środa, 15 maja 2013

"Złoty klucz", reż. Janusz Ryl-Krystianowski, Teatr Lalek Banialuka w Bielsku-Białej

fot. Darek Dudziak


Są takie spektakle, o których długo się nie zapomina. W zeszłym tygodniu oglądałem „Śmiesznego staruszka” w reżyserii Wiesława Hejno, w tym tygodniu „Złoty klucz” wyreżyserowany przez Janusza Ryl-Krystianowskiego. Obaj reżyserzy nie ścigali i wciąż nie ścigają się z najnowszymi trendami w lalkarstwie. Próżno szukać w ich realizacjach nowinek technicznych, rwanej narracji, wymyślnych świateł czy współczesnej tematyki. Oba spektakle prowadzone są wolnym tempem, niespiesznie, oba wykorzystują tradycyjne lalki. Ryl-Krystianowski postawił na ludową opowieść Jana Ośnicy czyli Leona Moszczyńskiego, bo pod pseudonimem skrywał się autor tej ludowej historii.

W karczmie pojawia się Święty Piotr. Ot, tak po prostu, wszedł sobie drzwiami. Ugoszczony przez karczmarza siada przy stole i wypija kielonek wódki. Duda, miejscowy biedak, pyta go, jak ma żyć. Bo żyje uczciwie, porządnie, a niestety nie wiedzie mu się. Święty Piotr wręcza mu więc swój zloty klucz do bram niebios, by popilnował. Wraca do Panboga i pyta o Dudę. Panbóg niechętnie daje radę, Piotr wraca i mówi Dudzie, jakby mimochodem, że nie powodzi mu się, bo... nie przykręca. Nie oszukuje. No i tu zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki. Naraz chłop zaczyna kłamać, oszukiwać karczmarza, kradnie futro Gaździe i czapkę Klerykowi. Oszukuje nawet Śmierć, która po niego przyszła. Sprytnie zamyka ją w skrzyni. Niestety głupia Kaśka, co to liczyć i czytać nie umie, uwalnia śmierć i sama ginie.

Wydaje się, że tempo „Złotego klucza” jest zawrotne, ale to pozory. Aktorzy poddają się rytmowi muzyki. A ta na poły filmowa, po trochu kontemplacyjna sytuuje to przedstawienie w konwencji moralitetu. „Jak żyć?” pyta Duda Świętego Piotra. Ten się zadumał, musiał sam pójść zapytać Pana. Piękna to scena, ale nie jedyna w tym granym w lalkach spektaklu. Duda uwalnia z piekła trójkę znajomków, których zabrała śmierć. Wypuszczeni przez Diabła, lewitują w przestworzach. Na koniec Duda znajduje się poza mansjonami, oddala się poza horyzont pośród mnóstwa złotych kluczy. Wysmakowany obraz sceniczny.

Piękny świat wykreował Ryl-Krystianowski wraz z Julią Skuratovą. Oparł opowieść o wystrugane z drewna ludowe lalki. Piekielne płomienie też są drewniane, podobnie jak w niebiańskim mansjonie ogromne ręce Panboga. Prosty tekst, prosta inscenizacja. Bez fajerwerków a chwyta za gardło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz