piątek, 6 grudnia 2013

Felieton: Fotograf teatralny

"Babel" w reż. Mai Kleczewskiej, Teatr Polski w Bydgoszczy; fot. Bartłomiej Sowa

Szukałem wczoraj na stronie jednego z teatrów zdjęcia do artykułu. Chciałem je pobrać, by zamieścić na swoim blogu, obok recenzji. Oczywiście podpisane imieniem i nazwiskiem autora. Który to już raz okazało się, że autorką zdjęcia jest pracownica teatru, a nie wynajęty specjalnie do tego celu profesjonalny fotograf. W zasadzie czemu się dziwię? Już chyba bezpowrotnie minęły czasy, gdy Wojciech Plewiński miał całą próbę fotograficzną z aktorami Starego Teatru. Mógł doświetlać, rozświetlać, aktorzy musieli go słuchać, powoli zmieniał klisze i obiektywy. Swoją drogą, wiecie, że wiele kadrów, uwiecznionych przez Plewińskiego, tak naprawdę nie występowało w spektaklach? Komponował obrazy dość, owszem, zbliżone do tych ze spektakli Swinarskiego, ale nie zawsze identyczne.

Bieliński, Sowa, Wittchen, Zakrzewski, Chmura-Cegiełkowska, Warzecha, Hueckel, Kabanow. To nazwiska fotografów uczestniczących w próbach przedstawień, którzy następnie godziny spędzają na przygotowaniu zdjęć w odpowiedniej rozdzielczości, by nadawały się do druku w gazetach, teatralnych czasopismach. Wybierają najbardziej różnorodny zestaw, by wysłać go do działu promocji teatru, działu literackiego. Niekiedy o zdjęcia prosi reżyser i to on dokonuje wyboru. Całe dnie spędzają w ciemnych teatralnych pomieszczeniach, noce przy programach obrabiających foty. Tak, wiem, każdy z nas ciężko pracuje. O fotografach jednak wiele się nie mówi. Raczej o tym, co zdjęcia przedstawiają, o aktorach, o scenografii, kostiumie.

Prócz podróżowania po kraju teatralni fotografowie wydają albumy ze zdjęciami czy współtworzą spektakle jak ostatnio Krzysiek Bieliński. Zadzwonił do mnie wczoraj Bartek Sowa i oznajmił, że na kwiecień szykuje kolejną, trzecią już odsłonę Forum Fotografii Teatralnej. Brałem udział w pierwszej, udanej edycji. Wciąż do robienia zdjęć w teatrach garnie się spora grupa młodych, których wówczas poznałem. Co cieszy.

Co smuci? Może to, że teatry coraz rzadziej stać, by zapłacić godziwą stawkę fotografom za profesjonalny serwis zdjęciowy. Dlatego niestety coraz częściej kadry są nijakie: bliski plan, daleki, byle aktorzy się zmieścili. Coraz rzadziej oglądam nieoczywiste zdjęcia, robione z góry (spójrzcie na te autorstwa Bartka Sowy z "Babel" w reżyserii Mai Kleczewskiej), czy zza fragmentu scenografii (autoBieliński, Sowa, Wittchen, Zakrzewski, Chmura-Cegiełkowska, Warzecharstwa Bielińskiego). Spójrzcie, jak taniec fotografuje Kuba Wittchen, jak potrafi zatrzymać ruch w kadrze Kasia Chmura-Cegielkowska. Z kolei na zdjęciach coraz częściej wykonywanych przez amatorów, okazjonalnie parających się pstrykaniem fotek, mało jest dynamiki, mało pracy z obrazem, z kompozycją, z kolorem. Zachęcam dyrektorów teatrów do wydania tych dwóch czy trzech tysięcy na profesjonalną sesję. To naprawdę robi różnicę. Zgrany spektakl schodzi z afisza. Zdjęcia pozostają. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz