czwartek, 19 grudnia 2013

„Nosorożec” reż. Artur Tyszkiewicz, Teatr Dramatyczny w Warszawie. Opisuje Kalina Filip.

fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska

Uwspółcześniona adaptacja tekstu Eugène Ionesco, bawi ale również rozczarowuje. Tragikomedia, z dużą dawką absurdalnego humoru, ukazuje ludzi wprzęgniętych w korporacyjny mechanizm.

Szara, nudna, biurowa scenografia została wspaniale wykorzystana przez choreografa Maćko Prusaka. Symultaniczny taniec, wykonany przez aktorów w pierwszej scenie, jest jedną z najlepszych scen spektaklu. Aktorzy jeżdżą między biurkami na krzesłach, za pomocą wajchy obniżają siedzenie lub podwyższają, nieruchomieją w różnych pozach obracając się na krzesłach. Pracownicy biura poruszają się w sposób przypominający ruchy robota. Zmienia się również tempo wykonywanej choreografii, staje się coraz szybsze. Możliwości, jakie stworzyła przestrzeń biurowa zostały wykorzystane w stu procentach. Jest to jedna z najdłuższych scen, staje się w pewnym momencie monotonna, pozwala dzięki temu wczuć się w atmosferę panującą w korporacji.
To wszystko trzeba zburzyć, od razu nam się poprawi.” W idealny, uporządkowany korpoświat wdziera się epidemia nosorożycy. Zdyscyplinowani, uczesani, poprawni pracownicy buntują się. Zrzucają niewygodne garnitury, krawaty oraz wszelkie ograniczenia i wytyczne. Zrzekają się przynależności do społeczeństwa, moralności i człowieczeństwa stając się nosorożcami szalejącymi po mieście. Ocalałe jednostki starają się odbudować zrujnowany świat. W nowym świecie pojawiają się problemy z definicjami, kim jest człowiek, czym jest język. Bohaterowie zastanawiają się również, które elementy upadłej cywilizacji należy ocalić, a które zastąpić innymi rozwiązaniami.

Spektakl został zrealizowany z dużym rozmachem. Z sufitu, na linach zjeżdżają ratownicy, przy dźwiękach helikoptera, ratując uwięzionych pracowników. Towarzyszy tej scenie wycie syren, miganie świateł. Gdy nosorożec dewastuje schody, trzęsie się cały budynek, odpadają fragmenty ścian, kable zwisają z sufitu. Aktorzy poruszają się w zwolnionym tempie.

Niestety, większość aktorów grała bardzo słabo. Dialogi prowadzone są w sposób sztuczny tak, jakby wykonawcy nie potrafili ze sobą rozmawiać. Wypowiadają kwestie czekając na odpowiedź rozmówcy, nie ma między nimi widocznej relacji. Monologi wypadły najlepiej w całym spektaklu. Szaleńczy taniec Krzysztofa Ogłozy w roli Jana zamieniającego się w nosorożca, bawi, jest zarazem bardzo przejmującą sceną. Epizodyczna rola Magdaleny Smalary, jako Pani Beuf to jedna z lepiej zagranych postaci. Charyzma i energia, z jaką aktorka wchodzi na scenę wyróżnia ją spośród reszty zespołu. Scena, w której Dudard (Sławomir Grzymkowski) prowadzi rozmowę z kimś, kogo nie widzi, mimo, że głos dochodzi z różnych stron, to jedyny dialog który można uznać za udany. Grzymkowski był niezły w scenie, w której jest uwodzony przez syreni śpiew nosorożców, wyginając się, falując, poddając się uwodzicielskiej mocy dźwięków.
Główny bohater Berenger (Paweł Domagała) to najgorzej wykreowana postać w spektaklu. Nie przekonał mnie zupełnie. Był całkowicie poza rolą. Domagała stworzył postać bez wyrazu, mdłą, bez charakteru, przez co kluczowe sceny przedstawienia nie zostały wygrane zupełnie. Poruszone problemy wyczuwało się intuicyjnie, nie były możliwe do odczytania.

Może to nas trzeba ratować?” Problematyka spektaklu jest współczesna. Bardzo mocno zostało postawione pytanie, czy żyjemy żeby pracować, czy pracujemy żeby żyć. Zatracamy indywidualizm na rzecz zbiorowej epidemii konsumpcjonizmu, czy jeszcze się bronimy? Na postawione pytania nie znajdziemy odpowiedzi w spektaklu, Tyszkiewicz pozostawił rozstrzygnięcie widzowi. Może lepiej być nosorożcem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz