poniedziałek, 14 października 2013

Międzynarodowy Festiwal Konfrontacje Teatralne w Lublinie, Dzień drugi 13.10.13. Opisuje Kalina Filip.

fot. Maciej Rukasz / Centrum Kultury w Lublinie

Remix.

Co czujesz, gdy patrzy na Ciebie siedmiolatek? A gdy pokazuje palcem? Uśmiechasz się? W spektaklu „Poor Theatre: Remix” występuję trójka siedmiolatków (dwie dziewczynki i jeden chłopiec) i trójka dorosłych. Wojciech Ziemilski dokonał remiksu jednego z najbardziej klasycznych przedstawień Jerzego Grotowskiego i Teatru Laboratorium „Akropolis”, zrealizowanego przez The Wooster Group pt. „The Poor Theatre”. „Akropolis” Stanisława Wyspiańskiego, to jak wiadomo, tekst o żałobie i melancholii, w którym głównymi bohaterami są postaci wstające w Noc Zmartwychwstania z ołtarzy wawelskich.

Wchodzimy do ciemnego pomieszczenia, oświetlonego jedynie kilkoma świetlówkami, ułożonymi na środku sceny w kształt wielokąta. Świetlówki ułożone są na przedmiotach o różnej wysokości (krzesło, skrzynia, metalowy stelaż). Trójka dorosłych, w tym Ziemilski, siedzi za pulpitem w lewym rogu sceny, poza świetlówkowym wielokątem. Dzieci mają na głowach słuchawki, przez które otrzymują instrukcje, co mają robić. Instrukcje podają osoby za konsoletą. Widz tego nie słyszy.

Dzieci chodzą po scenie, liczą coś, skaczą po plamach na podłodze, chowają się. Gdy gaśnie światło, chłopiec oświetla konkretny punkt ściany latarką. Nie towarzyszy temu spektaklowi żadna muzyka. Dzieci piszą coś na kartkach, ustawiają się jedno za drugim i pokazują, co napisali. Trzy zdania „To nie moje słowa, ale za nimi stoję”, „Nic tu nie jest przypadkowe”, „Ja jestem rewolucją”. Słowa zapisane niezdarnymi drukowanymi literami, z „E” napisanym w odwrotną stronę. Urocze. Jednak przyglądając się bliżej, spoglądając poza urokliwość i niezdarność siedmiolatków, oglądamy jednak dyktowane słowa. To dorośli zdecydowali o tym, co pojawi się na kartkach. Podobnie, to oni decydują o roli społecznej, zawsze determinowanej, narzuconej dzieciom. Od samego początku nie jesteśmy wolni, zostajemy wychowani w konkretnej kulturze, społeczeństwie.
Gasną światła, dzieci pojawiają się w punktowym oświetleniu. Recytują fragment pierwszego aktu „Akropolis” Stanisława Wyspiańskiego, rozmowy Aniołów z Panią z pomnika Skotnickiego:
Pani: Gdzie mnie wiedziesz?
Anioł 1: W blask.
Pani: Gdzie mnie wiedziecie?
Anioł 2: W świt.
Pani: Kto wy?
Anioł 1: Idziem na spyt.
Anioł 2: Idziem budzić.
Pani: Nie warto.”
Dzieci nie mówią kwestii po kolei, mieszają się im wersy i role. Nie można rozróżnić wszystkich słów. Recytowany fragment dramatu zapętla się. W końcu dzieci zaczynają krzyczeć tylko pojedyncze wyrazy. Spektakl kończy się słowami:
Pani: Stałam na grobie.
Anioł 2: Zeszłaś z grobu.”
Pojawia się fundamentalne pytanie, czy dzieło teatralne można w jakkolwiek sposób utrwalić dla potomnych? Czy powtarzanie jest jedyną formą przyswajania kultury? Gdzie jest miejsce klasycznych dzieł polskiej kultury w dobie płytkiej, płaskiej popkultury?

Pewne jest, że spektaklu nie da się zachować w formie pierwotnej, dla potomnych. Teatr jest nieuchwytny, chwilowy, zależny od wielu kontekstów politycznych, społecznych, kulturowych. Dzieło zostaje inaczej odebrane, nawet nie po latach, a po kilku miesiącach. Widz przychodzi już z czym innym, otacza go inna rzeczywistość, czego innego oczekuje, co innego zobaczy. Jak mówi jedno z tegorocznych haseł festiwalu „THE STORY IS IN YOUR HEAD”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz