdą?.
    Czy Andrzej Seweryn przez cały spektakl kurzył pod sceną papierosy?

    Ryszard Jabłoński

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanowni Państwo, dziękuję za te komentarze. Trzeba posypać głowę popiołem i obiecać, że się zwyczajnie bardziej przyłożymy. Pani Kalina do merytoryki swoich recenzji, ja zaś lepiej, skrupulatniej i detaliczniej będę je redagował. Pani Kalinie nie brakuje wiedzy, konczy własnie studia humanistyczne. Zachęcam do lektury innych jej recenzji, ktorych sporo napisała - są dostępne na tym blogu. Razem z Panią Kaliną bylem widzem tego przedstawienia. Być może rynsztok żenady plynący wartko ze sceny ochlapał recenzentkę aż tak bardzo, że nie potrafiła się pozbierać by napisać cokolwiek dobrego na temat tego "dziełka". Radzę od Bolesława trzymać się z daleka, a Piotra Cyrwusa unikać na scenie. Aktor gwarantuje wstrząsające przeżycia.

    OdpowiedzUsuń