poniedziałek, 15 lipca 2013

Felieton: Ciepłym moczem

Świtało. A jednak jeszcze nie pójdzie, wpierw sprawdzi fejsa. Sam przesiedział pół nocy, zero dup dookoła. Minęła chwilowa sława pana festiwali, przytyło mu się, zarósł, spać nie może, leki na nadciśnienie bierze. Kolejny miesiąc siedzi nad dłuższym artykułem, bloga prowadzi, na oko kładzie gruby tusz, mizogin cholerny. Brrr... spojrzał w lustro pełne strupów jakiś. Siedzi na Pradze w knajpie z wifi. Litery postów rozlewają się, rozpychają, ale daje radę. Może jakieś komentarze pod postami widnieją? Oho, oho, podniecenie ogarnia, takie pierwsze nastoletnie. Może draśnięte teatrolożki głowę mu sfastrygują, może jaki neosocrealistyczny Towarzysz Abramowski żyletką smagnie, żartu nie zrozumie? Sezon ogórkowy w pełni, to wymyślił tych Latynosów. Koleżanki z "Orgazmusa" zamieszczają kolejne foty na fejsie, te bardziej lajtowe, co by rodzina nie widziała. Toną w objęciach Latynosów, szponami Walkirii w heban skóry się wbijając. Lajków mnóstwo, poleceń, komentarzy również, czyli że znów udało mu się o śmiesznej sprawie napisać, czegoś zabawnego dotknąć? Radosny, jak skowronek o wczesnej porze czyta komentarze.

- Włosi są po prostu fajni, oczywiście tylko niektórzy, a większość na krótką metę ;p
- A co Ci po nawiedzonych teatrolożkach? Idź w jakość, nie ilość.
- Bartku, jaka zazdrość!....Przecież wyglądasz jak rodowity neapolitańczyk.
- To nie Włosi są fajni, to język włoski rozczula Polaków. Mamy do niego niewątpliwie wielką słabość. Cóż... nasz język jest także samo poetyczny.
- Włoch Ci z głowy nie spadnie od dzióbków i postów więc nie bądź zazdrosny.
- Na pewno lepiej się ubierają niż Polacy...
- Jeny ależ ten widok musi być żenujący, na samą myśl, wstyd mi, że te teatrolożki mają między nogami to samo co ja i nazywają się kobietami. Nie bądź więc Bartku zazdrosny.
- Fajowsze są te teatrolożki, które biegną do Ciebie w podskokach, krzycząc "Bartek, Bartek!"
- Niestety to czasem i tak lepsze niż teatrolożki zabierające się za pisanie tekstów o teatrze...
- A co z teatrologami w takim razie skoro teatrolożki są takie straszne?
- No nie, a teatrolodzy też biegną do Bartka i wtulają się do Włochów to jakaś masakra jest - przestaję wierzyć w człowieka.
- Podejrzewam, że widok teatrologów uganiających się za Włochami byłby jeszcze straszniejszy...
- Także chciałbyś się poprzytulać do Włochów?
- he, he dobre, ja z moim Włochem 4 lata wytrzymałam.
- ja nie! bo mają za dużo włosów i są mali:)
- nie tylko w stolicy są takie teatrolożki...
- cute:)
- znam tych Włochów, o których piszesz?
- zawsze możesz zapuścić włosy, wziąć żel i zrobić "mokrą włoszkę", zainwestować w opaleniznę i wejść w rolę...to pewnie będzie najłatwiejsze:)
- to są sarenki na łączkach które skubią trawkę i czekają na przygodę wiele jest takich kierunków studiów które pozwalają żyć beztrosko sarenkom na łączkach
- ach, och, ech, jakie to szczęście, że to tylko o teatrolożkach ze stolicy
- zazdrość przez Ciebie przemawia, że nie można ich podrywać na intelekt, a jedynie na dywan na klacie. a tak swoją drogą to wolę te emfatyczne niż te ja-już-to-widziałam-najlepsze-to-mają-w-Berlinie
- to chyba Twój pierwszy felieton, który mnie odstrasza. Z pozdrowieniami z kierunku humanistycznego.
- lubię Cię Miernik wiesz o tym?
- Bartku, zamiast jeździć po festiwalach, jedź na plażę, poopalaj się - nabierzesz koloru, poćwicz nad akcentem i się od studentek teatrologii nie opędzisz.

Dobre rady dla mizogina, pomyślał. Zamknął laptopa, z ziemi podniósł ostatnią prażynkę. Nadmuchaną taką, napuszoną, na starym oleju pieczoną. Przypomniała mu teksty pewnego autora. Spojrzał na prażynkę, szybkim ruchem włożył do buzi, zagryzł, zapił piwem, odbeknął i sobie poszedł. W krzaki. Wysikać się. I kupić w pobliskim społem paczkę landrynek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz