czwartek, 11 lipca 2013

„Piękna Lucynda” reż. Ewelina Pietrowiak, Teatr im. Ludwika Solskiego w Tarnowie. Komentuje Kalina Filip.


Jednej nie bij kwiatem, drugiej nie głaszcz nawet batem”.

Pomysł wystawienia komedii muzycznej, mając w zespole trzech śpiewających aktorów, to umówmy się, klęska. Ku mojemu zaskoczeniu, okazało się to możliwe. Ba! Wyszło całkiem nieźle. W tarnowskim teatrze niekiedy słychać, że aktor lub aktorka nie posiada słowiczego głosu, ale wybrania się melorecytacją.

Mocną stroną spektaklu są kostiumy Anny Nykowskiej oraz choreografia Anity Podkowy. Białe buty, sukienki, koszule, spodnie, peruki i na biało pomalowane twarze z mocnymi rumieńcami. A aktorzy niby laleczki z porcelany, mimowie. Stroje raczej współczesne, z elementami z epoki powstania dramatu (peruki, spódnice). Choreografia dynamiczna, dowcipna, pełna seksapilu i wdzięku, momentami dość odważna. Doskonale wpisująca się w tempo i rozwój akcji. Ważne były też płynne przejścia między scenami mówionymi a śpiewanymi.

Należy wyróżnić niektórych aktorów. Kinga Piąty jako Ciotka Utciszewska była wspaniała. Grała z lekkością, łatwością, była niezwykle przekonywująca, świetnie bawiła się w roli. Monika Wenta-Hudziak jako Terpsychora, Wawrzonek to zagrana przez kobietę męska rola luzaka, służącego dosyć kapryśnego pana. Sposób poruszania się na scenie, głos, sposób mówienia, wszystko spójne i prawdziwe. Piotr Hudziak w roli Poufalskiego w złotych aviatorkach wyglądał jak Kermit z Muppet Show. Komiczny wygląd podkreślały humorystyczne dialogi. Poufalski bezsprzecznie bawił publiczność. Niestety najgorzej wypadł Kamil Urban w roli Hrabiego Adama Faworskiego. Stworzył postać rozwlekłą i nieprzekonywującą. Nie została zatarta granica między osobą a postacią. Wyszło takie... nie wiadomo co.


Komedia Hemara przesycona jest seksualnymi podtekstami, momentami aż niesmacznymi, trąci humorem małomiasteczkowych chłopów, jak choćby ten cytat: „możemy się na Panią spuścić? Możecie, nawet obaj”. Momentami zaciera się, niknie fabuła przedstawienia, niewybredny dowcip bierze górę. Publiczność na tarnowskim rynku bawiła się jednak doskonale. Przedstawieniu towarzyszyły spontaniczne oklaski i śmiechy. Podkreślano, że pierwszy to w historii Tarnowa spektakl na rynku. Jedno jest pewne i warte podkreślenia: tarnowski teatr wreszcie wyszedł na spotkanie z widzami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz