sobota, 14 grudnia 2013

Boska Komedia: podsumowanie festiwalu i komentarz do nagród

Spotkanie z twórcami spektaklu "Nietoperz". Fot. Bartosz Siedlik

Najważniejszy festiwal teatralny prezentujący najlepsze polskie spektakle minionego sezonu właśnie się kończy. Dziś w nocy, w Bunkrze Sztuki ogłoszono nagrody.

Siedmioosobowe, międzynarodowe jury nie przyznało żadnej nagrody okrzykniętemu za wydarzenie roku „Kabaretowi warszawskiemu”. Trwający pięć godzin spektakl to kolejny odcinek publicznego rozliczania się reżysera – Krzysztofa Warlikowskiego – z samym sobą, z traumami, z dzieciństwem, z rodzimym antysemityzmem. Porównanie Polski do faszystowskich Niemiec uważam za do bólu chybione a stawianą diagnozę za szaloną. Kolejny to pretensjonalny spektakl Warlikowskiego, kolejny pełen pięknych, pustych interpretacyjnie scenicznych obrazów, ale i niezłej gry aktorskiej. Który to już raz, w ciągu ostatnich kilku lat oglądam aktorów warszawskiego Teatru Nowego obsadzonych tak samo, grających identycznie, zatrzymanych w aktorskim rozwoju. W czwartej godzinie, granego w krakowskim studiu telewizyjnym spektaklu, zacząłem się zastanawiać, co by było gdyby ten zespół, z tym budżetem i niebywałą techniką dostał w swoje ręce inny niż Warlikowski reżyser. No właśnie...

Za najlepszy spektakl festiwalu uznano „Nietoperza” w reżyserii Kornela Mundruczo. Grzegorz Jarzyna powierzył swój zespół węgierskiemu artyście i oto efekt. Głównym tematem „Nietoperza” jest eutanazja. Na szczęście nie ta medialna, nie z czołówek gazet czy z debat w Sejmie. Przedstawienie ma chęć nie dawać wyraźnych, jasnych odpowiedzi. Na pytanie pomagać w odejściu czy nie, Mundruczo nie opowiada się po żadnej ze stron. Rażą udający chorych, spastykujący aktorzy. Aktorstwo tu rodem z „Przełamując fale” i „Idiotów” von Triera. Reakcja widowni była jednak entuzjastyczna. Cieszy, że wreszcie w polskim teatrze podjęto ten temat. Wykonanie... no cóż...

W pełni zgadzam się z nagrodami za pierwszoplanowe role. Nosinski i Ścisłowicz stworzyli kreacje, o których długo będę pamiętał. Obie opisałem w recenzji sprzed festiwalu: http://miernikteatru.blogspot.com/2013/11/vizuart-rzeszow-caryca-katarzyna-rez.html. Porównywalną, chociaż zupełnie różną w środkach pokazała na Boskiej Komedii Barbara Wysocka, w niestety niezauważonym, a wartym uwagi „Chopin bez fortepianu”.

Na pewno na nagrodę (nie pierwszą już za tę rolę) zasłużył Włodzimierz Dyła, grający w wałbrzyskim „Na Boga!”. Bardzo się cieszę z tego wyróżnienia. Dyła to aktor konkretny, wyrazisty niezbyt niuansujący rolę. Tym bardziej cenię pomysł Marcina Libera, by to właśnie jemu umożliwić zakończenie świetnego spektaklu. A kończy delikatnie, bezbłędnie, przejmującym monologiem.

Michał Korchowiec otrzymał nagrodę za scenografię do „Courtney Love”. Obstawiałem Wojtka Pusia i jego pracę do „Podróży zimowej” (te tkaniny, te lustra), lub Zuzannę Srebrną za „Morrison/Śmiercisyn”. Scenografia Korchowca buduje świat sceniczny, dopowiada sensy, tworzy narracyjną przestrzeń dla działań aktorów.

Nagrodę Specjalną dla najlepszego zespołu, którą otrzymał Teatr Polski z Wrocławia za spektakl „Courtney Love” (recenzja: http://miernikteatru.blogspot.com/2013/04/courtney-love-moniki-strzepki-i-pawa.html).To wyjątkowy, zasilany zresztą transferami z Wałbrzycha, aktorski team.

Czego mi zabrakło? Nagród dla „Amatorek” w reżyserii Eweliny Marciniak i dla „Chopin bez fortepianu” w reżyserii Michała Zadary. Zabrakło prezentacji na Boskiej Komedii kilku spektakli: „Mój niepokój ma przy sobie broń” z Kielc, „Nieskończona historia” z Zabrza, „Popiełuszko” z Bydgoszczy, „Był sobie Polak, Polak, Polak i diabeł” z Lublina, czy „Testament psa” z poznańskiego Nowego. Generalnie zabrakło prac Remigiusza Brzyka (zdobywca zeszłorocznych nagród za „Korzeniec”!). Zabrakło też przedstawień Krzysztofa Garbaczewskiego. Tu jednak nie mam czego żałować.

Wybory jednak zawsze są subiektywne. Dyrektor festiwalu, Bartosz Szydłowski zaprezentował ciekawą paletę przedstawień. Tegoroczny program szóstej już edycji uważam za niebywale interesujący, przemyślany. Z dwunastu startujących w konkursie przedstawień dziesiątka to naprawdę mocne typy. Na Boskiej Komedii na uznanie zasługuje również perfekcyjna organizacja. Organizatorzy większości festiwali mogliby się uczyć od osób zajmujących się produkcją Boskiej Komedii, jak stworzyć działający jak w zegarku festiwal. Spotkania, gotowanie z profesjonalnymi kucharzami, rozmowy przed i po spektaklach, transport, cała logistyka na piątkę z plusem. Tu też ogromne podziękowania dla biura festiwalowego, wolontariuszy, którzy prócz chęci pomocy mieli też wiedzę co i gdzie się znajduje. Wielkie dzięki za pomoc!

O docenionych przez jury przedstawieniach osobne recenzje ukażą się już niebawem na blogu. Zapraszam do lektury!

Najlepszy spektakl – TR Warszawa, „Nietoperz”, reż. Kornel Mundruczo
Pierwszoplanowa rola męska – Tomasz Nosinski, „Caryca Katarzyna”
Pierwszoplanowa rola kobieca – Marta Ścisłowicz, „Caryca Katarzyna”
Drugoplanowa rola męska – Włodzimierz Dyła „Na Boga!”
Reżyseria - Monika Strzepka, "Courtney Love"
Scenografia – Michał Korchowiec, „Courtney Love”
Muzyka – Piotr Dziubek, „Ja, Piotr Riviere...”


Jury w składzie: David Dower, Matthias Frense, Rainer Hoffman, Elisabeth Schweeger, Shen Lin, Bia Junqueira i Leman Yilmaz nie przyznało nagrody za Opracowanie Wizualne natomiast postanowiło przyznać Nagrodę Specjalną dla najlepszego zespołu, którą otrzymał Teatr Polski z Wrocławia za spektakl „Courtney Love”. 

3 komentarze:

  1. Żeby to zespół Courtney Love choć w niewielkim stopniu dorównywał poziomowi aktorskiemu Kabaretowi... marzenie... No może poza dwoma wyjątkami... A scenografia Coutney? Godny pożałowania brak pomysłu... Podróż zimowa dużo lepsza, choć też nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to same zapożyczenia od M.S., z niewielką inwencją. Co do organizacji festiwalu to jako "zwykły widz" nie mogę pochwalić, ale też nadmiernie ganić. Nic specjalnego po prostu, minimalny standard i tyle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Organizacja dla zwykłego widza skandaliczna!!! Kupiłem bilety przez internet. Siedziałem na schodach bo wpuszczeni wcześniej za darmo znajomi organizatorów zajęli miejsca w fotelach - bilety były bez wyznaczonego miejsca do siedzenie!!!! Miernik trochę obiektywizmu. Nikt mnie nie woził, z Huty do Starego i do TV przemieszczałem się tramwajem i ledwo zdążyłem na kolejny spektakl. Cały ten festiwal, za pieniądze publiczne zorganizowany, jest dla środowiska i znajomych. Zwykły widz, chociaż sporo pieniędzy wyda na bilety nic nie znaczy. Skandal!!!! Siedziałeś na miejscach zarezerwowanych i byłeś wożony busem dla gości specjalnych więc chwalisz nie znając realiów.

      Usuń
    2. Nie wiem, co znaczy zwykły widz. Zaproszono mnie jako recenzenta, bo... recenzentem jestem. Czy mam sie jakoś z tego tłumaczyć? Albo rezygnować z busa (którym swoja drogą tylko raz jechałem, bo dla mnie również zabrakło w nim miejsc)? Dziekuję za ten komentarz, bardziej do organizatorów skierowany niż do mnie. Miernik zawsze jest subiektywny, bo pisze ze swojego punktu widzenia. Nie wierze w tak zwanych obiektywnych recenzentów. Dobór spektakli oceniam wysoko jak i organizacje z mojego punktu widzenia - spektakle nie miały wielkich poslizgów, dość sprawnie to wszystko przebiegało. Co do foteli - usprawiedliwię sie może jakoś nogą w ortezie po powaznej kontuzji. Czy wobec tego mogłem zajmować fotel?;-) Serdecznosci!

      Usuń