piątek, 20 września 2013

Felieton: No i gdzie te spektakle dla gimnazjów?

To, co jest typowe dla polskich teatrów lalek to dotkliwy, w ostatnich latach, brak spektakli dla młodzieży gimnazjalne. Jakby dyrektorzy teatrów zapomnieli, że istnieje w kraju spora grupa młodych ludzi uczęszczających do gimnazjów właśnie. Jakby przeoczyli, że prócz roli kulturotwórczej, prócz grania lektur (o tym za chwilę), należy porozmawiać ze sceny o problemach młodzieży. A jeśli dyrektorom na tym nie zależy, to jakby dotychczas nie zauważyli, że na gimnazjach można po prostu dobrze zarobić. Odczuwam w polskich teatrach brak przedstawień dla grupy wiekowej 13-16 lat, które z kolei w ilościach hurtowych grane są w teatrach Francji czy Belgii. Bo czy świetny skądinąd opolski "Morrison/Śmiercisyn" to przedstawienia dla gimnazjalistów pośród których siedziałem na spektaklu? A taki "Traktat o łuskaniu fasoli" z Gorzowa? Tam przysypiałem na porannym przedstawieniu pośród uczniów pierwszej klasy liceum. Czy poetycka wizja Passiniego, ukazująca poetę, muzyka Morrisona w apokaliptycznym widzie, czy gęsta powieść Myśliwskiego to dobre tematy? Pewnie dla jakiejś części młodych odbiorców niezłe. A gdzie pośród tematów odrzucenie, bunt wobec rodziny, problemy w domu i próby samobójcze? O ile teatr dramatyczny w ostatnich latach tematykę przedstawień mocno oparł o "tu i teraz", o dokument, o dramaty społeczne i obyczajowe, o tyle spektakle, które powinny być adresowane do młodzieży wciąż opierają się o teksty klasyczne. Odczuwalny jest niedosyt nowych tekstów dla młodzieży. Trwa to od lat. Często się o problemie wspomina się na środowiskowych spotkaniach, konferencjach. Efektem tego jest nieobecność w teatrach spektakli dla liceum i gimnazjum.

Spójrzmy na kino. Nieprzypadkowo najpopularniejszym w ostatnich latach filmem dla młodzieży stała się "Sala samobójców". Frekwencyjnie ale i społecznie, w prywatnych rozmowach, w dyskusjach na forach. Poznańskie Centrum Sztuki Dziecka zorganizowało w tym roku pierwszą edycję konkursu na miniaturę teatralną. W czterech nadesłanych tekstach pojawia się motyw samobójstwa. A autorzy to licealiści. Młodzi ludzie wolą chodzić do kina. Teatr kojarzy im się z lekturami.

Niedawno zaczął się rok szkolny. W wielu polskich miastach i miasteczkach nauczyciele raz w semestrze otrzymują środki finansowe, by zabrać młodzież na spektakl, najczęściej na bajkę lub lekturę. Opowiadała mi niedawno licealistka z Opola, jak to nauczycielka zabrała całą klasę na farsę "Mayday". Może zrobiła to w akcie desperacji, bo tak naprawdę niedoinformowani nauczyciele prosto nie mają, śledząc repertuary łatwo o pomyłkę. Chcą zabrać młodzież na inscenizację lektury a lądują na pokazach poznańskiej "Balladyny" Marcina Cecko czy "#dziadów" Michała Kmiecika. Alternatywą wobec lektur są tak zwane spektakle trup objazdowych, prezentowane w salce gimnastycznej lub świetlicy szkolnej. Sporo tych firm teatralnych wciąż jeździ busikami po Polsce. Wczoraj, w Wałbrzychu, przeczytałem na tablicy domu kultury informację o pokazie spektaklu Ogólnopolskiego Teatru Williama - ES.

Poproszony zostałem przez Centrum Sztuki Dziecka o przyjrzenie się tytułom przedstawień dla młodzieży gimnazjalnej obecnych w polskich instytucjonalnych teatrach. Nie ma ich zbyt wiele. Za ten stan, za grzech zaniechania winiłbym głównie teatralnych decydentów, dyrektorów  scen.

Taki Olsztyński Teatr Lalek posiada Scenę dla Młodzieży i Dorosłych, gdzie grane są spektakle "Chłopcy z Placu Broni" i "Opowieść wigilijna", ale również niezbyt wysokich lotów "Ostatnia noc Don Juana". Wrocławski Teatr Lalek ma sporą scenę młodzieżową, a pośród spektakli wybija się niezły "Wroniec". Gdy w mieście funkcjonuje jeden teatr lalkowy to dyrekcja najczyściej decyduje się na przedpołudniowe granie lektur. Teatry lalek, co tu kryć, żyją z widowni organizowanej. Tak jest choćby w Bielsku-Białej, w Banialuce, gdzie w repertuarze mamy "Sen nocy letniej", "Ballady i Romanse", "Tristana i Izoldę", "Balladynę", ale też piękny spektakl "Król umiera", czy nudną jak flaki z olejem "Przemianę" Kafki. W łódzkim Pinokiu obejrzymy "Koralinę", "Oskar i Pani Róża" i "Białe baloniki". To teatr znany z intensywnej pracy z młodymi widzami i nauczycielami poprzez serie warsztatów. Ale już w toruńskim Baju pojawia się "Czerwony Kapturek", grana w okresie świątecznym "Opowieść Wigilijna", "Makbet", ale i "Ubu Król" i "Cyrk Dekameron". Jest wreszcie modelowa praca z gimnazjalistami w Teatrze Powszechnym w Warszawie poprzez projekt "Teatr w klasie".

Nie dziwi granie w teatrach lalek lektur i sprawdzonego dziecięcego repertuaru. Dyrektorzy zwyczajnie boją się zaryzykować, z niewiadomych przyczyn obawiają się edukowania widza, eksperymentów. O wiele łatwiej jest pochwalić się zadzierzgniętą zagraniczną współpracą, niż pracą na własnym podwórku. Pracą mało wdzięczną, często z lokalną, ubogą społecznością z lezących po sąsiedzku starych kamienic.

Dyrektorzy teatrów lalek borykają się też z przejmowaniem widzów przez teatry dramatyczne, grające w weekendy "Pinokia", czy bajki Andersena lub Twaina. Działy promocji wydzwaniają po szkołach, dowiadując się, że klasy przecież już były na bajce, tyle że w teatrze dramatycznym. A poziom tych 'nielalkarskich" spektakli nieraz jest żenujący.

O wielu dramatach, publikowanych w zeszytach "Nowe sztuki", dyrektorzy teatrów po prostu nie wiedzą. Z kolei niemal nie istnieją w lalkach tandemy dramaturg-reżyser, które objeżdżają polskie teatry dramatyczne. Pary Rowicki - Ratajczak, Demirski - Strzępka, Garbaczewski - Cecko, Brzyk - Śpiewak to w dramacie chleb powszedni, a w lalkach wciąż rzadkość. Dyrektorzy może wciąż jeszcze nie bardzo wiedza, czym zajmuje się przy spektaklu dramaturg. A znacznie większa jest siła przebicia tandemu, niż dyskretne podsuwanie przez reżysera tekstu młodego nieznanego dramatopisarza.

Są dziś też i tacy dyrektorzy teatrów lalek, którzy, by sprzedać przedstawienie głowią się nie nad mądrym wyborem sztuki, nad chwytliwym tytułem? Daleko szukać. Teatr Arlekin pod dyrekcją Waldemara Wolańskiego pierwszą premierę tego sezonu zatytułował "Dura sex sed sex tudzież seksperymentarium na troje aktorów i wyuzdany plan lalkowy". Spektakl, o dziwo, nie w reżyserii dyrektora, a Patryka Steczka. Przedstawienie zostanie zbudowane na tekstach Tuwima. Można i tak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz