sobota, 8 czerwca 2013

Felieton: Nie płakałem po Kulturalnej

Biłem się z myślami, czy to w ogóle jest temat na felieton. Czy nie za późno to piszę i czy w ogóle warto, bo Kulturalna jest mi obojętna. Po prostu. Zwyczajnie. Ani grzeje, ani ziębi. Nie chodzę, nie upijam się, nie spotykam, nie przysiadam. Czmycham po premierach, nie spoglądam w tamtą stronę. Ze znajomymi umawiam się w ciekawszych warszawskich lokalach, często na Solcu i Powiślu, a jak muszę w Centrum to na Chmielnej lub Foksal. Potrafiłbym wymienić kilkanaście ciekawszych niż Kulturalna miejsc, z bogatszą ofertą koncertową, piwną, jedzeniową. Choćby na Pradze. I tańszych.

Kulturalną udało się uchronić przed zamknięciem. W obronę włączyło się kilkanaście opiniotwórczych osób. Zamach na knajpę skonsolidował środowisko. Zakręcenie kurka z wódą zjednoczyło. Dziwi mnie to zwarcie szyków, zaskakują dramatyczne teksty w obronie knajpy, gdy tymczasem w Dramatycznym dzieją się o wiele gorsze rzeczy, zachodzą niepokojące procesy. Kto z recenzentów pisze o braku pomysłów na teatr, o repertuarze trzech scen zarządzanych przez jedną osobę. Kto opisuje zmianę publiczności, tę sztywność w foyer, udzielającą się schludnie ubranym chłopcom i dziewczętom z obsługi widowni. Kto śledzi wypowiadanie umów pracownikom, kolejne zakazy i rozporządzenia, przecież ich skany pojawiają się na portalach społecznościowych. Nikogo nie dziwi, że oto osoba przez kilka lat promująca młodych dramatopisarzy, dziś zupełnie tych młodych nie wystawia.

Knajpę obroniono, dyrektor mętnie się tłumaczył. Wydano oświadczenie: że usiedli do rozmów, że konfliktu nie ma, że gites jest. A przecież Dramatyczny to największa miejska scena, o sporej dotacji. Działalność dyrektora widoczna jest jak na dłoni. Ilość uszczypliwości, zaczepek, kąśliwych komentarzy jest nieraz przesadna. Owszem, kilku krytyków patrzy mu na ręce, stał się w środowisku pupilem obecnych władz stolicy. Sezon dobiega końca, a niestety nie czytałem gruntownej analizy zmian toczących się w Dramatycznym właśnie. Tak, wiem, trzeba się zebrać i samemu coś napisać. Wiem, wiem.

W wielu polskich teatrach rządzą dyrektorzy, bez pardonu obchodzący się z aktorami, potrafiący zwolnić cały zespół przy milczącej zgodzie środowiska. Zimą pisałem o tym na łamach tego wortalu. Tak się dziś biłem z myślami, czy nie opisać działalności jednego z nich, charyzmatycznego szefa łódzkiego Teatru Arlekin, ale jeszcze chwilkę poczekam. Jeszcze nie teraz, chociaż materiał mam już spory.

By zakończyć jakoś optymistycznie, to może spuentuję akapitem o festiwalu. Sezon się kończy, nadchodzi czas ostatnich wydarzeń w naszym środowisku. Na jedno z nich wybieram się w przyszłym tygodniu, do Koszalina. Jadę na m-teatr, festiwal młodych reżyserów, tych ledwie po debiucie. Świetny to pomysł Piotra Ratajczaka, by organizować imprezę właśnie tam. Prócz spektakli, ważne jest życie festiwalowe, rozmowy z artystami te oficjalne i te mniej. I Centrala Artystyczna - niebywały, oryginalny klub prowadzony przez zwariowaną, pozytywnie zakręconą Panią Violettę. Drodzy czytelnicy - spotkajmy się tam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz