niedziela, 2 czerwca 2013

„Był sobie Polak, Polak, Polak i diabeł” Pawła Demirskiego, reż. Remigiusz Brzyk, Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie. Recenzuje Kalina Filip.

fot. Bartłomiej Sowa

W teatrze można się bać. Udowodnili to Remigiusz Brzyk i Paweł Demirski. W spektaklu „Był sobie Polak, Polak, Polak i diabeł” aktorzy zostali zamknięci w ogromnej klatce umieszczonej poza przestrzenią sceny, mocno ingerującej w przestrzeń widowni. Dwa pierwsze rzędy krzeseł zostały usunięte, osoby siedzące w pierwszym rzędzie kolanami dotykają sceny. Przerażająca charakteryzacja i kostiumy podkreślały klimat przedstawienia. Nieprzyjemne dreszcze przebiegały mi po plecach w czasie monologów Wandy (Marty Sroki). Szept połączony z zawodzeniem ducha, przyciemnione światło oraz opowieść o przerażających przeżyciach z obozu w Auschwitz – atmosfera rodem z koszmaru. Od razu nasunęło mi się skojarzenie z dziewczynką wychodzącą z telewizora w filmie „The Ring”. Niechciana przeszłość, prościej o niej nie pamiętać, mimo tego zawsze powraca, wyłazi.

Każda z postaci opowiada swoją przerażającą historię. Mamy tutaj, poza Wandą (Marta Sroka), Biskupa (Paweł Kos) oskarżanego o pedofilię, Staruszkę (Halszka Lehman) opowiadającą o przeżyciach w obozie i o przymusowym wysiedleniu, Generała (Krzysztof Olchawa) wychwalającego komunizm, Dresiarza (Wojciech Rusin), kibica Motoru Lublin, niemieckiego turystę (Przemysław Gąsiorowicz) skatowanego przez chuliganów, Gwiazdkę (Marta Ledwoń) niedoszłą gwiazdę mająca zdobyć sławę, ginącą pod kołami traktora i Chłopca (Daniel Dobosz) porzuconego przez rodziców, którzy poddali się migracji zarobkowej, zostawiając go na pastwę losu.

W małej klatce zostały zamknięte wszystkie strachy, widma przeszłości, palące problemy naszego narodu. Tragiczne historie ukazano w przerysowany, ironiczny, sarkastyczny sposób. Można było odnieść wrażenie, że jest za dużo strachów i potworności na tak małej powierzchni. Mocne, agresywne ukazanie tego co w nas jest wciąż obecne wstrząsa mimo mijającego czasu. Szokuje, może niekiedy obraża i bulwersuje, koniec końców skłania do refleksji.

Żarty, ironia na granicy przyzwoitości, czasem nawet ją przekraczająca np.: „w Jedwabnem nie było żadnego Polaka!” – teza wygłoszona przez jednego z aktorów, „Pojedziesz ze mną? Gdzie? W dupę ciemną!” – mówi biskup pedofil do chłopca, „A co miałem rzucać granatami tam, gdzie nie było zabytków?” – oburza się komunistyczny generał. Powodowało to pośród widzów szerokie otwarcie oczu i ust ze zdumienia: takie rzeczy w teatrze?! Tak. W teatrze zobaczyliśmy siebie z dystansu, racja może się to nie podobać. Nie lubimy oglądać siebie w złym świetle.

Spektakl nie jest płynną opowieścią, to raczej zlepek wspomnień, swego rodzaju strumień skojarzeń następujących po sobie. Przedstawienie jest bogato okraszone przekleństwami i niecenzuralnymi słowami, przez co historie są jeszcze bardziej dramatyczne, życiowe i polskie. Mocne i konkretne.

Klatka symbolizuje czyściec, w którym postaci babrają się w słabościach, stereotypach i strachach. Nie wiemy co nas czeka, w którą stronę zrobimy kolejny krok. Istotne jest właśnie to zmaganie się ze sobą, własną historią w kontekście często niechlubnej historii narodu. To moment uświadomienia sobie tego, kim tak naprawdę jesteśmy, co znaczy być Polakiem. Demirski nie podaje rozstrzygnięcia. Przedstawienie kończy się sceną w której aktorzy czekają na teleportację w inny wymiar. Sami mamy się rozprawić z wątpliwościami i stereotypami, w konsekwencji zwalczyć demony.


Spektakl był połączony z manifestacją przeciwko ograniczeniom nakładów na kulturę. Nad sceną pojawił się napis informujący, że teatr zostanie zamknięty do odwołania. Przestrzeń sceniczna za klatką została ograniczona biało-czerwoną taśmą. W jednej ze scen nie wiadomo było czy mamy do czynienia z tekstem dramatycznym czy z prywatną rozmową między aktorami. Rozpoczęła się między nimi dyskusja o zarobkach, o tym „ile dostają za spektakl”, jedna z osób zastanawiała się czy za osiemdziesiąt pięć złotych brutto w ogóle się opłaca. Niestety, bycie artystą w Polsce, nie tylko w Lublinie, się nie opłaca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz