środa, 27 listopada 2013

„Gęś, Śmierć i Tulipan”, reż. Marcin Jarnuszkiewicz, Teatr Baj w Warszawie

fot. materiały prasowe Teatru Baj

To teraz takie popularne, na czasie, by oswajać dzieci z tematem przemijania, śmierci. I chyba słusznie. Pamiętam, gdy byłem kilkuletnim dzieckiem, jak niezrozumiała stała się dla mnie śmierć prababci. Jak to odeszła? Ale gdzie odeszła? I dlaczego? Rodzice nie potrafili mi odpowiedzieć. Coś tam wspominali o Niebie, bozi (kim właściwie jest bozia?). Z tematem odchodzenia, kresu życia w zeszłym sezonie mierzyły się teatry w Tarnowie („Babcia mówi pa pa”), Opolu i Toruniu („Pręcik”). Przyszedł czas na stołeczny Teatr Baj.

Książeczka autorstwa  ilustratora Wolfa Erlbrucha jest niewielka, ma ledwie trzydzieści stron. Ale i tematu odchodzenia nie należy przegadać. Odchodzi się zwykle po cichu. Spektakl w reżyserii Marcina Jarnuszkiewicza, znakomitego scenografa, też jest krótki, trwa ledwie pół godziny. I też nie przegadany. Prosty w formie. Po prawej, na proscenium przy stoliku siedzi narrator, zwany Towarzyszem Podróży (Robert Płuszka). Czyta historię, którą oglądamy na wąskim, bo pomniejszonym ekranie sceny. Postaci Gęsi i Śmierci animują dwie aktorki (Elżbieta Bielińska i Małgorzata Suzuki). Obie lalki wykonano według ilustracji Elbrucha. Biała Gęś i Śmierć o wątłym ciele, obleczonym w płócienny strój i sporej trupiej czaszce.

Obok stawu, obok zarośli tataraku długo leży Gęś. Martwa? Nie! Żyje, wstaje, czyści piórka, przeciąga się. Jest już sama. Sama jedyna, nie ma stada, nie ma towarzyszek, jakbyśmy oglądali końcowy etap jej życia. Nagle, bezszelestnie sunie w jej stronę Śmierć.
- Przyszłaś po mnie? – pyta Gęś
- Jestem przy tobie od twoich narodzin, tak na wszelki wypadek – odpowiada Śmierć.
Gęś kuli się słysząc odpowiedź, zakrywa oczy. Obie postaci jednak szybko się zaprzyjaźniają. Gęś często zadaje pytania, Śmierć odpowiada, albo milczy. Wspólnie spędzają czas. Gęś zaprasza towarzyszkę do kąpieli w jeziorze, co akurat Śmierci niezbyt się podoba. Wdrapują się na drzewo. To zresztą piękny kadr, na chwilę zatrzymany przez reżysera. Nad drzewem przelatuje czarny kruk. Zapowiedź śmierci? Akcja, chociaż nie wiem, czy to dobre słowo, może „następstwo zdarzeń” toczy się wolno, płynie, ciągnie się. Gęsi jest zimno, wieje silny wiatr, prosi więc Śmierć, by ją ogrzała. Gdy nadchodzi zima Gęś kładzie się obok stawu, umiera. Śmierć przytula martwego ptaka, kładzie tulipan na nieruchomym ciele i pcha, by odpłynęło.


To piękny, nastrojowy spektakl, oswajający prostą przecież myśl, że odchodzimy, że to takie naturalne, że jesteśmy tu tylko przez chwilę. Że życie się już nie powtórzy. Ten spektakl to punkt wyjścia do rozmowy z dzieckiem o spychanych w kąt przez rodziców tematach funeralnych. Dobry punkt wyjścia do rozmowy. Ale to również spektakl dla dorosłych, zgodnie z powtarzanymi przez Marcina Jarnuszkiewicza słowami, że robi przedstawienia dla wszystkich. Po obejrzeniu tego, prezentowanego w Baju, trudno mu nie wierzyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz