piątek, 20 grudnia 2013

Felieton: Taka sprawa...

www.dannyboyy.org


Tylko nie pisz nazwisk, bardzo cię proszę”. Kiedy zeszłej zimy pisałem felieton o dyrektorach, starając się unikać nazwisk, bez większego trudu odkryto bohaterów mojego zainteresowania. Tym razem postaram się mocniej ukryć tożsamość dramatis personae. W tym tygodniu o sprawie, która co jakiś czas wypływa w rozmowach mocno kuluarowych, raczej szeptem podawana, raczej nad ranem. Niekiedy jednak o procederze, o którym za chwilę, piszą mi reżyserzy w poufnych mailach, rozpalonych do czerwoności od emocji.
Mówi mi reżyserka młodego pokolenia, że zaproponowała jednemu z dyrektorów teatralnych adaptację polskiej książki, poczytnej, nominowanej do Nike pisarki. Dyrektor to jednego z bardziej nagradzanych obecnie teatrów, takiego co to poczynił w ostatnich latach jakościowy skok o kilka poziomów. Dyrektor spotkał się z reżyserką, ustalili, że podsuniętą literaturę przeczyta. A potem już wesoło nie było. Reżyserka dowiaduje się, że dyrektor książkę, owszem, przeczytał, nawet dwie i... zaproponował wystawienie tej prozy innemu, bardziej znanemu reżyserowi średniego pokolenia. Reżyser pomysł przyjął. Dyrektor, mimo iż niewiele ma pieniędzy na produkcje w 2014 roku, tę na pewno wyprodukuje, co niedawno mi potwierdził śląc wiadomość na fejsie. Wkurzona reżyserka (kto by się nie wkurzył) dzwoni do pisarki. Ta o niczym nie wie, znaczy zdziwiona jest bardzo, bo przekonana była, że to właśnie młoda reżyserka zrobi jej prozę na deskach popularnej w kraju sceny. No, taka sprawa...
Kradzież pomysłu. Ile już razy znajomy reżyser, stojąc w jakimś towarzystwie, nie chciał dzielić się głośno, co akurat czyta, do czego się przymierza. A jak mówił o planach, to ściszał głos na bankiecie, krztusząc się koreczkiem z oliwką. Pamiętacie podobne scenki?
Albo tak. Godzina mocno poranna, bankiet, umieralnia. Rozmawiam z reżyserem i dyrektorem teatru zarazem. Teatru mniej znanego i cenionego niż ten z pierwszego przykładu. Dyrektor opowiada o planach, o tym jak będzie inscenizował klasyczny dramat. Ma problem z rozwiązaniem jednej ze scen. Kolega co to z nami stoi sugeruje, jak by to rozwiązał. On też reżyseruje tu i ówdzie. Po kwartale oglądam te jego pomysły w realizacji pana dyrektora. Bez skrupułów w spektaklu zmieszczone. Wszystkie.

Czekam, gdy dyrektor któregoś z teatrów sam jeden będzie realizował pomysły młodych reżyserów i dramaturgów. Po co ma mu się kręcić ktoś po teatrze, po co rożne mody, estetyki. Nasłucha się, przeczyta parę podsuniętych książek i dawaj: ma repertuar na sezon zbudowany. A może przesadzam, może to nie tak znowu popularne i częste zjawisko? Macie podobne doświadczenia? Piszcie na bartlomiejmiernik@gmail.com. Smacznego karpia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz