piątek, 31 stycznia 2014

Felieton: Fanpage

http://dannyboyy.org

Dzisiaj o poczuciu humoru i trzech stronach w internecie, prowadzonych na facebooku. Dwóch teatralnych i jednej narodowo-radykalnej. Fanpage „Są takie chwile, gdy czuję się jak Krzysztof Warlikowski” powstał stosunkowo niedawno. Na zdjęciu w tle widzimy widownię teatralną podczas standing ovation. Na sali dominuje publiczność premierowa: panowie w garniturach z partnerkami w strojach wieczorowych, jak to pisał Paweł Demirski „klub dżentelmenów”. Moderatorzy strony przyznają, że zdjęć z naszym reżyserem eksportowym wyszukują w internecie. Mamy tu Krzysztofa na nartach wraz z dwójką mężczyzn w klasycznej „samojebce”, mamy Krzysztofa podczas spotkania z widzami, Krzysztofa prowadzącego próbę. Sporo tu memów z Warlikowskim, sporo dobrego humoru.

Strona bazuje na międzynarodowej popularności artysty, który w jednym z wywiadów, o ile mnie pamięć nie myli, przed premierą „(A)pollonii” zdradził, że tak bardzo zajmują go, pochłaniają ważne, istotne tematy że nie wie nawet, gdzie jest najbliższa poczta. Co do tej zagranicznej popularności dyrektora Nowego Teatru to trudno mi wyrokować, bo tak znów często nie wyjeżdżam na Zachód, ale chyba symptomatyczne stało się wydarzenie sprzed półtora miesiąca. Oto przy stolikach siedzą widzowie oglądający oraz artyści prezentujący spektakle na festiwalu Boska Komedia w Krakowie. Wszyscy w napięciu czekają na werdykt jurorów-kuratorów festiwali z całego świata. W składzie jurorskim nie było Polaka. Jurorzy wychodzą, stopniują atmosferę, wręczają nagrody począwszy od scenografii, muzyki, ról drugoplanowych. „Kabaret warszawski” nie otrzymuje żadnej nagrody, ani dla aktorów, ani dla reżysera, ani dla najlepszego spektaklu. Siedzący przy stoliku tuż pod sceną aktorzy Nowego Teatru wyglądają na zaskoczonych.

Wracając do Warlikowskiego. Bawi mnie, że pomysłodawcy strony „Są takie chwile, gdy czuję się jak Krzysztof Warlikowski” celnie wychwycili to oderwanie od polskiej rzeczywistości, tę „artystowskość”, ten samozachwyt reżysera. Punktują celnie. „Wstawaj! Czas ratować polski teatr.” krzyczy ze zdjęcia bohater strony, czy „Krzysztof to nie imię. Krzysztof to styl życia” – a na zdjęciu Ibisz i Warlikowski.

Z kolei autorzy fanpage'u „Po co do teatru” wyciągają absurdy z recenzji czy tekstów publicystycznych dotyczących teatru właśnie. Zamieszczają fragmenty głupkowatych wypowiedzi aktorów i aktorek, błędne, a niekiedy po prostu śmieszne lapsusy językowe. Sam byłem bohaterem ich złośliwych postów. Juz zdjęcie w tle – reklama leku katarsis, czyszczącego... nos niesie sporą dawkę humoru. Dalej jest tylko lepiej. Tu również zamieszczane są memy, zdjęcia aktorów, wiadomości z serwisów plotkarskich. Dostaje się każdemu bez wyjątku: profesorom, naczelnym pism, uznanym aktorom i aktorkom, recenzentom.

Stworzyć dobry, ciekawy, cytowany fanpage, którego posty są często komentowane i udostępniane, nie jest łatwo. Udało się to ostatnio w przypadku strony Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR). Administratorzy facebooka zablokowali szerzący nienawiść oficjalny portal organizacji. Chwilę jedynie trzeba było czekać, by wypączkowała jego wersja parodystyczna, z kolorową tęczą na zdjęciu, z kwiatkiem w zaciśniętej pięści falangi (zwanej tu kwiatyngą), z hasłem Chwała Wielkiej Polsce Wielokulturowej. Fanpage zebrał kilkanaście tysięcy fanów a liczba ta wciąż rośnie. Mamy tu wyznania rzekomych narodowców, przyznanie się do zmiany poglądów, do tolerancji, chęć odbudowy tęczy z Placu Zbawiciela. Ciekawie zresztą reagują znajomi, których zaprosiłem do polubienia strony ONR. Jedna z osób zapytała mnie, czy zwariowałem. Nie sprawdziła treści. To, że ktoś się obrazi, części żartów nie zrozumie wpisane jest w te strony. Mnie cieszy, że istnieją, że mają swoich zwolenników, do których sam się zaliczam. Coraz częściej łapię się na tym, że rozpoczynam sprawdzanie fb od odwiedzin tych fanpage'ów właśnie.

1 komentarz: