wtorek, 15 października 2013

Międzynarodowy Festiwal Konfrontacje Teatralne w Lublinie, Dzień trzeci 14.10.13. Opisuje Kalina Filip.

fot.Marta Zagierska / Centrum Kultury

Let’s dance.

Performans pt. „Remix: Tomaszewski”, Mikołaj Mikołajczyk stworzył w hołdzie mistrzowi Henrykowi Tomaszewskiemu. Mikołajczyk pokazał niezwykle intymną relację zarówno z Mistrzem jak i z widzem.

Widzowie, przybywający na spektakl, zatrzymani są w holu przed Salą Czarną. Artysta wychodzi do nich, wita się przytula, całuje, prosi, aby go poczochrać po głowie, pomiziać po uszach, by puścić oko do kamery. Interakcja twórca – widz rejestrowana jest przez kamerzystę.

Wchodzimy do sali tonącej w półmroku, siadamy na poduszkach ułożonych pod ścianami. Performans rozpoczyna się fragmentem wykładu Joanny Klass (z Instytutu Adama Mickiewicza) o Henryku Tomaszewskim. Następnie Mikołajczyk, stojąc na środku sali, opowiada o początkach swojej drogi teatralnej, o tym, jak trafił do Wrocławskiego Teatru Pantomimy. Następuje interakcja artysta-widz. Po słowach „Czy może Pan tu stanąć?”, które są częścią opowieści, Mikołajczyk wybiera osobę z publiczności. Zawiązuje jej oczy, staje za nią, blisko, przytulając się i zaczyna się z nią obracać i kołysać. Podnosi ręce, których trzymała się osoba, kładzie na jej głowie, jej rękę na swojej głowie i tak się bujają, przytuleni. Wszystko odbywa się przy rzewnej piosence.

Taniec kończy się głośną, przejmująca muzyką zmiksowaną z archiwalną wypowiedzią Tomaszewskiego o sztuce jaką tworzy, o człowieku, ruchu i poszukiwaniu własnego ja. Rytm wypowiedzi staje się głównym bohaterem przedstawienia. Mikołajczyk wykonuje dynamicznie powtarzające się sekwencje ruchów. Równocześnie wyświetlane są filmiki z przywitania z publicznością i tańca z osobą z publiczności. Widz ma wrażenie, że tancerz zaraz zemdleje, tańczy z zamkniętymi oczyma, słania się ze zmęczenia.

Momentem kulminacyjnym przedstawienia jest rozebranie się artysty do naga. Ma zasłonięte oczy, jest całkiem nagi, pot spływa mu po ciele. Z widowni wybiera osobę, którą dobrze zna. Przyjaciółkę? Tym razem to ona stoi za nim. Taniec wygląda ta samo jak wcześniej, towarzyszy mu znowu rzewna piosenka. Następnie Mikołajczyk tańczy sam, powtarza sekwencję ruchów, tym razem mniej dynamicznie. Nie ma już muzyki, artysta sobie dośpiewuje. Gasną światła, a performans kończy się słowami „Tomaszewski. Mikołajczyk”.

Tancerz odbył podróż do swoich artystycznych początków. Jak sam mówi: „Teraz jest ten czas, kiedy mogę zmierzyć się i konfrontować mój język i moją wrażliwość z legendą polskiego, światowego teatru”.
*
Wieczna zmarlina.

Lód” w reżyserii Janusza Opryńskiego okazał się niezbyt trafiony w gusta publiczności. Połowa widzów wyszła po przerwie lub jeszcze w trakcie trwania pierwszej części. To trzygodzinna opowieść o Benedykcie Gierosławskim „nieudolnym filozofie, logiku, matematyku, nałogowym hazardziście”, podróżującym ekspresem transsyberyjskim do Irkucka, aby odmrozić ojca.

Ruchoma scenografia przypomina wnętrza przedziałów, jeździ po scenie w prawo i w lewo. Tworzy w sumie cztery przedziały, umieszczone jeden za drugim. Ze względu na to, że mansjony są ruchome, łatwo można kreować przestrzeń sceniczną. Kostiumy bohaterów są stylizowane na stroje z pierwszej ćwierci XIX wieku.
Dialogi, sekwencje, sceny są potwornie długie, akcja praktycznie znikoma. Momentami ożywiającymi spektakl staja się sceny z udziałem szalonego naukowca, wynalazcy, eksperymentatora. Gra aktorska nie zachwyca, nie przekonuje. Nie angażuje widza w opowieść. Po dwóch godzinach spektaklu odnosi się wrażenie, jakby się samemu jechało koleją transsyberyjską, 5.153 kilometrów z Moskwy do Irkucka. Sugestywne przedstawienie?


Nawet nie chodzi o to, że aktorzy cały czas rozmawiają na nudne tematy, co nuży widzów. Nie. Nie znając książki Jacka Dukaja, na podstawie której został zrealizowany spektakl, ciężko jest zrozumieć konteksty. Poza tym, proza Dukaja jest bardzo specyficzna, „dialogi gdzieś pomiędzy światem Brzozowskiego a światem Dostojewskiego. Jacek Dukaj podąża za obłąkaną myślą Tadeusza Kotarbińskiego »by przyszłość odmienić«” Poruszane tematy również nie są odkrywcze. Co z tą Polską? Co z tą Rosją? A Bóg, gdzie w tym wszystkim, Bóg i jego przykazania? Prawa logiki? Czego chcą, czego szukają katolicy, a czego Polacy? Spektakl niewątpliwie ma potencjał, ale niestety nie w obecnej formie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz