piątek, 10 stycznia 2014

Felieton: Niefortunny zbieg okoliczności.

No dobra, jestem w stanie uwierzyć, że to był przypadek. Zdarza się. Duże miasto, sporo wydarzeń kulturalnych no i poszło. Cofnijmy się w czasie. Mamy marzec 2012 roku, warszawski Teatr Syrena kończy pracę nad premierą „Plotki” w reżyserii Wojciecha Malajkata, dyrektora tej sceny. Słupy na mieście zostają oklejone dość charakterystycznymi i zapadającymi w pamięć plakatami. Na nich portret mężczyzny w średnim wieku pod krawatem. Co charakterystyczne: całą twarz ma zapisaną tekstem. Odręcznym, jakby ktoś pisał piórem. Autorem świetnego pomysłu jest znany grafik Łukasza Murgrabia. Na twarzy Tomasza Sapryka, odtwarzającego postać François Pignona możemy przeczytać, że „znajomi znajomych znajomych widzieli go ponoć, jak kompletnie pijany wsiadał do taksówki”. Sztuka bawi ciągiem nieprawdopodobnych zdarzeń. Główny bohater, bojąc się zwolnienia z pracy w fabryce prezerwatyw rozpuszcza wieść, że jest gejem. Bo geja przecież nie zwolnią.


Nieprawdopodobne zdarzenia, niefortunne zbiegi okoliczności zdarzają się niekiedy w teatralnym środowisku. Przypomniałem sobie o tym plakacie, gdy zobaczyłem plakat do „Mistrza i Małgorzaty”, koprodukcji warszawskiego Teatru Dramatycznego (już bez patrona) oraz offowej grupy Malabar Hotel. Spektakl reżyseruje Magda Miklasz, grają lalkarze i aktorzy dramatyczni. Plakat... no cóż, mocno przypomina ten z „Plotki”. Tu też mężczyzna, wprawdzie bez krawata i patrzący bardziej na wprost. Różnic w zasadzie niewiele: drobniejsze pismo – cyrylica, biała, rozpięta koszula. Ciągi wyrazów znów uwieczniono piórem. Nieprawdopodobne? No właśnie.


Napisałem do Teatru Dramatycznego, do Szymona Majewskiego, zajmującego się kontaktem z mediami. Bardzo miły Pan Szymon, którego umiejętności statystyczne są ostatnio bardzo w środowisku cenione, szybko mi odpisał. Uznał, że plakat "Mistrza i Małgorzaty" jest „wierny stylistyce plakatów Laboratorium Dramatu, Teatru na Woli i ostatnio Teatru Dramatycznego m. st. Warszawy – postać aktora ze wzrokiem skierowanym na odbiorcę (według zasady ikony, w branży dziennikarskiej tzw. „kw”).” I wyliczył, a jakże, że „tak wygląda 39 spośród 42 naszych plakatów. Twórcy jako jeden z głównych tematów spektaklu wymieniają problem zapisu, który niezależnie od intencji autora zakłamuje rzeczywistość, więc wykorzystanie napisów na plakacie było konsekwencją tego pomysłu. Przy powstawaniu plakatu „Mistrza i Małgorzaty” jego twórcy nie inspirowali się plakatem „Plotki”, oba plakaty po prostu wykorzystują te same obiegowe motywy (napisy na ciele i/lub twarzy oraz centralna ekspozycja postaci aktora).”


Przyznam, Pan Szymon uspokoił mnie. Napisałem też, już tak dla pewności, do Marcina Bartnikowskiego, współtwórcy „Mistrza i Małgorzaty”. Znamy się z Marcinem, wiem, że nigdy by w plagiat nie poszedł. Spytałem, czy kojarzy plakat do „Plotki”. Że absolutnie nie podejrzewam go o kopiowanie pomysłu i że tak w ogóle to plakat mi się podoba. Odpisał: „jest on bardzo mocno powiązany z samym spektaklem i tym, co próbujemy wydobyć, interpretując powieść Bułhakowa: powieść o powieści, o zapisie, o tym, jak zapis zmienia świat i nas samych. To jest obecne zarówno w inscenizacji, jak i w adaptacji tekstu. Pomysł na plakat to zderzenie tego co stałe w materiałach promocyjnych Teatru Dramatycznego – portretu postaci – z pomysłem reżyserki i scenografki, dotyczącym zapisu na ciele. Nie inspirowaliśmy się plakatem Syreny, bo go nie znaliśmy. Inspirowaliśmy się natomiast wieloma innymi dziełami (znacznie dawniejszymi) plastycznymi, literackimi i filmowymi.”


To, że pisanie po ciele to częsty motyw w sztuce świadczy chociażby świetny skądinąd teledysk Amandy Palmer and the Grand Theft Orchestra pod tytułem „Want It Back”. Pisanie po twarzy, brzuchu, nogach, pościeli. Świetne. Gdy oglądałem po raz już chyba piąty ten klip, odezwał się do mnie Łukasz Murgrabia, fotograf zdjęcia, którego użyto w plakacie do „Plotki”: „Niestety, jeszcze nie widziałem „Mistrza i Małgorzaty”,  w związku z tym nie wiem w jaki sposób plakat przekłada się na spektakl; bo zakładam, że powinien, że idzie za nim jakaś spójna dla spektaklu idea, myśl i ma to jakieś wyjaśnienie. A porównując same plakaty, cóż określiłbym to wydarzenie jako...  niefortunne, zdarza się.”


I tak też o całej sprawie myślę. Warszawa, sporo wydarzeń, artyści wpadają na ten sam pomysł. Niefortunne to, trudno. Zastanawiam się jednak, czy również czysty przypadek doprowadził do tego, że w nieco mniejszym jednak mieście Poznań, gdzie obok siebie funkcjonują ledwie dwa teatry dramatyczne, ma miejsce niewiele festiwali, mogło dojść do równie niefortunnego zbiegu okoliczności. Oto mamy 2009 rok i wiosenny festiwalu Bliscy Nieznajomi. Edycja: Wykluczeni. Równo dwa lata później, w czerwcu maltafestival i idiom... Wykluczeni. To również zbieg okoliczności? Próbuję wierzyć, że tak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz