piątek, 13 grudnia 2013

Felieton: Boska Komedia...


Boska Komedia...

...to, bezsprzecznie, jeden z trzech obecnie najlepszych festiwali w naszym kraju. Nie każcie mi proszę wymieniać dwóch pozostałych. W zeszłotygodniowym felietonie, jak jakiś żółtodziób wymieniłem nazwiska fotografów teatralnych, których cenię i rzecz jasna napisali do mnie znajomi, których nie wymieniłem. No, że jak mogłem o nich zapomnieć!? Kilka lat zajmuję się polskim teatrem, a tu taki błąd.

Wracając do Boskiej. Komponując program artystyczny, rzeczywiście ustrzeżono się rażących błędów. Niewysokich lotów jest „Macabra Dolorosa”, czy „Diabeł” napisany i wyreżyserowany przez Radosława Rychcika, na którym trzy razy przysnąłem z nudów, odpływałem w dal myśli. Na widowni „Sahara” – zero reakcji, a od połowy ludzie wychodzą, znudzeni. Ja wytrwałem do końca, wysłuchawszy ckliwej piosenki końcowej. Przedstawienie oparte jest o „Miasteczko Twin Peaks” i „Egzorcystę” ze wspominkami Chaplina, gdzie wszystkie treści korzystają z filmów. Scenariusz jak huba narósł na wątkach filmowych, jego autor ma chęć pokazać Amerykę. Nie bardzo to wychodzi. Aktorstwo jak z Garbaczewskiego (prujący się aktorzy nie wiedzący, co mają grać), takie rodem z serialu komediowego „Spadkobiercy”. I te dowcipasy! - Urodziłem się na Helu – mówi nadekspresyjny bohater, - No to Halloween! – odpowiada mu bodaj Laura Palmer. Może pomyliło się Rychcikowi i zamiast na PAKĘ, posłał przedstawienie na Boską Komedią. To samo miasto.

Z kolei „Macabra Dolorosa”, szumnie promowano jako spektakl oparty o „historię małej Madzi z Sosnowca”, a w zasadzie o losy jej matki Katarzyny. We wrześniu z Teatru Nowego, który wyprodukował to cudo otrzymałem mail takiej treści: „Katarzyna W. została skazana na 25 lat więzienia. Z tej okazji na najbliższe spektakle „Macabra Dolorosa” Katarzyny CH. bilety w promocyjnej cenie 25 zł!”. Twórcy szli z armatą na wróble. Obejrzałem kilka całkiem nieźle wykonanych songów Cave'a, Bargelda i paru innych, w scenerii bunkru. Prosta, znana historyjka o żonie Goebbelsa, co to jak front szedł zabiła swoje dzieci. No, karkołomne to porównanie obu matek, ale wiadomo – reżyserowi wolno wszystko. Tak, tak – jestem za absolutną wolnością twórczą. Niestety, daje ona niekiedy głupawe efekty.

Nie grzebałbym „Macabry”w głębokim dole, choćby dlatego, że aktorka-wokalistka wyciągnęła kilkoro widzów na scenę. Patrzę, patrzę, oczy ze zdumienia przecieram, bo to mojego byłego redaktora Naczelnego artystka na scenę za rękę prowadzi. Nawet się nad nim nie znęca zbytnio (w stronę innych słała średnie żarty o tuszę, wzrost i preferencje seksualne). Naczelnemu wygarnęła że szyję ma grubą. Ja wiem czy grubą? Kolię metalową zdołała mu przypiąć, to jaką grubą? Wyobraźcie sobie Państwo, ona śpiewa, perkusista wali w werbel, pianista w klawisze, a Naczelny udaje halabardnika na proscenium. Wali wyimaginowaną halabardą, biodrem kółeczka kręci. Pyszne, prawda? I jak tu się na Szarkową makabrę wyzłośliwiać?

Te dwa przedstawienia to wyjątki. Reszta trzyma poziom. Taki „Chopin bez fortepianu”, „Na Boga!”, „Caryca Katarzyna”, czy „Amatorki”, czy nawet „Nietoperz” to jedne z lepszych obecnie przedstawień na krajowych scenach. A to jeszcze nie koniec festiwalu. Co ważne, Boska Komedia to platforma spotkań twórców ze Wschodu i Zachodu. Dyskusjom nie ma końca. W ciągu dnia spotkania są jeszcze dość oficjalne, przy gotowaniu potraw. Taki pomysł dyrektora festiwalu Bartosza Szydłowskiego zdawałoby się szalony, by gadać przy garach, ale o dziwo sprawdzający się. A wieczorami klub festiwalowy, w którym podobno toczą się rozmowy do rana. Podobno, bo w tym roku z racji kontuzjowanej nogi rzadko bywam. Czytam, pracuje, piszę i oglądam. W sobotę werdykt międzynarodowego jury. Wybór jest ogromny.

I jeszcze informacja. Od tego felietonu zaczynam współpracę z rysownikiem o pseudonimie dannyboyy. Jego rysunki znane są miłośnikom teatru z mediów społecznościowych lub ze strony www.dannyboyy.org. Mam nadzieję, że podobnie jak ja, polubicie kreskę i dowcip autora.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz