piątek, 11 października 2013

Felieton: Teatr imienia Troskliwego Misia Kapustki

Tak sobie myślę, że może Piotr Szczerski nie chciał źle. Że intencje, chęci miał dobre. A wiadomo co jest dobrymi chęciami wybrukowane. Może nie chciał źle, ale powstał ferment, koło zaczęło się toczyć, pianę poczęli toczyć przeciwnicy pomysłu. A pomysł zadziwiający, doprawdy. Zmiana patrona kieleckiej sceny. Z Żeromskiego na Mrożka.

A może już poniewczasie to piszę, już nieważne, bo kogo to obchodzi? Chociaż decyzja jeszcze nie zapadła. Szybki news na sekundę rozpalił serwisy informacyjne regionu świętokrzyskiego. A sprawa wydaje się istotna. Bo czy Żeromski ma zostać, czy Mrożek ma do nazwy kieleckiego teatru pieszo przydreptać. Chociaż dyrektor Szczerski przyznał, że jak lokalne środowisko nie zgodzi się na Mrożka, to on i tak nada jego imię scenie głównej teatru. Zaprosił też żonę artysty, Susanę na listopadowe Zaduszki.

W Kielcach kłócą się o patrona sceny. Żeromski nagle zaczął przeszkadzać, uwierać. Tylko dlaczego Mrożek? By było głośno o teatrze, bo autor „Tanga” niedawno umarł? Przecież premiery kolejnych jego dramatów od ponad dekady to pasmo porażek! Przecież żaden z polskich reżyserów młodego i średniego pokolenia go nie gra. Reaguje na Mrożka grymasem. Bo jak grać napchane aluzyjnością „Na pełnym morzu”? Zresztą, ciekaw jestem, jak poradzi sobie niebawem z tym dramatem młoda reżyserka w Rzeszowie. Jak uzasadnić obecność tygrysa w „Męczeństwie Piotra Oheya”?

Stefana Żeromskiego w szkole nie cierpiałem. Nudziarz. Potem, na studiach, przeczytałem, już z większym zainteresowaniem, jego powieści. Dziwi, że w kieleckim teatrze, zamiast lokalnego twórcę wypróbować na scenie, wyrzucają w błoto jego spuściznę. Dziwi tym bardziej, że przed 1989 rokiem, często utwory Żeromskiego gościły na tej scenie. Dyrektor Szczerski z chirurgiczną precyzja Judyma pragnie wyciąć Żeromskiego z nazwy. A może ma rację? Może brakuje reżysera, który jak Jarocki, potrafiłby pokazać dziś Żeromskiego na scenie? Jak w „Śnie o bezgrzesznej” w krakowskim Starym? Celnie pisał recenzent o twórczości Żeromskiego na przykładzie tego spektaklu: „Bo nie o teatr tu chodziło, lecz o nas samych, o nasze wspólne dziedzictwo historyczne, jakim są dzieje walki narodu polskiego o niepodległość i sprawiedliwość społeczną”. Świetnie poradził sobie z „Różą” w Legnicy Lech Raczak. Trzy sezony temu. Znaczy, że można. Bo nie w nazwie patrona tkwi błędne myślenie. Zagrajcie panie dyrektorze z dwa tytuły oparte o teksty Żeromskiego. A potem zastanówcie się, czy istotnie spuścizna pisarza na nic się dziś teatrowi nie przyda.

W Kielcach doszli do wniosku, że Mrożek wypromuje miasto. Ja wiem, czy wypromuje? Przecież dziś mało kto Mrożka czyta. Naprawdę uważacie, że ludzie skojarzą? Że to takie znane nazwisko?
Przepraszam, ale to do bólu prowincjonalne myślenie. Myślenie dopuszczalne w Świebodzinie czy Suchowoli, gdzie sobie wykreślili środek Europy. Dlaczego wpisują się w nie Kielce? I co z tego, że jak dodaje pan dyrektor: „Mrożek naprawdę przyjeżdżał tu jak do swojego domu”. No i co z tego? Siła tego argumentu jest wagi piórkowej.


Niezdrowy ferment zapanował w teatralnym kieleckim środowisku. W teatrze, którego program cenię, teatrze, który uważam za nieźle prowadzony, którego dyrektor balansuje między repertuarem rozrywkowym a przedstawieniami eksperymentalnymi, nowoczesnymi w środkach i treści. I teraz ta szaleńcza debata o patronie. Mam inny pomysł na patrona, który przyniesie Kielcom sławę, rozgłos i szacunek u kolejnych pokoleń teatromanów. Może na patrona teatru wziąć Troskliwego Misia Kapustkę – bohatera tekstu Mateusza Pakuły, granego z sukcesem na kieleckiej scenie? Miś ma zresztą swoje zdanie na temat twórczości Mrożka: „To nie Mrożek żeby wszystko było jak w zegarku. Tu się liczy wolny stream nieposkromiony nurt tu jest królestwo intuicji tu rządzi anarchia.” To co? Misia na patrona?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz