piątek, 12 lipca 2013

Uwagi po sezonie, cz. 2, "Aktorzy"

Michał Kocurek – odkrycie sezonu. Aktor, który za dyrekcji Janusza Wiśniewskiego grał niewiele. Gdy w Teatrze Nowym w Poznaniu zmieniła się władza, Kocurek jakby uwierzył w siebie, jakby go Kruszczyński wydobył z niebytu. Dostał szansę, zaczął grać i to jak! Różnorodnie! Od milczącej roli, opartej na geście, mimice w "Domu Bernardy Alba" (http://miernikteatru.blogspot.com/2013/06/dom-bernardy-alba-rez-magdalena-miklasz.html ), przez śpiewane "Imperium", w którym wciela się w wiele ról, nieraz zabawnie, mocno komentujących współczesną Rosję, po skierowane do dzieci "Chodź na słówko" – doskonale bawiąc się z najmłodszą publicznością (http://miernikteatru.blogspot.com/2013/05/chodz-na-sowko-rez-jerzy-moszkowicz.html ). Aktor różnorodny, aktor "szeroki".

Marcin Pempuś – to nie Kurt Cobain. To dialog z tą postacią w "Courtney Love" z T. Polskiego we Wrocławiu (http://miernikteatru.blogspot.com/2013/04/courtney-love-moniki-strzepki-i-pawa.html) Ogromny plus za śpiew, za to, że nie imituje wokalisty Nirvany a nadaje postaci własny rys. Tworzy postać kompletną, dopracowaną we wszystkich elementach, jednorodną. W ruchu, geście, głosie to Cobain w wersji Pempusia.

Łukasz Schmidt – główna rola w opolskich "Dwunastu stacjach", na podstawie doskonałego poematu Tomasza Różyckiego. Wreszcie rola, w której widać talent Schmidta. Używając terminologii piłkarskiej to kapitan, Kazio Deyna tego przedstawienia, silnik, motor napędowy. Aktor o ogromnych możliwościach. Tu dostał wolność od reżysera. Są sceny, w których może się "porozpychać", gdzie może pokazać, co potrafi. (http://miernikteatru.blogspot.com/2013/03/dwanascie-stacji-w-rez-mikoaja.html )

Sambor Dudziński – jest Jimem Morrisonem w opolskim "Morrison/Śmiercisyn" w reż. Pawła Passiniego. Wariat w pozytywnym znaczeniu. Celny pomysł, by zaangażować go gościnnie do tej roli. Przed rozpoczęciem spektaklu, w foyer z impetem wali w bębny. A potem rozgrywa intymne sceny przedstawienia, poetyckie, oniryczne, ukazujące ból, rozpacz postaci. Dudziński to nie tylko świetny muzyk ale i niezły marionetkarz, o czym przyznaję, zapomniałem. Tu umiejętnie prowadzi postać Jima. (http://miernikteatru.blogspot.com/2013/03/morrisonsmiercisyn-w-rez-pawa.html )

Andrzej Szubski – z reguły scena, w której gra, jest co najmniej dobra. Zbyt mało go niestety w Teatrze Polskim w Poznaniu. A pamiętam spektakle w Wałbrzychu, gdzie był wiodącym aktorem. W "Wiecznym kwietniu" w reż. Agnieszki Korytkowskiej, gdzie gra Księdza Grzesia, pokazuje kunszt w kilku błyskach, a scena pielgrzymkowa, spod krzyża, bliska jest doskonałości. Korytkowska potrafi zresztą w swoich przedstawieniach najlepiej zadbać o Szubskiego. Świetny był niedawno w "Ich czworo" w jej reżyserii.

Krzysztof Olchawa – to bez wątpienia najlepszy aktor lubelskiego zespołu. A to jak jest "szeroki" i potrafiący sie zmieniać widać znów w przedstawieniu Korytkowskiej, w "Płatonowie" z Teatru im. Osterwy w Lublinie (http://miernikteatru.blogspot.com/2012/12/patonow-w-teatrze-im-osterwy-w-lublinie.html ). Niezły ale już jednowymiarowy w epizodzie w "Pakujemy manatki" w reż. Artura Tyszkiewicza (http://miernikteatru.blogspot.com/2013/03/pakujemy-manatki-w-rez-artura.html ). U Korytkowskiej potrafi ściągnąć, ściąć gesty i mniej podgrywać. W 'Płatonowie" introwertyk, jak Hamlet kręcący się, błądzący, spacerujący po dworze. Kreuje fabułę na scenie, wydobywa wydarzenia ze swojej pamięci. Klasa mistrzowska.

Paweł Palcat – świetny Chico w "Historii o Miłosiernej..." w reż. Piotra Cieplaka (http://miernikteatru.blogspot.com/2013/01/cieplakowa-biblia-pauperum.html ). Zagubiony, delikatny, niby przez przypadek włączony w zwariowane wydarzenia. Pokazuje ogromne możliwości.

Łukasz Lewandowski – Koczkariew w "Ożenku" w reż. Iwana Wyrypajewa. To w ogóle bardzo dobre przedstawienie warszawskiego Teatru Studio. Wiedziałem, że Lewandowski ma spore możliwości komediowe, ale nie że aż takie. Nie, że z dell'arte. Duet z Marcinem Bosakiem chyba najlepszy w sezonie. (http://miernikteatru.blogspot.com/2013/02/ozenek-wyrypajewa-w-teatrze-studio.html )

Andrzej Kłak – w "O dobru" z Teatru Dramatycznego z Wałbrzycha (http://miernikteatru.blogspot.com/2013/01/o-dobru-z-wabrzycha.html). Jest niesamowicie przekonujący w postaci Bernsteina. Umiera na raka, pokazuje zdjęcie rentgenowskie, prosi o pomoc. Rola życia? Równie świetny w "Courtney Love", jako jeden z członków zespołu Nirvana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz