poniedziałek, 7 października 2013

"Schron" - opowiadanie Ewy Pietrzak, uczennicy 3 klasy Społecznego Gimnazjum w Kwidzynie

Jestem tu od… sam już nie pamiętam. Na pewno od dawna. Czuję to w kościach. Czuję, że minęły już lata, choć każdy dzień jest taki sam jak poprzedni. Budzę się rano. Podłoga za każdym razem jest tak samo zimna i twarda. Wstaję. Czuję na ciele delikatny powiew. Wciągam nosem zapach stęchlizny. Ten sam od lat. Zakładam na siebie podarte szmaty. Te same od lat. To znaczy, kiedyś nie były one szmatami. Kremowa, lniana marynarka. Obecnie ciemnobrązowa.. Materiałowe, czarne spodnie. Przetarte na kolanach, z dziurą na nogawce. Pamiętam… ten dzień. Kiedy ona, moja jedyna, najpiękniejsza Ania, uszła mi je na maszynie. Tej czarnej, która stała w salonie. Nie warto wspominać. Nie warto pamiętać. To przeszłość. Anki nie ma. Maszyny nie ma. Salonu nie ma. 

Jestem tylko ja. Sam. I on. Schron. Myślę, że można by nas nazwać przyjaciółmi. Znamy się już tyle lat. Taka długa znajomość, tak bliska, zwie się chyba przyjaźnią, prawda? Czuję się dzięki niemu bezpieczny. Jest zimny i oschły. Ale to nic. Jest przyjacielem. Myślę, że myśli o mnie to samo. Jestem w końcu jego jedynym towarzyszem. 

Słyszę pisk. Drapanie. Jakby ktoś próbował się stąd wydostać, rozdrapując ceglane ściany Bez szans. Już dawno to próbowałem. Po chwili znajduję mojego gościa. W sumie nie jest to trudne. Znam te korytarze na pamięć. Od lat. Łapię w dłoń jego małe, owłosione ciałko. Wtapiam w nie zęby. Rozdzieram pazurami. Czuję w ustach smak krwi, którą łapczywie piję. Powoli odrywam kawałki świeżego mięsa i staram się nimi delektować. Na koniec zostawiam najlepsze. Kosteczki. Tak uroczo chrupią w ustach. Wszystko popijam resztką wody, którą w deszczowe dni zbierałem do stalowej misy. Nie wiem skąd ją mam. Ale jest tu od zawsze. Od lat. 

Idę na obchód. Przechodzę przez każdy korytarz, każde pomieszczenie. Dokładnie oglądam każdą cegłę.  Każdą dziurę zalepiam piaskiem. Każdą. W końcu to jedyny sposób na zapewnienie bezpieczeństwa mi i mojemu przyjacielowi. Wróg nie może nas znaleźć. Nie mogę na to pozwolić.  A przecież może być wszędzie. Może się czaić za jednym z tych otworów. Co jeśli ominąłem jakąś cegłę, za którą czyha wróg?! Jeśli tak jest… zna już nasze wszystkie sekrety. Może zaatakować w każdej chwili. Dla pewności powtarzam obchód. Cały czas bacznie nasłuchując, czy nikt nie czai się za rogiem. Najmniejszy szelest może oznaczać wroga. Zwykle okazuje się być jedzeniem, ale ostrożności nigdy za wiele. 

Podchodzę do wyjścia ze schronu. To miejsce, w którym muszę uważać najbardziej. Jeśli ktoś mnie usłyszy i z czystej ciekawości przekroczy piwniczne drzwi, nie mam jak uciec. Jest to największa wada mojego przyjaciela. Oczywiście, nie jestem jeszcze taki słaby. Może uda mi się obronić. Jednak jest wielu silniejszych ode mnie. Jeśli więc jeden z nich postanowi mnie odwiedzić, oznacza to mój koniec. Nie mam jak uciec. Zginę, a cały czas poświęcony na ochronę mojego przyjaciela pójdzie na marne. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz