sobota, 23 listopada 2013

VizuArt Rzeszów, „Caryca Katarzyna”, reż. Wiktor Rubin, Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach

Od lewej: Marta Ścisłowicz (Katarzyna II), Wojciech Niemczyk (Piotr III), Dawid Żłobiński (Kanclerz)
Mam już dosyć słowa „kontrowersyjny”. Mam też dość pytań o nagie piersi Marty Ścisłowicz, grającej tytułową postać w „Carycy Katarzynie”. Dość wysłuchiwania, że kogoś to oburza. Skoro oburza, to niech pozasłania szczujące cycem reklamy na bilbordach, wymiecie połowę filmów z kin i założy pas cnoty. Oto w Rzeszowie publiczność dobrze przyjęła „ach jaki kontrowersyjny” spektakl równie kontrowersyjnego reżysera Wiktora Rubina. Bo publiczność rzeszowska widziała, że reżyser rozebrał aktorkę i aktora (Wojciech Niemczyk grający Piotra III – męża Katarzyny II) w lirycznej scenie, najpierw na proscenium, by następnie para przeszła, stanęła przy ekranie, przy horyzoncie sceny. Przy ekranie, na którym przez sporą część spektaklu puszczany jest film historyczny o Carycy Katarzynie właśnie. Wszyscy, w kontekście tego przedstawienia, piszą o nagości. A tu proszę: nagość wcale nie oburza, nawet nie irytuje. W tym przedstawieniu wszystko jest skrupulatnie przemyślane, podobnie nagość jest konsekwentna, jak goła pupa Albertynki.

Nad sceną, na sztankietach zawieszono stroje z XVIII wieku. Męską i damska garderobę. Aktorzy zaś grają w bieliźnie. Też z epoki. Ukazano naszym oczom lupanar, bądź garderobę, wytyczoną ściankami z cienkiej folii. Wraz ze strojem aktorzy zgubili też wytworny gest, stracili gładkość słowa, giętkość myśli. Uczestniczymy w grubiańskim, wulgarnym, prosto z mostu podawanym Katarzynie komunikacie, że ma podniecić swego męża Piotra III, przespać się z nim, by urodzić syna. Przyszła caryca rozbiera się więc do naga, podchodzi do widzów, kładzie im dłoń na gołej piersi, zaczepia. A Piotra niestety podnieca jego kochanka, ni żona, ma on zresztą specyficzne seksualne upodobania. Żona, mówiąc kolokwialnie, „mało go kręci”. Ze sceny na scenę jest coraz gorzej, kolejne zbliżenia nic nie dają, Katarzyna jest pomiatana przez kostyczną, zimną Elżbietę Romanową (Joanna Kasperek). Dużo tu łez, żalu, emocji. Młoda żona traktowana jest jak maszynka do rodzenia, jak macica obudowana ciałem kobiety. A potem historia nabiera tempa, kolejne postaci, usuwane ze sceny i historii, wynoszone są przez obsługę techniczną w kraciastych, wielkich, bazarowych torbach. Katarzyna zostaje koronowana siwą peruką, którą wcześniej nosiła Romanowa i Piotr III i rozpoczyna rządy.

Świetny jest monolog o polskości Stanisława Augusta Poniatowskiego (Tomasz Nosinski), w którym aktor obrzuca scenę i widownię parami starych buciorów. Już słyszę te gromy,że Rubin wyśmiewa nasz kraj, kpi z niego. A przecież Poniatowski już kilka scen wcześniej deklarował, że jest tak zakochany w Katarzynie, że Polskę chętnie jej odda. Zatem, o tej naszej nieskalanej polskości wypowiada się król uchodzący w powszechnej opinii za zdrajcę. Swoją drogą, ładnie niuansuje Nosiński tę rolę, bawi się tekstem, stara się bronić postaci. Poniatowski to lekkoduch recytujący prześmieszny fragment o dzięcielinie, gajach i ptaszkach, parodiując przy tym mistrza słowa Gustawa H. Na scenę po raz pierwszy wchodzi z godłem w rękach, zakrywając oczy, by nie oglądać nagości Katarzyny i jej kochanka. Gdy już zaskarbi sobie zainteresowanie Carycy, w scenie miłosnej, zaśpiewa jej kawałek kiczowatej radzieckiej piosenki w rytmie pop.

Gdy po widowiskowym tańcu w czerwieni w wykonaniu Pawła I (Andrzej Plata), aktorzy schodzą ze sceny po brawach, gdy pierwsi widzowie lecą do szatni po kurtki, odzywa się niemy świadek ostatnich wydarzeń – Kanclerz (znów dobra rola Dawida Żłobińskiego), który obserwował jak koła historii gniotą kolejnych uczestników zdarzeń. Przemawia gorzko, pozbawiony złudzeń chwyta chwilową uwagę widzów, wyciąga jabłko, o coś pyta, zatrzymuje nas, jakby nie chciał, byśmy odeszli.


Jaka jest ta wersja historii napisana przez Jolantę Janiczak, a wyreżyserowana przez Wiktora Rubina? Z pewnością gorzka, przeładowana emocjami, pokazująca kobietę owszem silną. Ale pokazująca nade wszystko jak mocno wykuwano w niej tę późniejszą siłę i twardość charakteru. To nie jest spektakl „kontrowersyjny”. To mądry, przejmujący spektakl.

1 komentarz:

  1. Może nie zawsze chodzi o oburzenie nagością, tylko rozdrażnienie dosłownością, odbieraniem widzowi miejsca na wyobraźnię, domysł.

    OdpowiedzUsuń