piątek, 1 listopada 2013

Dorota Bagiński polemizuje z felietonem „No i gdzie te spektakle dla gimnazjów?”.

„No i gdzie te gimnazja na spektakle?”
Bartłomiej Miernik, w felietonie dla e-teatr.pl, opublikowanym 20 września 2013, pyta: „No i gdzie te spektakle dla gimnazjów?”. Pyta, kiedy młodzież gimnazjalna już zapomniała o minionych wakacjach a kadra pedagogiczna zaczęła przygotowywać się do obchodów Dnia Nauczyciela. W tym to czasie pewna pani w Dziale Obsługi Widza i Organizacji Widowni pewnego teatru dzielnie budowała bazę danych szkół gimnazjalnych w mieście stołecznym Warszawa i okolicach. Numery na liście rosły, opatrzone numerami referencyjnymi, imionami patronów, nazwiskami dyrektorów, pedagogów szkolnych a nawet psychologów, numerami telefonicznymi sekretariatów i adresami internetowymi szkół. Pani ta, pełna nadziei, że tak żmudna praca nie pójdzie na marne, zebrawszy wszelkie materiały przedstawiające i informujące o rezultatach pracy zespołu aktorskiego, reżysera, autora tekstu oraz o recenzjach, jakie pojawiły się na temat spektaklu i rekomendacjach, podzieliła się nimi drogą elektroniczną, zapraszając do teatru dramatycznego (nie lalkowego) młodzież gimnazjalną wraz z nauczycielami i rodzicami. Zaprosiła na spektakl pt. „Wychowajmy ich”.
Przedstawienie, które jest polską prapremierą, wyprodukowano w lutym 2013 roku. Nie opiera się o tekst klasyczny. Jest jedynym w Warszawie i w kraju przedstawieniem skierowanym do młodzieży gimnazjalnej. Jest grane w siedzibie teatru a nie w salce gimnastycznej. Jest wreszcie skierowane do widowni zorganizowanej. Ktoś jednak na to przedstawienie musi zaprosić, zaprowadzić tę młodzież, zorganizować wyjście, zaszczepić w młodym człowieku nawyk wychodzenia do teatru, uczestniczenia w spektaklu. Ponadto, młodzież nie będzie się frustrować czy nudzić tematyką, która jej nie dotyczy. Młody człowiek sam raczej nie wybierze się do teatru, gdyż nie wpadnie mu do głowy, że istnieje inny rodzaj świata niż gry komputerowe. A ten świat nazywa się teatrem. Można go użyć do odreagowania, interpretowania, czy komentowania świata rzeczywistego, pełnego problemów, gier interpersonalnych, kompleksów i błędów wychowawczych.
Przyznać trzeba autorowi felietonu rację, że praca na własnym podwórku jest tradycyjnie mało wdzięczna. Ale czy tak musi być nadal? Własne podwórko to ulica przy której stoi teatr, szkoła obok, w tej dzielnicy, czy w tym samym mieście, w naszym województwie, czy w naszym kraju…
Dyrektor lokalnego teatru, a jednocześnie reżyser spektaklu „Wychowajmy ich” nie bał się edukowania młodych widzów ani eksperymentowania, ani niewdzięczności ze strony tego własnego podwórka. Owszem, eksperymentem było oczekiwanie, czy to wydarzenie znajdzie odbiorcę. Polską prapremierę obejrzało 400 warszawskich gimnazjalistów w okresie zimowym bieżącego roku. Ponadto amatorska grupa teatralna „Les P’tits Gibus” z Liceum Dwujęzycznego nr 17 wystawiła spektakl pod tym samym tytułem w Centrum Kultury Rotunda w Krakowie oraz na Ogólnopolskim Frankofońskim Festiwalu Teatralnym Szkół Średnich w Koszalinie, gdzie zdobyła pierwsze miejsce za interpretację.
Sztuka powstała w wyniku pracy autora, Laurenta Van Wettera z młodzieżą szkolną podczas warsztatów teatralnych, na których uczestnicy otwarcie opowiadali o swoich relacjach z rodzicami, o swoich codziennych problemach i o tym co dla nich znaczy słowo WYCHOWANIE.
Słowo to stało się „chwytliwym” tytułem, tak przynajmniej można było przypuszczać. A jednak w nowym roku szkolnym 2013/2014 „nie chwyciło”. Owa pani z Działu Obsługi Widza usłyszała w rozmowie telefonicznej z dyrektorami, nauczycielkami i sekretarkami, że „zaproszenia do teatru zostały umieszczone w pokoju nauczycielskim”, „nauczyciele decydują o wyjściu”, „mamy akcję nie wychodzimy ale się uczymy”, „dyrektor i dzieci są na wycieczce zagranicznej”, „otrzymujemy tyle ofert!”, „e-mail trafił do kosza”, „szkoła nie ma budżetu”, „nie jesteśmy zainteresowani”. Na 200 gimnazjów warszawskich tylko jedno wyraziło chęć przybycia do teatru osiemnastu uczniów!
A spektakl jest przecież skierowany do gimnazjalistów! Ci go jednak nigdy nie zobaczą, bo nauczyciele i rodzice nie widzą potrzeby edukacji teatralnej, wychowania widza, wyrabiania nawyku wychodzenia do teatru, dzielenia się wrażeniami po spektaklu. Nie wierzą w ideę polepszania świata przez sztukę, a w szczególności przez teatr. W dzisiejszym systemie oświaty, w nauczaniu młodzieży ważniejsza jest umiejętność stawiania krzyżyka w odpowiednim miejscu testu czy wpisywania słowa klucza. Przyprowadzenie dzieci do teatru, którego wieczorny repertuar nie zawsze odzwierciedla poglądy dorosłych, byłoby rzekomo zbyt eksperymentalne, skandaliczne. Sztuka Laurenta Van Wettera ukazuje jak pusto może brzmieć postulat dorosłych – „Wychowajmy ich”.
Może. I brzmi.

P.S. W kilka dni po napisaniu tej riposty mam przyjemność poinformować, że chęć wyjścia do teatru wyraziła również klasa gimnazjalna ze Szkoły Liderów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz