wtorek, 10 grudnia 2013

Boska Komedia: „Smutki tropików”, reż. Paweł Świątek, Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie.

fot. Tomasz Wiech

Tytuł odwołuje się do klasycznej pozycji Claude'a Lévi-Straussa. Krakowski spektakl chciałby się stać taką wariacją na temat kanonicznej lektury antropologów, myślę idąc na przedstawienie. Albo próbą dyskusji ze zdaniem mistrza: czy nie ma szans na zniwelowanie linii podziału między kulturami? Czy wciąż musimy żyć osobno? Jak obecnie wygląda to nasze podróżowanie i czemu ciągle się przemieszczamy, ku czemu dążymy. Odpowiedzi reżyser i dramaturg owszem, dostarczają. Szkoda, że tak banalnych.

Scenę wysypano żwirkiem a na niej stoi sześć groteskowo ubranych w kolorowe stroje postaci. Pamiętacie „Był sobie Polak, Polak, Polak i diabeł” z Wałbrzycha? No to dokładnie ta sama przesadna estetyka kostiumu. Z tym, że więcej farby odblaskowej poszło na ciuchy i wyraźniejsze makijaże przyciągają uwagę na twarzach. Parada groteskowych postaci: w stroju tygrysa, z zębami wymalowanymi na wargach, krzyżem na czole, w różowej peruce, spodenkach i rękawicy bokserskiej, w dresie. Ma być śmiesznie.

Słuchamy kilku historii, napisanych językiem typowym dla wcześniejszych sztuk Mateusza Pakuły. No właśnie, typowym, a jakby ta składnia zdania, te zbitki, ta żonglerka wyrazów coś mi przypominała, jakbym gdzieś już ją słyszał. Myślę, myślę. Mam! Masłowska! Rozmawiałem niedawno z dramatopisarzem XY, który zwrócił mi uwagę na „zakażanie tekstów”, na przenikanie stylu, podobieństwo frazy. Mówił, że stara się podczas pisania niewiele czytać i oglądać, bo siłą rzeczy nawet nie chcąc, to i tak zapożycza. W „Smutkach tropików” czuć, a tam czuć, wprost słychać zapożyczenia z „Pawia królowej” Doroty Masłowskiej, którego w zeszłym sezonie Pakuła adaptował na scenę Narodowego Starego Teatru. Niezły to był zresztą spektakl, inny niż choćby nieszczęsne wrocławskie „Mitologie”, które zdolnemu (podobno) reżyserowi młodego pokolenia położyła Ewa Skibińska, aktorka.

W Łaźni Nowej jest... efektownie. Ten żwirek na scenie, haki podwieszone do sztankietów, sporo gagów całkiem na poziomie. Jest i idea, że my znudzeni Europejczycy to wciąż tylko do Tajlandii, Wietnamu czy do Indii. A tam nuda, tam zachwycamy się mostem na rzece czy szukamy zapalniczki Zippo amerykańskich komandosów, czy też cytujemy „napalm o poranku”.

Aktorzy inscenizują opowieść o korespondencie wojennym a potem coś, co zaskakuje. Oto słucham ze sceny opowieści o Pitcairn, o tym jaka to wyspa na końcu świata, jak trudno tam dotrzeć, że brytyjski książę odwiedził kilkunastu mieszkańców w latach siedemdziesiątych. Pada anegdotka o przemalowanym zdjęciu księżnej w jednym z odwiedzanych przez księcia domów, potem o przestępstwach seksualnych na wyspie, oglądamy scenę w sądzie. I mam wrażenie, jakbym sporo z tego już gdzieś czytał. Przypominam sobie fragmenty „Jutro przypłynie królowa” Maćka Wasilewskiego. Zastanawiam się, czy autor wie o tych cytatach. Pewnie wie. Głupio, by nie wiedział.


Spektakl w reżyserii Pawła Świątka sprawia wrażenie robionego na efekt, tekst również nie błyszczy. Parę żartów, kilka odniesień, cytatów. Taka zabawa dwóch chłopaków w teatr. Wybierającym się na „Smutki tropików” polecam może „Biegunów” Olgi Tokarczuk. Ten sam temat, a jednak inaczej, znacznie głębiej. Na grudniowe wieczory jak znalazł.

1 komentarz:

  1. Czego przede wszystkim nie rozumiem, to fragmentu z "Powrotu z gwiazd" Lema w ostatnim fragmencie. Moglo Twórcy jednak gdzieś zaznaczyć, że nie cały tekst jest autorstwa Pakuły.

    OdpowiedzUsuń