środa, 22 stycznia 2014

„Historie, których nigdy nie opowiedzieliśmy”, reż. Simone Sandroni, Lubelski Teatr Tańca / Centrum Kultury w Lublinie. Opisuje Kalina Filip.

fot. Maciej Rukasz
Jestem.

O czym są historie, których nigdy nie opowiedziałeś? Chciałbyś je opowiedzieć? Są smutne, zabawne a może tragiczne? Którą byś wybrał? Czego by się o Tobie dowiedział słuchacz?

Spektakl w reżyserii Simone Sandroni to historia czterech osób uwikłanych we wzajemne relacje, ograniczonych przestrzenią i czasem. Każda z nich walczy o uwagę, chce mówić, jednak za każdym razem kiedy podchodzi do mikrofonu coś, lub ktoś ją powstrzymuje. Słowa więzną w gardle, rozpoczęta wypowiedź zostaje przerwana.

Tancerze podbiegają do mikrofonów, prześcigają się w walce o uwagę widza. Nic nie mówią, ponieważ przy mikrofonie obok zjawia się kolejna osoba, lub dlatego że partner porywa do tańca. „Jestem” to pierwszym słowo, które wypowiadają. Mówiąc „jestem” podkreślamy swoje istnienie, uświadamiamy je sobie. Tancerze kolejno opowiadają krótką historię, a sposób wypowiedzi dostosowany jest do tematu. Po każdej opowieści, narrator odchodzi od mikrofonu i tańczy. Tym razem opowiada swoją historię gestem i ruchem.

Pierwsza historia, opowiadana przez Ankę (Anna Żak), traktuje o kobiecie łatwowiernej, naiwnej, łatwo się zakochującej, dającej się wykorzystywać. Historia opowiedziana nieco ironicznie, z dużą dawką humoru, mimo przebijającego się przez tę opowieść smutku. Żak tańczy w sposób zmysłowy, subtelny. Jest pewna swej kobiecości a jednocześnie bezbronna i krucha. Druga historia, opowiadana przez Wojtka (Wojciech Kaproń), jest o altruiście, żyjącym szybko, myślącym, mówiącym, szybko. „Żyję szybko, jestem szybki.” Tańczy w sposób chaotyczny, dynamiczny, impulsywny. Kolejna opowieść, Beaty (Beata Mysiak), to historia rozdrażnionej do granic możliwości koleżanki z biura. Dziewczyna nie wytrzymuje zachowania krytykującego wszystko i wszystkich kolegi, Ryszarda Kalinowskiego. Krzyczy na niego, nie daje mu dojść do słowa. Szturcha go i popycha, gdy ten chce mówić.

Wreszcie do głosu zostaje dopuszczony Rysiek (Ryszard Kalinowski). Jego opowieść to historia sfrustrowanego mężczyzny, irytującego kolegów z pracy swoim zachowaniem, ciągłymi pretensjami, awanturami o błahostki. „Nie traktujecie mnie wystarczająco poważnie.”, mówi. Wszczyna awanturę o zjedzony batonik, czy wypitą wodę, jego własną wodę. Tancerze w tym czasie stoją przy mikrofonach, nie odzywając się. Wreszcie nie wytrzymują i wychodzą, zostaje sam Kalinowski, wciąż krzycząc. Cała sytuacja jest dość zabawna do czasu, kiedy tancerz zaczyna wymieniać kolejne wady postaci. W tym momencie uśmiech znika z twarzy widza. Nagle widzimy człowieka odsłaniającego przed nami swój wewnętrzny świat, mówiącego o tym, czego nie chcemy o sobie wiedzieć, do czego się często nie przyznajemy. Lista wad jest długa. „Jestem impulsywny, agresywny, kłótliwy, nie trzymam tempa w tańcu, najlepsze spektakle mam jeszcze przed sobą.” Tańczy w sposób dynamiczny. Obserwujemy powtarzalną sekwencję ruchów. Tancerz zastyga na krótkie chwile w zabawnych pozach. Następnie Rysiek przedstawia swoją wizję idealnego spektaklu, który reżyseruje i w którym gra. Piękne blond modelki o nogach do nieba, dwa słońca, fale, woda, trawa, ukwiecone huśtawki, spadające płatki róż. Teatr jest ogromy, nieograniczony ścianami, gra w nim orkiestra, a on na falach, wśród przepięknych blond modelek tańczy i śpiewa.

Wraca trójka tancerzy. Dowiadujemy się, za co wzajemnie siebie cenią. Wypowiadają kwestie rozpoczynając od słów „(imię), bez Ciebie…” i tańczą na przemian. „Aniu, bez Ciebie zabrakło by kogoś, kto żyje marzeniami.” Przy mikrofonie zawsze stoi osoba komplementująca i komplementowana, pozostała dwójka tańczy. Taniec tym razem jest energiczny, dynamiczny i lekki.

Jesteśmy tancerzami!” W kolejnej części na ekranie za tancerzami wyświetlane są ich zdjęcia z dzieciństwa, pierwszych lekcji tańca. Artyści opowiadają o swoich najlepszych, najgorszych, pierwszych doświadczeniach związanych z tańcem. Historie są zabawne, czasem zawstydzające opowiadającego. Dowiadujemy się, kim chcieli być w dzieciństwie (nauczycielem, kierowcą tira). Następuje drastyczna konfrontacja dziecięcych marzeń z rzeczywistością. Z marzeń pozostało wspomnienie, dziś są tancerzami Lubelskiego Teatru Tańca.

Zaśpiewam piosenkę. Myślą, że tańczę bo nie umiem śpiewać.” Ostatnia część jest swego rodzaju manifestem. Tancerze początkowo spokojnie wypowiadają zdania rozpoczynające się od słów „Nie tańczę po to/ dlatego/ żeby”. Mówią coraz głośniej, przekrzykują się, w pewnym momencie już nie słychać słów, tylko krzyk. Zagłusza ich coraz głośniejsza muzyka. „Nie tańczę po to, żeby być sławnym! Nie tańczę po to, żeby nie brać viagry! Nie tańczę dlatego, że lubię jak na mnie patrzą! Nie tańczę dlatego, że nie mam wyższego wykształcenia! Nie tańczę dlatego, że nie potrafię nic innego robić w życiu! Nie tańczę dlatego, że taniec jest lepszy od seksu!”

Beata Mysiak i Wojciech Kaproń przy mikrofonach po prawej i lewej stronie wykrzykują zdania manifestu. Anna Żak i Ryszard Kalinowski tańczą na środku sceny. Następnie Mysiak i Kaproń pociągając za sznurki przy ścianach uwalniają spadające na scenę balony. Część balonów napełniona jest powietrzem a część wodą. Woda rozbryzguje się, powstają mokre plamy. Dwójka tancerzy dołącza do pozostałych. Tarzają się po podłodze, rozchlapują wodę, podczas tańca rozbierają się do bielizny. Sposób, w jaki tańczą, pełen jest erotyzmu, pasji i namiętności. Mokre włosy oblepiające kark i ramiona tancerki, kapiąca z nich woda, mokra bielizna przylegająca i opinająca ciało tancerza, sprawiają że jest to jedna z najbardziej zmysłowych scen spektaklu. Tancerze uwolnili swoje ciała z ubrań, które ich ograniczały, stali się wolni, aby w pełni poświęcić się temu co kochają najbardziej, tańcowi, uwalniając przy tym ogromny ładunek emocji.


Historie, których nigdy nie opowiedzieliśmy” to słodko gorzka opowieść o relacjach międzyludzkich, o interakcjach, w jakie wchodzimy, czasem świadomie a czasem nie. W spektaklu została zawarta również krytyka obecnych czasów, zbyt szybkiego tempa życia i stereotypowego myślenia. Sposób opowiedzenia historii, połączenie tańca ze słowem uświadamia, jak wiele możemy przekazać bez użycia słów, a jedynie mową ciała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz